Zostały niecałe trzy tygodnie do wyborów. Zanim 13 października udamy się do urn i oddamy swój głos każdy z głosujących powinien głęboko zastanowić się czy warto głosować na Koalicję Obywatelską, którą tworzy Platforma Obywatelska z przystawkami – Nowoczesną, Inicjatywą Polską i Partią Zieloni. Dobrze się ubawiłam czytając jej hasła wyborcze, że celem jaki chcą osiągnąć po zdobyciu władzy jest Polska równych szans ze służbą zdrowia na europejskim poziomie, pracą, która zacznie się opłacać i świeżym powietrzem bez smogu którym Polacy będą oddychać.

Przecież PO rządziła osiem lat w ciągu których mogła to zrealizować. Miała Sejm, Senat, Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny, telewizję i radio publiczne oraz przychylność mediów. Ponadto, poparcie UE, zachodnich polityków i środków przekazu. Co więc stało na przeszkodzie by wszystkie podane cele spełnić?

W lipcu Schetyna ogłosił gospodarczy program Koalicji Obywatelskiej potocznie nazwany „szóstką Schetyny”, który miał być rewolucyj­ny w stosunku do programu PiS.

Szybko się jednak okazało, że nie tylko liderzy list wyborczych go nie znają (Paweł Poncyliusz, Tomasz Zimoch), ale nie zna go również sam Schetyna, który w radiowej rozmowie nie potrafił wymienić z pamięci tego, co proponował.

Wniosek nasuwa się sam. Skoro wyborcy domagali się programu, to go otrzymali, a po ewentualnie wygranych wyborach przez KO nie zamierza ona go realizować, podobnie jak to miało miejsce z przedwyborczymi obietnicami PO.

Prawdziwym celem przejęcia przez opozycję władzy są słowa wypowiedziane podczas protestów przed Sejmem w grudniu 2015 roku przez reżyserkę Agnieszkę Holland „Kochani walczymy o to, żeby było tak, jak było”, oraz byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego który podczas demonstracji w lipcu 2017 r. pod Sądem Najwyższym powiedział „Trzeba zmienić wszystko, żeby wszystko pozostało po staremu”.

Zastanawiam się jak trzeba nienawidzić Polski i Polaków, by ze wszystkich sił dążyć do tego „by było jak było” i „wszystko pozostało po staremu”.

Należy spodziewać się, że po zdobyciu władzy nastąpi powrót do mega okradania Polski i Polaków jak to miało miejsce w przypadku afery Amber Gold, wyłudzeń vatowskich, mafii paliwowej, lekowej, śmieciowej.

Warto je przypomnieć, bowiem istotą działania ludzi systemu III RP było zniewolenie instytucji państwa, doprowadzenie do pozornych działań organów kontroli i wymiaru sprawiedliwości tak by zapewnić sobie bezkarność.

Podczas nagrań z restauracji „Sowa & Przyjaciele” szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz potwierdził, że za czasów koalicji PO-PSL „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”.

To ta słabość państwa doprowadziła do ogromnego oszustwa w postaci piramidy finansowej, Amber Gold, w której 19 tys. osób straciło ponad 850 mln zł.

W całej rozciągłości prawdziwość słów min. B. Sienkiewicza, potwierdziła konkluzja zawarta w raporcie komisji śledczej w sprawie Amber Gold : „w ocenie komisji śledczej powstanie i ekspansja Grupy Amber Gold były wynikiem słabości państwa, dysfunkcjonalności organów stojących na straży praworządności i wymiaru sprawiedliwości, systemowych luk prawnych, bierności i pobłażliwości aparatu urzędniczego, a także braku stosowania przepisów prawa przez organy władzy publicznej”

To za rządów obecnej opozycji doszło do rozszczelnienia systemu podatkowego i rozkwitu  mafii vatowskiej, dzięki której luka w podatku VAT w latach 2008-2015 wyniosła od 250 (dane Ministerstwa Finansów) do 265 miliardów złotych (według raportu PwC). Z kolei Komisja Europejska wskazała, że, w latach 2006-2015 luka z tytułu VAT wzrosła z 0,6 proc. PKB do 2 proc. PKB, co oznacza aż trzykrotny wzrost. Tylko w samym 2015 roku budżet stracił 40 miliardów złotych.

O tym, że PO doskonale wiedziała o vatowskich przekrętach świadczy nagranie z restauracja Sowa i Przyjaciele, 8 września 2013 r. na którym najbliższy współpracownik Donalda Paweł Graś mówi otwarcie: „absolutnie nie opłaca się już produkcji narkotyków, tylko VAT. (…) dzisiaj to jest złoto, jutro pręty stalowe, pojutrze wapno, potem olej rzepakowy, potem wiesz, ku**a każdy towar, absolutnie wszystko możesz…”. Niestety niewiele robiła by położyć kres tej działalności.

Również za rządów PO-PSL odbywał się na niewyobrażalną skalę przemyt paliw.

Jak zeznał Sławomir Siwy, przewodniczący Związku Zawodowego „Celnicy PL” przed komisją śledczą ds. VAT „celnicy już od 2009 roku alarmowali najważniejszych ludzi w Polsce o nieprawidłowościach i ewidentnych przekrętach, których dopuszczali się wysoko postawieni urzędnicy ministerstwa finansów i służby celnej. Minister Jan Rostowski, premier Donald Tusk, a także inni ministrowie, a nawet Marszałkowie Sejmu i Senatu byli głusi na apele i alarmujące raporty celników”.

(…) Alarmowaliśmy, że są to osoby, które na zlecenie zorganizowanej przestępczości mają wpływ na kształtowanie przepisów, dzięki którym przestępczy proceder staje się zgodny z prawem lub uniemożliwiają skuteczne działanie służb kontrolnych. Dotyczyło to wielu obszarów: hazard, paliwo, wszystkie wyroby akcyzowe. Pisma takie otrzymywał premier Donald Tusk oraz jego następczyni Ewa Kopacz. Wszystko na marne. Temat nikogo nie interesował. Zamiast zwalczać patologie musieliśmy zajmować się kiermaszem pierogów w sołectwie Biesowo, czy producentami nalewek na lokalnych festynach”.

Sławomir Siwy, który za to, że głośno mówił o przekrętach został pozbawiony pracy!

Nie tylko pan Siwy alarmował o patologiach w sferze paliw. Portal wPolityce.pl ujawnia pismo, które w 2012 roku wpłynęło od Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) do Donalda Tuska, wówczas Prezesa Rady Ministrów, zostało też przekazane do wiadomości Wicepremiera Waldemara Pawlaka, Ministra Finansów Jana Rostowskiego, Ministra Skarbu Państwa Mikołaja Budzanowskiego, wiceministra w KPRM Adama Jassera, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Marka Woszczyka, szefa sejmowej Komisji Finansów Publicznych Dariusza Rosatiego. Pismo datowane jest na 3 października 2012 roku.

Alarmowała, w nim, że podejmowane są działania, które mogą kryzys pogłębić pisząc – Nasze największe zdumienie budzi fakt, że w opublikowanym 28 września (2012r) projekcie Ustawy prawo energetyczne znalazły się niekonsultowane z branżą zapisy, likwidujące obowiązek uzyskiwania koncesji na obrót paliwami ciekłymi i uznające tę działalność za działalność regulowaną, a także wyłączające spod reguł działalności regulowanej obrót gazem płynnym poniżej równowartości 10 000 euro rocznie. Grozi to wręcz eksplozją szarej strefy i upadkiem legalnie działających firm branży paliwowej, z nieobliczalnymi skutkami dla budżetu państwa.
Również w 2012 roku przedsiębiorcy naftowi alarmowali rząd Tuska, że mafia przejmuje rynek paliw. Reakcji nie było.

Mafia lekowa rozwinęła się w 2015 r., gdy rząd PO-PSL przeprowadził zmianę prawa, która może być ocenia­na, jako prezent dla mafii le­kowej. Zlikwidował prawnokarną odpowiedzialność za zachowania, uznawane wówczas za przestępcze, a w tym obszarze operowała mafia lekowa. Usunięty przepis utrudniał działalność mafii lekowej chociażby, dlatego, że dawał organom ściga­nia prawo do wkraczania w obszar działalności tej zorganizowanej przestęp­czości. W miejsce tego przepisu wprowadzo­no całkowicie nieskuteczną karę administracyjną, która nie była egzekwowana

Z kolei mafia śmieciowa rozwinęła skrzydła w 2013 r.

Pięć lat wcześniej wymagane było uzyskanie przez inwestora decyzji środowiskowej mówiącej m.in. o wpływie takiego składowiska na otoczenie. Rozporządzenie Rady Ministrów kierowanej przez Donalda Tuska, zmieniło przepisy wyłączające punkty zbiórki odpadów z grupy przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. To efekt nacisków ze strony MSZ, które przekonywało, że rygorystyczne zasady wydawania zezwoleń na prowadzenie składowisk odpadów to „nadregulacja prawa krajowego względem prawa unijnego”. Pod pismem, które MSZ w tej sprawie wysłało do Ministerstwa Środowiska w maju 2013 r., podpisał się Piotr Serafin, wówczas sekretarz stanu ds. europejskich, a po 2014 r. szef gabinetu Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej.

Do czasu aż PiS położył temu kres stosunkowo łatwo było uzyskać zgodę lokalnego samorządu na odbiór i składowanie odpadów. Wystarczył kawałek własnego lub dzierżawionego, odwodnionego terenu, niewiążąca decyzja sanepidu oraz deklaracja o planowanym prowadzeniu recyklingu. Po otrzymaniu zgody samorządu firma mogła odbierać i przechowywać na swoim terenie odpady przez trzy lata, później powinna zacząć je przetwarzać, do czego w praktyce często nie dochodziło, za to, co chwilę płonęły i do dziś płoną składowane śmieci.

Jeżeli Koalicja Obywatelska wygrałaby wybory należy się spodziewać, że szybko powróci zielone światło dla wszelkiej maści aferzystów i złodziei. Ponownie dojdzie do gigantycznej grabieży polskich finansów jak to miało miejsce za rządów PO-PSL. Znowu ministrowie z KO będą mówili, że „pieniędzy nie ma i nie będzie”.

Liczą, że wyborcy idąc do urn zapomną o ośmiu latach koszmarnych rządów koalicji PO-PSL i kolejny raz dadzą się omamić Platformie Obywatelskiej tym razem pod szyldem Koalicji Obywatelskiej.

Mam nadzieję, że nikt tego nie kupi i w zdecydowanej większości głosujący poprą PiS, by dalej mógł kontynuować dobrą zmianę dla Polaków i Polski.

Foto: TVP Info