Bardzo często pojawiają się opinie, że kampania Andrzej Duda przez to, że toczy się swoim rytmem, nie może się przebić do głównych mediów. Przecież one są tubą propagandową Bronisława Komorowskiego i PO i dobrze pilnują by Andrzej Duda był w nich nieobecny. Bardzo dobrze zrobił Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Marcin Mastalerek, który na znak protestu przeciwko promowaniu przez telewizję publiczną Bronisława Komorowskiego, opuścił program prowadzony przez jednego z najbardziej stronniczych dziennikarzy Piotra Kraśkę.

Jeszcze przed rozpoczęciem telewizyjnej debaty kandydatów na prezydenta, wiedziałam, że nawet gdyby Andrzej Duda wypadł rewelacyjne dziennikarze mainstreamowych mediów będą na chama przekonywać wyborców, że wypadł słabo lub beznadziejnie, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Tak też było. Tuż po programie dziennikarz „GW” Paweł Wroński stwierdził, że „najlepiej wypadł Palikot”, natomiast A. Duda był słaby, 06.05. 2015 r w programie III polskiego radia Renata Kim z „Newsweeka” stwierdziła również, że „najlepszy był Palikot” (chyba, dlatego się im tak podoba, że głównym punktem jego programu jest walka z Kościołem), natomiast A. Duda wypadł słabo i że Solidarność powinna poprzeć Kukiza, bo jest on blisko z nią programowo. Z kolei Agaton Koziński z Polska The Times stwierdził, że A. Duda się bronił, a B. Komorowski nic nie stracił przez to, że nie brał udziału w debacie. Ja nie uważam, że Pan A. Duda coś zyskał czy stracił.

Według mnie wielkim nieporozumieniem, jest prowadzenie debaty bez możliwości dyskusji. Tylko w dyskusji dochodzi do ścierania się poglądów popartych argumentami. Powinny być one prowadzone przez cały okres kampanii wyborczej w formule jeden na jeden. Dopiero obserwując ścieranie się poglądów i używanych do ich uzasadnienia argumentów, wyborca może ocenić każdego z kandydatów i wybrać najlepszego. Uważam, że sama debata bez możliwości dyskusji między pretendentami do najwyższego urzędu w państwie, to strata czasu.

Za kilka dni będziemy wiedzieli, jakie rzeczywiste poparcie mają poszczególni kandydaci. Wielu z wyborców otrzyma odpowiedź, jakim rzeczywistym, a nie sondażowym poparciem cieszą się poszczególni kandydaci, a zwłaszcza prezydent PO Bronisław Komorowski.

Dowiemy się, jaki wpływ na reelekcję prezydenta będzie miało udzielenie mu cichego poparcia Kościoła, który oficjalnie jest oburzony podpisaniem przez prezydenta ustawy ratyfikującej konwencje o przemocy w rodzinie, a następnie pozwala mu wykorzystywać Jasną Górę w swojej kampanii wyborczej, zezwalając by w kwietniu podczas VII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Strażaków na Jasną Górę wygłosił on do nich z ambony przemówienie. Czy „wierny głupi wszystko kupi” i po raz kolejny nie powiążą faktów, że te wszystkie listy i wyrazy oburzenia mają ich uspokoić i zapobiec ich odpływowi z Kościoła, a zarazem właściwie odczytać sugestie niektórych hierarchów by głosować na B. Komorowskiego.

Już za kilka dni będziemy wiedzieli czy i tym razem wyborców po przekroczeniu progu komisji wyborczej ogarnie „pomroczność jasna” i ponownie zagłosują w swej większości na prezydenta Platformy Obywatelskiej B. Komorowskiego, który podpisując ustawy:

1. wyższy VAT
2. wyższą akcyzę na paliwo
3. wyższy wiek emerytalny
4. ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, pozwalającej odbieranie dzieci rodzicom bez wyroku sądowego np., z powodu biedy, uderzył w ich żywotne interesy.

Jestem ciekawa jak będą głosowali:

– mieszkańcy Śląska, którym rządy PO podpisując pakiet klimatyczny zafundował w przyszłości likwidację górnictwa, a tym samym miejsc pracy,
– rolnicy, którzy nie zgadzają się na wykup polskiej ziemi, nie mają takich samych dopłat do hektara jak Niemcy czy Francuzi, a których część od tygodni bierze udział w przemilczanym proteście,
– pracownicy zbrojeniówki, którzy zamiast kontraktu na śmigłowce i nadziei na rozwój przedsiębiorstw, będą patrzeli jak za polskie pieniądze rozwijają się firmy francuskie.

Będziemy wiedzieli, czy większość wyborców powiąże swoją sytuację materialną z wyprzedażą trwającego przez 25 lat polskiego majątku, którego jak podała „Gazeta Polska codziennie” pozostało 3 % z 8.5 tys. państwowych przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji. Społeczeństwo ma ostatnią szansę naprawy Rzeczypospolitej, od niego zależy czy ją wykorzysta czy bezpowrotnie ją zaprzepaści.

Foto: Mirosław Jam