Wielu z was miało mi za złe, że w pierwszą rocznicę prezydentury Karola Nawrockiego nie napisałem ani słowa. Rzeczywiście, 6 sierpnia minął rok od jego zaprzysiężenia, a ja milczałem.Może jednak nie zawsze trzeba iść z tłumem? Nie zawsze trzeba pisać wtedy, kiedy wszyscy piszą i dokładnie to, co wszyscy piszą.Czasami warto się zatrzymać.Pomyśleć.
I spojrzeć na człowieka oraz jego działania trochę inaczej. Nie przez pryzmat politycznych emocji, partyjnych deklaracji czy kolejnego sondażu, ale przez własne doświadczenie, pamięć i ludzi, których spotkało się na swojej drodze.
Dlatego dzisiaj chcę napisać o prezydencie Karolu Nawrockim inaczej.A właściwie zacząć od człowieka, którego już z nami nie ma.Od świętej pamięci Ojca Eustachego Rakoczego.
Jasnogórskiego Kapelana Żołnierzy Niepodległości. Człowieka, którego spotykałem na Jasnej Górze i z którym można było rozmawiać długo, bo miał w sobie tę rzadką cechę ludzi prawdziwie mądrych: nie potrzebował podnosić głosu, żeby jego słowa miały ciężar.
Pamiętam szczególnie nasze ostatnie spotkanie.Czekałem z kolegą przed furtą klasztorną. Ojciec Eustachy szedł w naszą stronę. Z laską. Powoli. Z trudem pokonywał schody. Widać było, że każdy krok kosztuje go coraz więcej.
Potem poszliśmy do klasztornej stołówki.
Obiad. Rozmowa. Jak zawsze o Polsce, historii, ludziach, o tych, którzy odeszli i o tych, którzy jeszcze mają coś do zrobienia.Nie wiedziałem wtedy, że będzie to moje ostatnie spotkanie z Ojcem Eustachym.
12 grudnia 2025 roku odszedł do Domu Ojca. Miał 82 lata. Przeżył 62 lata w zakonie i 55 lat kapłaństwa.Ale kiedy dzisiaj myślę o Ojcu Eustachym, wracam nie tylko do tamtego obiadu.
Wracam do człowieka, który był związany z błogosławionym Prymasem Stefanem Wyszyńskim.
To właśnie kardynał Wyszyński uczynił młodego paulina kapelanem Żołnierzy Niepodległości.
I tutaj historia zatacza niezwykłe koło.
Bo był czas, kiedy Polska potrzebowała ludzi, którzy potrafili powiedzieć władzy:
NON POSSUMUS.
Nie możemy.Nie wolno nam.
Nie zgodzimy się.Nie złożymy tego, co dla nas święte, na ołtarzu politycznej władzy.
8 maja 1953 roku polscy biskupi skierowali do władz komunistycznych memoriał przeciwko podporządkowywaniu Kościoła państwu. W zakończeniu znalazły się słowa, które przeszły do historii: „Rzeczy Bożych na ołtarzu cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!”.
Komunistyczna władza odpowiedziała represjami.
25 września 1953 roku Stefan Wyszyński został aresztowany.
Nie dlatego, że chciał obalić państwo.
Dlatego, że odmówił podporządkowania sumienia państwu.I właśnie dlatego słowo „Non possumus” jest czymś znacznie większym niż historyczną pamiątką.
Bo ono wraca.W różnych czasach.W różnych okolicznościach.
Przy różnych ludziach.
Dzisiaj niektórzy zarzucają prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, że zbyt często wetuje ustawy. Że blokuje rząd. Że przeszkadza.
Można oczywiście spierać się z każdym prezydenckim wetem. Można mieć inne zdanie.Ale jest coś, czego nie wolno zgubić w tym politycznym hałasie.
Prawo nie jest święte tylko dlatego, że zostało przegłosowane większością głosów.Konstytucja jest ponad chwilową większością.
I właśnie dlatego prezydent ma prawo powiedzieć:
Nie.Nie podpiszę.Nie przejdzie.
Sprawdźcie jeszcze raz.
Ostatni przykład jest bardzo konkretny. Prezydent Nawrocki nie podpisał ustawy wprowadzającej podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, lecz skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego Wskazał przy tym na poważne wątpliwości dotyczące zasady niedziałania prawa wstecz.
Rząd odpowiada: dzięki temu można było zebrać około 4 miliardów złotych i przeznaczyć je na działania mające ograniczyć ceny paliw.
I tu właśnie zaczyna się totalny absurd prawa tworzonego przez rząd Tuska
Bo można powiedzieć: opodatkujmy nadzwyczajne zyski wielkich koncernów.
Ale można też zapytać:
A kto ostatecznie zapłaci ten podatek?Koncern?Jego akcjonariusze? Nie bądźmy śmieszni. Każdy wie, że wszelkie obciążeni są zawsze przerzucane na klienta.Przecież przedsiębiorstwo nie jest instytucją charytatywną. Jeżeli państwo zwiększa mu koszty, firma szuka sposobu, żeby te koszty odzyskać.
Państwo to nie jest księgowość prowadzona od wyborów do wyborów.
Państwo to także odpowiedzialność za konsekwencje.Za konstytucję.
Za obywatela.Za jego pieniądze.Za jego wartości.
Za jego poczucie, że ktoś jeszcze stoi między nim a polityczną samowolą.
I dlatego myślę czasem o Ojcu Eustachym.
O tym, jak szedł wtedy z laską po jasnogórskich schodach.
O tym naszym ostatnim obiedzie.
O Prymasie Wyszyńskim, który wiele lat wcześniej powierzył mu służbę Żołnierzom Niepodległości.
I myślę o tym, że pewne idee nie umierają wraz z ludźmi.
Zmieniają tylko czas, w którym muszą zostać wypowiedziane.
Kiedyś Prymas powiedział:
Non possumus.
Dzisiaj prezydent mówi:
Nie podpiszę ustawy, która budzi poważne wątpliwości.
To nie jest oczywiście ta sama walka.
Nie żyjemy w państwie komunistycznym. Nie ma Urzędu Bezpieczeństwa pod drzwiami Pałacu Prezydenckiego. Nie ma więzienia w Stoczku ani Komańczy.
Ale mechanizm odpowiedzialności za słowo „nie” pozostaje podobny. On jest ten sam.Nie wszystko, co można uchwalić, jest dobre.
Nie wszystko, co przedstawia się jako pomoc Polakom, rzeczywiście Polakom pomoże i Polskim służy.
Ojciec Eustachy odszedł.
Kardynał Wyszyński odszedł.
Odeszli ludzie, którzy pamiętali Polskę zniewoloną i wiedzieli, że wolność nie jest dana raz na zawsze.
Ale zostało ich „Non possumus”.
I może właśnie dlatego, patrząc dzisiaj na Pałac Prezydencki, warto czasem nie pytać:
„Ile razy prezydent zawetował?”
Tylko zapytać:
„Przed czym nas tym wetem uchronił?”