Co jest lepsze? Brak ruin i budowa, czy pomalowane w kwiatki „szkieletory”, tak by przeciwnik ujrzał ładne kolorki i nie odważył zakłócić się ważnych wydarzeń? Oczywiście, przeciwnik nic nie wie, że pod warstwą farby rdza zeżarła wszystko, a ruinach trwa taniec urzędniczy wokół nowych zarządców. Ważne wydarzenia odbędą się i tak i zostaną dobrze zabezpieczone, ponieważ policja, straż pożarna, wojsko oraz wszelkie służby spoza ruin będą działać dobrze i ofiarnie. Nikt nawet nie zauważy, że stowarzyszenie ze „szkieletora mniejszego” nie ma nic do powiedzenia, a stowarzyszenie ze „szkieletora większego” przedstawi pisma od partnerskich instytucji, w których będzie napisane, że te instytucje nie posiadają informacji na temat zagrożenia przebiegu ważnych wydarzeń.

I jeszcze anegdotka z przygotowywania kilka lat temu równie ważnego wydarzenia, a nawet ważniejszego, ponieważ ówczesny premier był nim bardziej zainteresowany niż innymi ważnymi wydarzeniami w naszym kraju. Miałem okazję przez chwilę uczestniczyć w zespole przygotowującym Euro. Przed spotkaniem zespołu w siedzibie MSW, odbyła się krótka odprawa w mojej ruinie. Jedna z osób, które zostały wymienione w przemówieniu min. Kamińskiego w Sejmie, powiedziała żebyśmy się nie odzywali, bo to nas w ogóle nie obchodzi i nie mamy żadnych informacji na temat zagrożeń, a do ochrony imprezy jest policja. Koledzy z drugiej ruiny zaprezentowali podobną filozofię. Zapewniliśmy jednak, że „spytamy partnerów”. Na piśmie wszystko było fajnie. I dzięki Bogu, że ruiny nie wtrąciły się i nie poprosiły FSB o pomoc. Ta impreza odbyła się spokojnie, jak wiemy. Była zresztą swoistym ewenementem, ponieważ po raz pierwszy najwyższe kierownictwo naszego państwa zainteresowało się ruinami. W jedną z sobót, wieczorem, chyba przed ćwierćfinałami, przyszła do „naszych” w Berlinie „natychmiastówka”. Kierownictwo partyjno-rządowe domagało się od ruin analizy oraz określenia prawdopodobieństwa wygranej reprezentacji Niemiec. Osoba, która to dostała, zakupiła na państwowy koszt wszystkie, nawet najdziwniejsze gazety miejscowe i skrobnęła, że „Niemcy są dobrzy i prawdopodobnie istnieje ewentualność, iż zapewne wygrają, co może graniczyć z pewnością, chociaż przypadki się zdarzają, lecz w tej materii ewentualny przypadek prawdopodobnie wyeliminowano”. Więcej kierownictwo państwa nie zainteresowało się pracą ruin, bo po co interesować się ruinami. Niech murszeją dalej.

Byłoby to wszystko śmieszne, gdyby nie było prawdziwe. Nie należy jednak o tym mówić, bo wszystko trzeba załatwiać po cichu, tajnie, by przeciwnik się nie dowiedział. I nikt nie rozumie, że czasem stopień dekonspiracji jest tak duży, iż tylko ujawnienie sprawy może choć zatrzymać ponoszone straty, gdyż zmusi to przeciwnika do chwilowego zaprzestania działań, albo sprowokuje do takich, które odsłonią go. To w skrócie. Z całego przemówienia min. Kamińskiego wszyscy zauważyli najmniej istotny fragment, czyli tego nieszczęsnego oferenta-prowokatora. Szkoda, bo chodziło o zupełnie inny, ważniejszy i zarazem groźniejszy wniosek. Nie mam zamiaru o nim pisać, bo po co? Cisza, cichutko, ciszej nad tą trumną.