Gdy w Europie zaczęto forsować Zielony Ład przedstawiany był on jako narzędzie przy pomocy którego UE stanie się dostatnim społeczeństwem o nowoczesnej i konkurencyjnej gospodarce. Jego zwolennicy snuli wizje, że osiągnie się to dzięki neutralności klimatycznej do 2050 r. Według założeń kraje członkowskie mają emitować tyle dwutlenku węgla (CO2), ile same są w stanie pochłonąć. Kluczowe w tym projekcie jest redukowanie emisji CO2. W ramach Zielonego Ładu funkcjonuje program „Gotowi na 55” (z ang. „Fit for 55”), który zakłada redukcję emisji o 55 proc. do 2030 roku (w porównaniu z rokiem 1990).

Zielony Ład jest znakomitym narzędziem do uderzenia w polską gospodarkę, której gwałtowny rozwój jest solą w oku starych członków Unii zwłaszcza Niemców. Przy jego pomocy, poprzez wzrost kosztów produkcji zmniejszy się jej konkurencyjność, co przełoży się na likwidację całych branż i gwałtowny wzrost bezrobocia. Ostrzegał przed nim genialny analityk śp. Jerzy Targalski, pisząc o „niszczeniu gospodarki polskiej pod okiem Brukseli w ramach Zielonego Ładu”. „Wiatraki, panele słoneczne i rosyjski gaz z Niemiec zamiast węgla” – oto, co nas czeka, jeśli nie powiemy temu „nie”

Jego realizacja jest niezwykle droga. Według analityków Pekao, całkowity koszt unijnej polityki klimatycznej dla Polski do 2030 roku to 527,5 mld euro, (ponad 2 BILIONY złotych) co przełoży się na czteroosobową rodzinę polską  na dodatkowe ćwierć miliona zł  (ok. 64 tys. zł na osobę), w sytuacji gdy całość funduszy unijnych (znacząco pokrywanych przez składki i pożyczkę z KPO) do 2027 to 770 mld zł., czyli 3 krotnie mniej.

Natomiast aby sprostać założeniom strategii latach 2021-2040 będziemy musieli zainwestować 1,6 bln zł. Z unijnego Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, czyli źródła przeznaczonego specjalnie na wspomożenie przemiany energetycznej, Polska otrzyma zaledwie 15,6 mld zł, czyli ponad stukrotnie mniej, niż wyniesie koszt zmian.

Poza uderzeniem w polską gospodarkę szybko okazało się, że celem nadrzędnym jest brutalna zmiana stosunków gospodarczych i społecznych w całej Europie. W 2020 r. przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen, podczas orędzia o stanie Unii mówiła: „Musimy zmienić sposób, w jaki traktujemy przyrodę, jak produkujemy i konsumujemy, żyjemy i pracujemy, odżywiamy się i ogrzewamy, podróżujemy i transportujemy”.

Okazało się, że jest to ideologia która obejmuje wszystkie aspekty życia i narzuca Europejczykom, jak mają żyć, co mają jeść, czym jeździć, czym ogrzewać swoje domy.

Realizacja założeń Zielonego Ładu w przypadku polskiego rolnictwa oznacza likwidację dużej jego części. Temu służy m.in. ograniczone do 2030 r. o połowę stosowanie środków ochrony roślin, nawozów o co najmniej 20 proc., a środków przeciw drobnoustrojowych dla zwierząt hodowlanych o 50 proc. Ponadto 25 proc. gruntów rolnych ma zostać przeznaczonych na rolnictwo ekologiczne, a część także odłogowanych.

Na początku stracą rolnicy, następnie konsumenci całej Unii Europejskiej bo redukcja produkcji żywności przełoży się na ceny. Będzie ona bardzo droga. Do tego nakłada się w Polsce niekontrolowany napływ nie tylko produktów rolnych z Ukrainy

Rolnicy w Europie szybko się połapali co im grozi i rozpoczęły się rolnicze protesty. Pod ich wpływem Unia pozorowała wycofanie się z części Zielonego Ładu, by następnie nie zważając na nie przedłużyć bezcłowy import produktów ukraińskich do czerwca 2025 roku.

By uspokoić rolników Komisja Europejska ogłosiła wprowadzenie tzw. „hamulca bezpieczeństwa”, który pozwala na wprowadzenie taryf, jeśli import pewnych produktów przekroczy średnią z okresu od drugiej połowy 2021 roku do końca 2023 roku.

Znając życie będzie tak jak z napływem nielegalnych muzułmańskich migrantów. Są przepisy których na południu Europy nikt nie egzekwuje, mało tego, zamiast blokady dla ich niekontrolowanego napływu Unia wprowadziła przymusową solidarność, ponieważ konsekwentnie dąży do zmiany strukturalnej ludności europejskiej.

Nie miejmy złudzeń, jeżeli unijne lewactwo postawiło sobie za cel likwidację rolnictwa, będzie do tego celu dążyć wszystkimi sposobami. To nie przypadek, że przedłużony został bezcłowy import produktów ukraińskich by przy ich pomocy zniszczyć rynki zalewając je produktami ukraińskimi.

Rolnicy muszą się zdecydować czy chcą likwidacji Zielonego Ładu, co wiąże się z utratę wielu korzyści, które już dziś płyną do rolników w postaci dopłat bezpośrednich i środków płynących za tzw. ekoschematy, czyli za działania proekologiczne w rolnictwie, (wg Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa łącznie z zaliczkami do rolników w ramach dopłat za 2023 rok trafiło już 10,9 mld zł.), czy go zostawić i zgodzić się z zasadą gotowanej żaby tzn. na warunki funkcjonowania rolnictwa które Unia stopniowo będzie zmieniać na coraz gorsze, a rolnicy mimo irytacji będą się do nich przyzwyczajać, aż do momentu, kiedy zorientują się, że ze względu na przepisy i uwarunkowania będą zmuszeni zakończyć swoją działalność.

Zielony Ład dotyczy nie tylko rolników

O dyrektywie o efektywności energetycznej budynków czyli tzw. dyrektywie budynkowej (EPBD) nazwaną „dyrektywą wywłaszczeniową” mówiło się od dawna. Nazwa wzięła się stąd, że jej przyjęcie skutkuje wywłaszczeniem właścicieli budynków i mieszkań, których nie będzie stać na remonty zgodnie z jej zapisami.

Będą zmuszeni brać pożyczki lub sprzedać je bankom lub firmom w zamian za fundusze. Dlatego nazywana jest dyrektywą wywłaszczeniową.

12 marca Parlament Europejski nie przejmując się tym, że bardzo wielu mieszkańców Unii nie stać na jej wdrożenie przegłosował jej przyjęcie.

Jak pisał Paweł Woźniak, w artykule „Budynki muszą być odnowione. Koszty znowu uderzą w mniej zamożnych”, („GPc”, 15.04.2024) bez sprzeciwu polskiego rządu Parlament UE zatwierdził dyrektywę budynkową (EPBD), będącą elementem Europejskiego Zielonego Ładu. Ma ona na celu osiągnięcie zerowej emisji do 2050 r., poprzez poprawę efektywności energetycznej europejskich domów. Pierwsze wymogi zaczną obowiązywać za około pół roku. Ogromny ciężar finansowy spadnie na obywateli.

Zgodnie z nią do 2040 r. będzie obowiązywać zaka­z stosowania węgla, ga­zu ziemnego i ropy naftowej w systemach grzewczych budynków.

KE chce, by wszystkie kraje zmodernizowały bu­dynki publiczne, od szkół po mieszkania socjalne, oraz by linie lotnicze i oceaniczne zaczęły płacić za swoje emi­sje, co oznacza większe kosz­ty podróżowania. Planuje by od 2035 r. nie będzie moż­na wprowadzać do sprzeda­ży aut na benzynę oraz olej napędowy, a wszyst­kie produkowane samochody mają być samochodami elektrycznymi. Zapisano w niej m.in. obowiązek montowania instalacji fotowoltaicznych na budynkach publicznych i niemieszkalnych oraz nowych domach mieszkalnych i zadaszonych parkingach, wycofanie kotłów na paliwa kopalniane do 2040 roku.

Do roku 2050 budynki powinny być już cał­kowicie bezemisyjne.

UE szacuje, że bardzo kosztowne renowacje cze­kają w Polsce właścicieli ok. 40 proc. domów.

Obecne przepisy dyrektywy EPBD nie przewidują konkretnych kar dla właścicieli nieruchomości, któ­rzy nie zastosują się do no­wych standardów środo­wiskowych w ustalonych terminach. Co więcej, nie nakłada się żadnych ogra­niczeń na sprzedaż lub wy­najem nieruchomości bez unijnej zielonej etykiety. Haczyk tkwi w tym, że odpowiedzialność za nałożenie wszelkich kar finansowych, podobnie jak szczegółowych rozwiązań, spoczywa na rządach krajowych.

Uważam, że pytanie referendalne dotyczące Zielonego Ładu „Czy jest Pani/Pan za zobowiązaniem Prezydenta RP, Parlamentu RP, Rządu RP do odrzucenia przez Polskę polityki klimatycznej UE w obecnym kształcie zawartej w Europejskim Zielonym Ładzie?” zaproponowane przez Komisję Krajową NSZZ Solidarność jest nieprecyzyjne.

Po pierwsze w tym pytaniu nie wiadomo czego oczekujemy od Unii Europejskiej. Jest ono źle sformowane. Po drugie powinno zawierać odniesienie się do odrzucenia Zielonego Ładu w całości, bo jego realizacja spowoduje likwidację całych gałęzi gospodarki (na początek górnictwo, rolnictwo), jej gwałtowne wyhamowanie i utratę konkurencyjności, lawinowy wzrost bezrobocia, a z większości obywateli zrobi nędzarzy.

Dlatego Komisja Krajowa NSZZ Solidarność” powinna ponownie przemyśleć treść pytania referendalnego.

Foto: Zdzisław Borodziuk