Od lat konsekwentnie Polska, podobnie jak i cała Unia, zmierza w kierunku zastąpienia demokratycznego państwa prawnego nowym tworem – państwem sędziów, w którym rolę helotów i periojków pełni 95% społeczeństwa.

Faktyczne przywództwo spoczywa zaś w rękach współczesnych eforów – jedynie dla niepoznaki nazywanych „trzecią władzą”, faktycznie zaś kontrolujących każdy aspekt życia społecznego oraz teoretycznie równe im pozostałe władze.

Co więcej, tak samo jak w starożytnej Sparcie, na ustroju której najwyraźniej wzorowane jest „państwo sędziowskie”, współcześni eforzy uzurpują sobie prawo do aresztowania i ukarania nawet prezydenta państwa, jeśli ten tylko sprzeniewierzy się Konstytucji, co w ich nowomowie oznacza prymat sędziów nad społeczeństwem.

A przecież ostrzeganie przed „państwem sędziowskim” to nie tylko domena „pisowskich oszołomów”.

Dwa lata temu słynący z ataków na polską demokrację FAZ pisał:

Leider gerät zunehmend in Vergessenheit, dass die Justiz nach unserer Verfassung nur die dritte Gewalt ist und nicht die erste. Das Volk soll mittels Wahlen die Politik bestimmen, nicht ein gutes Dutzend Verfassungsrichter.

Niestety, coraz częściej zapominamy, że sądownictwo wg naszej konstytucji jest dopiero trzecią władzą, a nie pierwszą w kolejności. To ludzie powinni decydować o polityce w wyborach, a nie tuzin  sędziów konstytucyjnych.

 (…) All das zeigt: Die Politik muss endlich den Primat des Handelns zurückgewinnen. Die höchsten Gerichte müssen sich wieder auf ihre wahre Aufgabe besinnen, nämlich nur bei eindeutigen und schwerwiegenden Verstößen gegen Grund-, Menschen- oder Bürgerrechte einzuschreiten. Politiker müssen hingegen öfter den Mut finden, sinnvolle Reformen zu beschließen, statt in vorauseilendem Gehorsam vor etwaigen Gerichtsurteilen einzuknicken.

Wszystko to pokazuje, że polityka musi wreszcie odzyskać prymat działania. Najwyższe sądy muszą na nowo odkryć swój prawdziwy cel, a mianowicie interweniować tylko wtedy, gdy istnieją wyraźne i poważne naruszenia ludzkich i cywilnych praw. Politycy muszą jednak znaleźć odwagę do przyjęcia znaczących reform i nie bać się kajdan w postaci orzeczeń sądowych.

 

Zdaniem niemieckiej gazety zagrożenie dla bytu społeczeństwa, w którym władza zawłaszczona jest przez prawników, stanowi oderwanie tychże prawników od rzeczywistości.

Allesamt Juristen, die von ihrem Status – und meist auch ihrer Biographie her – weit von der Lebenswirklichkeit vieler Bürger entfernt sind.

Wszyscy prawnicy ze względu na swój status są dalecy od rzeczywistego życia wielu obywateli, ich biografie to potwierdzają.

.

Cytaty: http://www.faz.net/aktuell/wirtschaft/gewaltenteilung-in-deutschland-auf-dem-weg-in-den-richterstaat-14219354.html

 

 

Nic dziwnego, że dopiero zdecydowana akcja PiS mająca na celu reformę trzeciej władzy (naiwność, z jaką prof. Strzembosz mówił o „samooczyszczeniu” środowiska zasługuje od dekad na politowanie) wzbudziła powszechny opór środowiska prawniczego.

Znamienne, że nie wzbudziły tego lawinowo rosnące sygnały o korupcji, arbitralności a nawet przejawach zwykłego chamstwa, jakie były doświadczeniem ogromnej liczby podsądnych.

Opór powstał, gdy zostały zagrożone interesy grupowe.

Do boskich sędziów dołączyli przedstawiciele nowej kasty kapłańskiej, czyli wszelakiej maści adwokaci i radcowie prawni będący łącznikami pomiędzy zwykłym śmiertelnikiem a prawie-bogiem czy prawie-boginią.

Jednym z nowoobjawionych publicznie pretorian kasty najlepszej jest młody, niespełna 40-letni dr hab. Jacek Barcik, pracownik naukowy Uniwersytetu Śląskiego, adwokat.

Pisze bez ogródek:

1. Nie zostanę sędzią SN. Po pierwsze dlatego, że uważam, że sędziami SN powinny zostawać osoby z wieloletnim doświadczeniem w orzekaniu, dla których zaszczytny urząd sędziego SN jest naturalnym ukoronowaniem kariery sędziowskiej.

Po drugie zaś, i nade wszystko, uważam, że procedura powoływania sędziów SN przewidziana w obecnej ustawie o SN jest sprzeczna z Konstytucją RP. Tzw. KRS powołana sprzecznie z art. 187 Konstytucji RP, nie ma legitymacji do oceny kandydatów na sędziów SN. Zaś takie osoby w razie ich ewentualnego powołania, nie będą legalnie wybranymi sędziami, a jedynie ich dublerami.

2. Jak konsekwentnie i publicznie pisałem i mówiłem, każdy prawnik kandydujący na sędziego SN w obecnej sytuacji podważa swoją reputację i wiarygodność zawodową. Przykłada bowiem rękę do demontażu państwa prawa. Tę krytyczną ocenę odnoszę równą miarą także do swojej osoby. Nie proszę Państwa o „rozgrzeszenie”, a jedynie o zrozumienie. Wiem co robię i czynię to świadomie.

Dlaczego zatem szargam swoje nazwisko składając wniosek do pseudo KRS o zostanie pseudo – sędzią SN?

Uważam bowiem, że każda osoba zgłaszająca swoją kandydaturę do SN powinna wykorzystać tę okazję do podważenia legalności obecnej procedury powoływania sędziów.

http://monitorkonstytucyjny.eu/archiwa/5286

.

Tak naprawdę legalność to zasłona dymna. Chodzi o to, by nie dało się zakończyć formowania SN przed upływem kadencji Sejmu.

Barcik tego nie ukrywa:

Etycznym obowiązkiem każdego kandydata jest skierowanie odwołania od decyzji KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W ramach procedur przed tym sądem musimy dążyć do przedstawienia pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

W mojej opinii bowiem procedura powoływania sędziów SN nie gwarantuje, że w przyszłości ten najwyższy organ sądowy w Polsce będzie rzeczywiście niezależnie i bezstronnie, bez wpływu politycznego rozstrzygał przedłożone mu sprawy. A to godzi bezpośrednio w art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej i art. 47 Karty Praw Podstawowych UE. Dlatego w sprawie powinien wypowiedzieć się nasz sąd, jakim jest Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Nie może jednak zrobić tego samodzielnie, należy mu bowiem dostarczyć do tego sposobności. Stanowisko to podzielane jest przeze mnie i grupę zaangażowanych i świadomych kandydatów do SN. Ryzykują oni swoje nazwiska, by rządzące ugrupowanie polityczne nie mogło barbarzyńsko przejąć Sądu Najwyższego, dusząc ostatecznie niezależną trzecią władzę w Polsce.

(op. cit.)

Dr Barcik jawi się jako kolejna osoba, która próbuje tylnymi drzwiami obejść zawarty jeszcze w Traktacie lizbońskim zakaz.

Otóż pierwszy rząd Jarosława Kaczyńskiego nie przyjął bez zastrzeżeń Karty Praw Podstawowych UE. Tzw. protokół brytyjski stwierdza wyraźnie:

Artykuł 1

1. Karta nie rozszerza możliwości Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu lub trybunału Polski lub Zjednoczonego Królestwa do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski lub Zjednoczonego Królestwa są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone.

2. W szczególności i w celu uniknięcia wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie stwarza praw, które mogą być dochodzone na drodze sądowej, mających zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa, z wyjątkiem przypadków gdy Polska lub Zjednoczone Królestwo przewidziały takie prawa w swoim prawie krajowym.

Artykuł 2

Jeśli dane postanowienie Karty odnosi się do krajowych praktyk i praw krajowych, ma ono zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa wyłącznie w zakresie, w jakim prawa i zasady zawarte w tym postanowieniu są uznawane przez prawo lub praktyki Polski lub Zjednoczonego Królestwa.

Protokół ten obowiązuje nadal.

I choć Tusk oraz Komorowski deklarowali sprzeciw przeciwko ww. protokołowi to jednak przez 8 lat rządów PO, w tym 5 lat z prezydentem wywodzącym się z tej samej formacji, nie uczyniono nawet najmniejszego kroku, by zrezygnować z powyższych zastrzeżeń.

Tak więc zgodnie z Traktatem lizbońskim (protokół brytyjski stanowi wszak jego integralną część) Karta nie rozszerza możliwości Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu lub trybunału Polski lub Zjednoczonego Królestwa do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski lub Zjednoczonego Królestwa są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone.

Barcik liczy więc na zamieszanie i otumanienie jak największej liczby Polaków nie mających świadomości prawnej. Najwyraźniej stara się wymyślić nowe obelgi na wzór funkcjonującego w „czerskiej” gazecie określenia „sędzia-dubler”. Barcik mówi o pseudo-KRS i pseudo-sędziach SN.

Ale tak naprawdę jego (i jemu podobnych) celem jest doczekanie wyborów samorządowych i parlamentarnych.

Bo przecież wybory samorządowe 2014 roku dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że obecnej oPOzycji „cuda nad urną” nie są obce.

Utrzymanie tego samego składu SN do 2020 roku daje gwarancję, że wykryte i nagłośnione nieprawidłowości (jak np. zniknięcie 130 tys. głosów w woj. śląskim w 2014 r.) będą bez znaczenia dla wyników wyborów.

Kolejny zaś parlament, w którym przewagę wg planów Schetyny i jego mocodawców, będzie miało PO i satelici, szybciutko przywróci status quo ante.

Zaś nowy TK prędko uzna art. 4 Konstytucji za niekonstytucyjny tak, by już nigdy do głowy nikomu nie przychodziło, że Naród w „państwie sędziów” ma jakiekolwiek znaczenie.

3.08 2018