Miarka się przebrała. Jacek Rutkowski jako jedyny udziałowiec Racon Sp. z o.o. – spółki posiadającej 100 % akcji KKS Lech Poznań S.A. – i zasiadający na stanowisku przewodniczącego rady nadzorczej klubu od lat sobie kpi z jego kibiców. Jeszcze zanim przejął legendarny poznański zespół obiecywał już walki o najwyższe cele. Niestety jego słowa zawierają mniej prawdy niż wiele przedwyborczych obietnic przeróżnych polityków.
Zamiast budować silny zespół i osiągać sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej – co wiąże się także z wyższymi dochodami – Jacek Rutkowski zadowala się minimalizmem. Na football patrzy jak na zwykły biznes. Lech Poznań prowadzony jest jak korporacja i stał się de facto bezdusznym tworem. Jego główne cele to wyciąganie jak najwięcej pieniędzy od kibiców Kolejorza oraz sprzedawanie graczy nie przejmując się konsekwencjami przy osłabianiu drużyny. Tajemnicą poliszynela jest, że posiadanie klubu piłkarskiego otwiera drzwi do sporej ilości korzystnych rozwiązań prawno-podatkowych. W ekstremalnych przypadkach możliwe jest również przepranie sporo brudnych lub niewiadomego pochodzenia środków finansowych.
Dowodami na brak ambicji sportowych włodarzy Lecha są braki sensownych transferów w celu wywalczenia awansu do Ligi Mistrzów po zdobyciu mistrzostwa Polski w 2010 i 2015 roku. Jacek Rutkowski to sknerus, któremu wystaje słoma z butów. Oto dwa z jego wielu niewybaczalnych błędów:
1. Po sprzedaniu Roberta Lewandowskiego za kilka milionów euro, biznesmen targował się o 200 tyś. euro z węgierskim klubem o nazwie Zalaegerszegi TE FC przy transferze Artjomsa Rudņevsa. Łotewski napastnik został kupiony dopiero po odpadnięciu z eliminacji do Ligi Mistrzów 2010-2011 oraz zakwalifikowaniu się drużyny do fazy grupowej Ligi Europy, która jest pucharem europejskim znacznie mniej prestiżowym niż najbardziej popularne rozgrywki klubowe na świecie. Artjoms Rudņevs strzelił następnie cztery bramki słynnemu Juventusowi a Lech skończył na drugim miejscu w grupie z taką samą ilością punktów co naszpikowany gwiazdami za pieniądze arabskich szejków Manchester City.
Po wyeliminowaniu Lecha przez Spartę Praga w eliminacjach do Ligi Mistrzów, Czesi nie poradzili sobie ze słowackim MŠK Žilina. Jaką „potęgą” jest ten zespół pokazały wszystkie jego przegrane mecze w fazie grupowej – w tym kompromitująca porażka 0:7 z Olympique Marsylia przed własną publicznością. Z takim napastnikiem jak Artjoms Rudņevs Kolejorz mógł znacznie bardziej śmiało pukać do drzwi ekstraklasy europejskiej. Dla wielu ludzi 200 tyś. euro jest ogromną kwotą, lecz biorąc pod uwagę majątek Jacka Rutkowskiego oraz przynajmniej 20 milionów złotych do zarobienia na samej fazie grupowej Ligi Mistrzów, targowanie się o taką kwotę było jakimś kuriozalnym nieporozumieniem. Niestety mentalność właściciela klubu się od tego czasu wiele nie zmieniła.
2. Odpuszczenie meczów Ligi Europy w 2015 roku wystawiając skład rezerwowy pod koniec fazy grupowej mimo wygranej z włoskim ACF Fiorentina 2-1 na wyjeździe – co ciekawe jako ostatni zespół tabeli polskiej Ekstraklasy – oraz możliwości awansu do następnej rundy. Zarząd Lecha, w którym zasiada Piotr Rutkowski – syn Jacka Rutkowskiego – postanowił skupić się tylko i wyłącznie na polskiej lidze a przecież nie po to wiele zespołów walczy o grę w europejskich pucharach, aby występując w nich kłaść się na ziemię. Cel i tak nie został osiągnięty. Pod koniec sezonu podobnie jak obecnie Kolejorz zawiódł. Siódme miejsce zdecydowanie nie odzwierciedlało możliwości Lecha Poznań.
Chcąc napisać artykuł a nie książkę pominę szczegóły przegranych pojedynków z AIK-iem Solna, Žalgirisem Wilno oraz z islandzkimi amatorami z zespołu o nazwie nie do wymówienia. Ungmennafélagið Stjarnan napisał piękną kartkę w swojej historii. Szkoda tylko, że na stadionie przy ulicy Bułgarskiej.
W obecnym sezonie było trochę lepiej niż w 2015-2016. Zdobycie brązowego medalu to znacznie lepszy wynik niż skończenie na przedostatniej pozycji w grupie mistrzowskiej. Po rundzie zasadniczej Lech Poznań był jednak liderem i miał wszystkie karty w swoich nogach, aby wywalczyć mistrzostwo. Niestety piłkarze zawiedli. Dwoma głównymi problemami poznańskiej drużyny to brak zaangażowania na boisku oraz granie poniżej swoich możliwości. Innym oszczędzanie na transferach sprowadzając zagranicznych piłkarzy słabo identyfikujących się z klubem i niechcianych we wielu silniejszych ligach. Największym skandalem jest skupienie się na dziale marketingu. Najważniejsze dla ludzi Jacka Rutkowskiego oraz jego samego są ładne tabelki finansowe. Kibice kupują szaliki, koszulki, różne gadżety i masowo rzucają się na bilety meczowe. Wraz z transferami te dochody zamiast na rozwój klubu idą w dużej mierze do skarbonki tak zwanych „wronieckich”. Widać gołym okiem, że nie traktują oni należycie Kolejorza jako perłę w koronie intratnych interesów, które prowadzą.
We wczorajszym meczu Lecha Poznań grał przeciwko Legii Warszawa w ramach ostatniej kolejki rundy finałowej polskiej Ekstraklasy. Pierwszy raz od dawna bilety na pojedynek z odwiecznym rywalem można było kupić w dzień meczu i włodarzom nie udało się zapełnić całego stadionu. Jeszcze niedawno prawie wszyscy spodziewali się, że będzie to finał rozgrywek – mecz o mistrzostwo Polski. Niestety wpadki ze słabszymi zespołami oraz wspomniany brak zaangażowania sprawiły, że Kolejorz sobie zapewnił jedynie trzecie miejsce w tabeli w przedostatniej kolejce rozgrywek i jednocześnie uniemożliwił sobie awans na jedną z dwóch pierwszych pozycji w tabeli. Mecz jednak nie był o pietruszkę. Kolejorz miał o co i dla kogo grać:
– o honor
– dla swoich wiernych kibiców
– o zwycięstwo
– dla Jagiellonii Białystok
Zespół z Podlasia miał wciąż szanse na zdobycie swojego pierwszego mistrzostwa Polski. Nie udało mu się po raz kolejny. Musiał on wygrać dosyć trudny mecz z wciąż liczącą się o awans do europejskich pucharów Wisłą Płock. Nafciarze strzelili pierwszą bramkę, lecz ostatecznie Jagiellonia wygrała 2-1. Drugim warunkiem, aby zająć pierwsze miejsce w tabeli była przegrana Legii z Lechem.
Mało komu trzeba tłumaczyć jak bardzo Legia Warszawa jest w Poznaniu nielubiana – i vice versa zresztą. Zdobycie przez Legię tytułu na terenie Kolejorza to dla kibiców coś więcej niż policzek. Jagiellonia Białystok nie wzbudza z kolei ani pozytywnych, ani negatywnych emocji wśród większości Lechitów. Zespół ze wschodu Polski do tego zasłużył sobie na przynajmniej jedno mistrzostwo Polski za chęć do gry oraz ambicję, które afiszuje od dobrych kilku lat mimo znacznie mniejszego budżetu niż Lech Poznań i Legia Warszawa. Sędziowie do tego nie raz skrzywdzili ten zespół – świadomie lub nieświadomie. Korupcji w Ekstraklasie albo już nie ma albo stała się dyskretniejsza a drukowanie wyników droższe.
Niestety jednak Lech Poznań nie potrafił stanąć na drodze warszawiakom. Pierwsza bramka dla Legii padła dosyć szybko po rażącym błędzie obrony a kolejna w drugiej połowie meczu. Nie było zbytnio widać szans na zwycięstwo. Część kibiców postanowiła więc przerwać mecz i pojawiły się dymiące środki pirotechniczne na boisku, które zostały na nie zrzucone specjalne, aby doprowadzić do zakończenia spotkania i nałożenia kar na klub. Skoro włodarze klubu oraz jego gracze zawiedli kibiców potrafiących jeździć licznie na mecze wyjazdowe i gdy pada deszcz czy śnieg lub gdy jest mróz albo upał, nie ma co się dziwić, że postanowili uderzyć w to co ich najbardziej boli. Po przewidywalnej karze finansowej tabelki z cyferkami będą wyglądać trochę gorzej. Pan sknerus Jacek Rutkowski będzie musiał posypać paroma groszami. Najprawdopodobniej nie skończy się na samej karze finansowej oraz już ogłoszonym walkowerze, lecz trudno. To cena do zapłacenia, aby włodarze klubu oraz piłkarze nareszcie zrozumieli, że w Lechu trzeba ostro zasuwać a nie się obijać i dziobać pieniądze z kasy klubowej.
Wiele mediów odnosi się krytycznie do kiboli Kolejorza za ten incydent. Nalegam nad słowem „incydent”. W pewnym momencie po zrzuceniu środków pirotechnicznych mała grupa kiboli wybiegła na boisko. Widać ich na moich zdjęciach poniżej. Nie było ich zbyt dużo. Najważniejsze jest, że nic się nikomu nie stało na stadionie. Intencją kiboli zresztą nie było skrzywdzenie kogokolwiek.
Tylko jeden z nich okazał się zwykłym pajacem. Po meczu spłonął samochód, który był zaparkowany na małej uliczce przy stadionie. Jest dosyć prawdopodobne, że gdyby inni bardziej zaangażowani kibole go dopadli to miałby sporo problemów. W środowisku kibicowskim panują pewne zasady. Podpalenie auta innemu kibicowi jest bardziej niż haniebne. Oczywiście nie popieram działań tego osobnika. Zdecydowanie go potępiam. To zwykły kryminalista.
Edycja tekstu wykonana 23/05/2018 o 03:57:
Wbrew propagandzie, w którą sam na początku uwierzyłem podpalony samochód nie należał do żadnego kibica Lecha. Był to zdezelowany wrak porzucony od ponad roku. Być może władze miasta nareszcie zdecydują się go usunąć?
Warto też przypomnieć, że w gwarze poznańskiej słowo „kibol” nie oznacza pseudokibic, lecz fanatyczny kibic swojej drużyny. Bycie kibolem w Wielkopolsce nie jest więc powodem do wstydu, lecz do dumy, tym bardziej że kibole Lecha Poznań organizują wiele szlachetnych akcji. Los dzieci z domów dziecka nie jest im – a właściwie nam, bo sam jestem zagorzałym kibicem Lecha Poznań, mimo że spędziłem prawie całe moje życie w Belgii – obojętne. Akcje „Niebiesko-biały Mikołaj”, zbiórki na renowację grobów Powstańców Wielkopolskich kończącymi się uzbieraniem sześciocyfrowych kwot, zbieranie i wysyłanie prezentów oraz kartek Kresowiakom czy pomoc Polakom mieszkającym na Litwie w postaci książek po polsku, aby nie utracili oni swojej polskości są naszego autorstwa. Niestety media skupiają się głównie na negatywach i incydentach lub jak znienawidzona przez nas nie bez powodu „Gazeta Wybiórcza” na kłamstwach i kalumniach.
Spodziewam się w następnych dniach nagonkę na kiboli Lecha Poznań. Mi osobiście nic nie grozi. Mając już trójkę z przodu uznałem, że czas oglądać mecze z innej trybuny niż ta, która najbardziej angażuje się w doping, czyli tak zwany „Kocioł”. Nie mam więc najmniejszych szans znalezienia się na liście podejrzanych. Tak czy tak bardzo mała część kiboli z Kotła wzięła udział w „akcji”. W moim wieku śpiewanie pewnych piosenek już pomału nie przystaje. Słucham pewne niecenzuralne przyśpiewki ze sporym przymrużeniem oka. Nie mam jednak nic przeciwko temu, aby ludzie mieli prawo wykrzyczeć się na stadionach. Mecz piłki nożnej to nie jest kino, aby jeść popcorn oraz pić słynny napój, który jest tak toksyczny, że niektórzy polecają go do mycia mocno zabrudzonych toalet. To także nie jest koncert muzyki klasycznej, opera czy sztuka teatralna, aby grzecznie i spokojnie siedzieć cicho.
Już teraz nie ukrywam w związku z tym, że popieram działania najbardziej oburzonych kibiców. To nie oni są debilami – jak to już teraz można przeczytać w prasie internetowej. Ograniczeni są właściciele klubu oraz ich marionetki. Może są dobrzy w produkcji oraz sprzedaży sprzętu AGD i innych biznesach, w których jest zaangażowany Jacek Rutkowski, lecz piłka nożna to albo nie ich dziedzina albo mają klub w poważaniu – raczej to drugie. Złotą zasadą było, że klub ma na siebie zarabiać. Widząc różnice w cenach przy sprzedaży najlepszych graczy oraz nabywaniu nowych wszystko wskazuje na to, że włodarze klubu na nim zarabiają – czyli na nas kibolach. Mieliśmy już prawo i do bajek o Lidze Mistrzów.
Bardzo dobrze więc się stało, że mecz został przerwany. Dość pośmiewiska! Niech mało zaangażowani gracze w*********** z boiska! Jaka jest różnica między 0-2 a 0-3? W sumie niezbyt wielka tym bardziej biorąc pod uwagę, że mogła paść i trzecia bramka dla warszawiaków. Co do włodarzy dysponującymi grubymi milionami, hańba za brak umiejętności poniesienia ryzyka w celu osiągnięcia przyszłych zysków! Nie wspomnę o chęci zadowolenia kibiców, bo od ściemniania na ten temat jest dział marketingu klubu robiący sobie z nas dobre kawały. Przydałby się „wronieckim” dobry kop w cztery litery od kiboli. Wskazane jest także wysłanie ich na szkolenie do Azerbejdżanu, który z chłopców do bicia zrobił ze swoich klubów piłkarskich poważne coraz bardziej liczące się zespoły.
Qarabağ Ağdam występował trzy razy pod rząd w fazie grupowej Ligi Europy a w kończącym się sezonie dostał się do Ligi Mistrzów, w której na pewno nie wystąpił po raz ostatni. Pieniądze z ropy naftowej nie zasiliły aż tak mocno budżetu klubu z Górskiego Karabachu grającego na emigracji w Baku. Azerowie po prostu mają ambicje i chwała im za to. Obserwuję ten zespół od około dziesięciu lat. Nie przepadam za topowymi klubami, bo po pierwsze nie jestem kibicem sukcesu a po drugie nie lubię, gdy zbytnio w sporcie grają wielkie pieniądze. Uwielbiam za to kiedy Dawid pokonuje Goliata – do tego stopnia, że parę lat temu miałem mieszane uczucia, kiedy Lech wyeliminował Błękitnych Stargard Szczeciński w meczu rewanżowym półfinału Pucharu Polski. Zespół z trzeciego strzebla rozgrywek centralnych – czyli II ligi – walczył do samego końca. Chłopaki w dogrywce się aż przewracali na ziemię, lecz chwilę później się podnosili, aby grać dalej. Mocno zaważyła kontrowersyjna czerwona karta w pierwszej połowie. Wygrana 3-1 w Stargardzie Szczecińskim oraz prowadzenie 1-0 w Poznaniu skończyły się dla kopciuszka rozgrywek porażką 1-5 po dogrywce. Wyniki są ważne, lecz przy porażkach i taka postawa jest godna pochwały. To właśnie tego oczekują kibice przy ulicy Bułgarskiej.
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
- Fot. Paweł Heliński
Link do wszystkich moich publikacji na serwisie Pressmania: http://pressmania.pl/author/pawel-helinski/
Link do mojego fan page’u na Facebooku: https://www.facebook.com/helinski/
Link do mojej strony na Twitterze: https://twitter.com/Pawel_Helinski
Adres e-mail do bezpośredniej korespondencji: kontakt@helinski.info
P.S.: Wielkie brawa dla Warty Poznań oraz Pani Izabelli Łukomskej-Pyżalskiej za awans do I ligi (dawniej zwanej słusznie II – nowe nazwy nie pasują do rzeczywistości) dwie kolejki przed końcem rozgrywek II ligi!
- http://www.gloswielkopolski.pl/










































to co napisałeś to tragedia chłopie
No to trzeba wykupić udziały za własne pieniądze i wtedy rządzić po swojemu..to takie proste. .. a może inaczej…pracuje we firmie w której szef obiecywał modernizację i kontrakty, ale nic nie wyszło..to co..mam mu zakład spalić!!??