Powiecie, oczywiście, że to post przeciwko PiS, bo ośmielam się skrytykować pewien aspekt rządów, z którym PiS nie może sobie poradzić, by nie otwierać wojny na wszystkich frontach. Mój post wypływa z trosk, a nie ze złośliwości, chociaż ta troska nikomu z rządzących nie jest potrzebna. Taki już jednak jestem: walę prosto z mostu, nie patrząc na to komu się narażam i wiem, że – szczególnie w tych czasach – uderzyć mnie jest bardzo prosto. Chodzi mi jednak przede wszystkim o „dobro naszego klubu”.

Jeśli PiS przegra kiedykolwiek, to wyłącznie poprzez gospodarkę, rozumianą jako inicjatywy gospodarcze Polaków. Nie powołujmy się na globalne statystyki, wzrosty lub obietnice ulg dla „mało zarabiających firm”. To wszystko ładne, tylko co to znaczy „mało” i co to znaczy „dużo” oraz kto może osiągnąć to „dużo”, a ilu musi „mało”. Nic nie rozumiecie? Przeczytajcie historyjkę. Możecie uważać ją za fantazję.

Był sobie facet. Przed 1989 rokiem walczył z komuną. Siedział, spałowali go, ale w końcu nadszedł 4 czerwca i wreszcie był „w swoim ukochanym kraju”. Ja byłem po drugiej stronie, a poznaliśmy się kilkanaście lat temu. Nigdy nie miał nic wspólnego ze służbami i spieraliśmy się w wielu sprawach. Po wielu latach normalnej „prywaciarskiej” doli, jego spółka zaczęła zarabiać. Uczciwie, bo kochał Polskę i nienawidził, tak jak ja, oszustwa. Nagle, w ubiegłym roku stał się prawie potentatem. Obroty wzrosły do prawie miliona miesięcznie, a z nimi VAT. Płacił, tak jak płacił uczciwie ZUS i NFZ. Niestety, okazało się, że zagraża ustalonym 25 lat wcześniej monopolistom. I co się stało? Przyszła kontrola skarbowa. Pod koniec ubiegłego roku. Powiedzieli mu, że praktycznie nic na niego nie ma, ale „jego aktywność i obroty sugerują przestępstwo, a wysokie zarobki są podejrzane”. Na pytanie ile trwa tak kontrola, odpowiedzieli: „Minimum pół roku”. Kontrola sprawdziła, że firma przestała działać. Ogłosił upadłość. I tera clou. Powiedział mi: „Piotrek, stary, zagroziłem firmom Twoich kolegów (od pewnego czasu wyraża się o mnie wielką literą, co mnie irytuje). Wie, wiem! Byłych. Jebali mnie za Unii Wolności, za SLD, za AWS,znowu za SLD, za Pis poprzednio, ale wtedy PiS nie zdążył, bo tak mi się wydawało, za PO i teraz. Kurwa, stary! Nie rozumiem! Oni znowu wygrywają!”. „Arytmetyka, stary, arytmetyka!” – odpowiedziałem. Mój znajomy nie poddał się. Założył nową firmę w Anglii i tam płaci podatki i daje angielskim bankom zarabiać (podatek od wkładów).

Nikt nie rozumie o co chodzi? Gospodarka i wspieranie polskiego przedsiębiorcy nawet kosztem sojuszników. To winna być podstawa działania. To Polak powinien zarobić więcej. Niestety, Polak w Polsce może zarobić nie więcej niż 5 000 zł, bo inaczej jest natychmiast podejrzanym i wszystkie policje „tajne i dwupłciowe” rzucają się na oszusta. Mamy 25 lat za pomyłkę na fakturze i ulgi dla obcych przedsiębiorców. Mamy blabla o wzroście i kontrole skarbowe Polaków, którzy ten wzrost zapewniają. Nadal nie rozumiecie?

To nie jest wina PiS. Ta partia, przynajmniej jej trzon zmieniałyby taki stan rzeczy szybko, ale powstał Kukiz’15 i Nowoczesna. Arytmetyka, proszę Państwa, arytmetyka. Nie piszcie mi, że jestem uprzedzony, bo zapytam, który poseł (bardzo ważny) Kukiz’15 doniósł na pewny biznes taksówkowy, lecz nie dodał, ze jego przyjaciółka, nie dosłownie, ale sponsorka jest w zarządzie konkurencyjnej korporacji taksówkowej. Pecunia non olet, co szczególnie widać po antysystemowcach.

Po przejściu na emeryturę studiowałem rzeczywistość. Poznałem zasadę przetargów i różnych „lekarzy firm”. Nie chciałem uczestniczyć w tym oszustwie i wiem, kto za tym stoi. zawsze ci sami od 27 lat.

Czarno widzę los swojej firmy, lecz nadal mam zamiar ją rozkręcić. Znajomy z fantastycznej historyjki powiedział: „Piotrek, odpierdoliło ci? Ty w Polsce chcesz robić biznes, jako Polak? Skonfliktowany z esbecko-wojskowym układem!? Albo jesteś samobójca, albo frajer?”. Mam nadzieję, ze nie miał racji, że PiS w końcu przestanie przejmować się arytmetyką i zamiast circenses pozwoli Polakom wypiec panem.

Teraz PiS, przynajmniej jego część, nazwie mnie esbeckim prowokatorem. Pociesza mnie tylko to, że część zrozumie.

Piszę wyraźnie: ten artykuł nie jest przeciwko PiS. Chciałem pokazać jedynie, że poza „igrzyskami”, potrzebny jest „chleb”. Innymi słowy ludzie zaakceptują wszystko, jeśli będą mieli pieniądze na utrzymanie i przyjemności.

Chodzi mi jedynie, aby zmiany nie polegały jedynie na zwiększaniu kar i obciążeń oraz tworzeniu kolejnych instytucji ścigających. Nie można zakładać, że każdy kradnie i chce oszukać, a takie wrażenie, niestety, odnoszę słuchając dyskusji i czytając teksty o gospodarce. Wiem, że spuścizna po III RP jest przerażająca, ale wiem również, że tylko niektórzy kradli i – również niestety – ci, mimo szumnych zapowiedzi – nie ponieśli i nie ponoszą żadnych konsekwencji.

Kontrole są konieczne, lecz kontroler nie może zakładać a priori, że przychodzi do złodzieja. W ten sposób nie znajdzie nigdy tych prawdziwych, bo oni są poza zasięgiem i płacą za nich uczciwi drobni przedsiębiorcy. Warto przejrzeć procedury tak, by umożliwić kontrolowanemu działalność, a nie zabijać go od razu. Tak, na wszelki wypadek.

Jeśli państwo zaufa ludziom i pozbędzie się głupot, to szybko załata wszelkie dziury budżetowe i stanie się prawdziwie bogate. To proste i takie myślenie nazywam dekomunizacją mentalną. Rzeczywistą dezubekizacją, a nie jej ustawową parodią.

PiS to wie i tego chce, ale arytmetyka…

ps. Nie będę już klął. Wybaczcie, lecz czasem wkurza mnie bezsilność.

Foto: istock