Przed chwilą na FB pojawiła się notka Pawła Kukiza, że z powodu kaprysu PEK odwołano jego wywiad w Polsacie, bowiem premierka postanowiła nawiedzić studio.

Socjologowie, politolodzy, obserwatorzy i komentatorzy wbijają gawiedzi do głowy tezę, że kto ma media, ten ma władzę. Jednocześnie – nikt z nich do tej pory nie wyjaśnił przekonująco sukcesu Pawła Kukiza w I turze wyborów prezydenckich. A to sfrustrowani, a to wkur..ni, a to gówniarze – to najczęstesze chyba charakterystyki zwolenników Kukiza. Tyle, że epitety te nie tłumaczą fenomenu 20% poparcia przy braku dostępu do mediów i wielomilionowego budżetu na kampanię. Niechętnie wskazuje się media społecznościowe jako źródło popularności Pawła i głoszonych przez niego idei. Piszę idei, bo jeśli ktoś słucha uważnie – zauważy, że JOW to postulat sztandarowy ale nie jedyny. Socialmedia – to dla systemu terra incognita. Okazuje się, że spindoktorzy nie radzą sobie na tym obszarze, a przyczyna jest prosta. Internauci wyczuwają i wyśmiewają każdy fałsz – każdą próbę WYKREOWANIA wizerunku. Przewaga Pawła polega tu na tym, że on swojego wizerunku nie kreuje. Jest sobą. I mamy oto dwa klucze do sukcesu – socialmedia i autentycznego, w sensie – nie wykreowanego – lidera.
Nie ma więc powodu oglądać się na łaskę redaktorów i wydawców dzienników. W otoczeniu Pawła nie brakuje dziennikarzy – należy więc jak najszybciej uruchomić internetową telewizję. Choćby za pieniądze z hammerbusa, jeśli nie przeznaczono ich już na inny cel. Dziennikarze, Paweł Kukiz i eksperci byliby w stanie wyprodukować programy informacyjne, którymi poprzez portale społecznościowe dotrzeć można do tych, którzy poparli Pawła w wyborach prezydenckich. To Paweł mógłby zapraszać do dyskusji prominentnych funkcjonariuszy partiokracji. Stream takich programów na żywo na YouTube, udostępnianie przez FB. Da się to technicznie ogarnąć w mniej niż pół tygodnia.
Kolejna kwestia – promocja JOW wśród młodych ludzi. To zależy od dobrej woli dyrektorów szkół średnich, ale wiem, że jest możliwe. Pierwszy tydzień roku szkolnego – na lekcjach z wiedzy o społeczeństwie – poprzez demonstrację praktyczną dwóch sposobów głosowania wskazuje się młodym ludziom różnice pomiędzy nimi. Ponieważ nie jest to agitacja – dyrektorzy nie mają powodu, by odmawiać.
Co do akcji ulotkowych – nie wierzę w ich szczególną efektywność. Rozmowy przy rozdawaniu ulotek mają charakter biesiadny, bo – jak mówią – tam, gdzie dwóch Polaków tam trzy różne opinie.
Dlatego w kampanii informacyjnej dobrze byłoby umieć wskazać lokalne przykłady patologii władzy, bo na partie systemowe narzekamy wszyscy – również przeciwnicy JOW.
Jednym z lepszych patentów wydaje mi się odpytywanie tych wszystkich polityków i działaczy, którzy po I turze poparli Komorowskiego na temat ich poparcia dla JOW. Niech powtórzą za byłym prezydentem, że JOW to doskonały pomysł i że w ślad za pomysłodawcą referendum nie tylko zachęcają do pójścia do urn 6 września, ale i do głosu na tak dla JOW. Lokalnie – wystarczy rejestrować to nawet komórką. Cokolwiek nie powiedzą – jesteśmy do przodu. Mamy albo ich poparcie albo jasny dowód hipokryzji i koniunkturalizmu.
No i wszystko to – publikujemy na profilach swoich inicjatyw. Każde z tych przedsięwzięć pozwala nam wyjść z rutyny akcji ulotkowych, które wyborcy znając z poprzednich głosowań – uwierzcie, lekce sobie ważą. No i co ważne – w jakiś sposób, nie mówię, że bardzo znaczący – obchodzimy hegemonię medialnego mainstreamu. Żadna telewizja ani radio nie zrelacjonuje setnej akcji rozdawania ulotek…