Znacie mnie, nie mam w zwyczaju chować głowy w piasek. Po wczorajszej decyzji Sejmiku WM w sprawie uchwały antysmogowej odebrałem sporo wiadomości, sporo też „komentarzy” w sieci skierowano do mnie personalnie. Poniżej przedstawiam więc mój punkt widzenia.

1. Uchwała antysmogowa sama w sobie jest dobra i potrzebna. Ale życie jest dynamiczne. Gdy powstawała, sytuacja społeczna i ekonomiczna w Polsce była zupełnie inna. Węgla dobrej jakości, prądu i gazu nie brakowało, ceny nie szalały, nikt nie myślał o inflacji. Potem nastała „dobra zmiana” i dziś mamy to, co mamy. Zadaniem polityków jest obserwować to, co się dzieje i działać skutecznie dla dobra mieszkańców. Nie w interesie własnym, nie w interesie jednej czy drugiej partii. W interesie większości obywateli.

2. Spektakl, jaki politycy dwóch największych partii urządzili wczoraj na posiedzeniu Sejmiku dla mnie był żenujący. Najpierw radni, potem posłowie „okładali się” po łbach, wyzywali i wzajemnie wytykali sobie błędy. Było o „braciach Niemcach”, „nierobach”, „leniach”, „chamach” itp. Było z jednej strony o „miliardach” w programie Czyste Powietrze, z drugiej o zabijaniu mieszkańców smogiem. W obu przypadkach populizm wygrywał niestety z rozsądkiem. Argumenty były przejaskrawione, a faktami za bardzo nikt się nie przejmował.

3. Jako szef wojewódzki PSL absolutnie nie zgadzam się na sprowadzenie tak ważnej decyzji do płytkiego wyboru: głosujecie „z PiS” albo „z PO”. My tak nie działamy. Głosujemy tak, jak wymaga tego dobro mieszkańców, i guzik mnie obchodzi, co na ten temat sądzi PiS czy PO. Jak chcą, niech się tłuką. Ich sprawa. My nie ulegamy presji, nie poddajemy się naciskom. Słuchamy ludzi. Dziękuję Radnym WM z Klubu PSL za odpowiedzialność i konsekwencję.

4. Jako Polskie Stronnictwo Ludowe poważnie podeszliśmy do tematu. W naszym imieniu na Sesji wypowiedział się szef Klubu Radnych. Ani żaden z naszych posłów, ani moja skromna osoba nie brała udziału w dyskusji. Bo w naszej opinii tu trzeba było odpowiedzialnie rozwiązać problem, a nie bić polityczną pianę. Decyzję Klubu Radnych poprzedziliśmy dyskusją polityczną na posiedzeniu Prezydium Zarządu Wojewódzkiego. Od razu zaznaczę, dyskusja była gorąca. Uznaliśmy finalnie, że naszym obowiązkiem jest spojrzeć na wszystkich, tych bogatszych i tych biedniejszych. Tych z miast i tych z wiosek. I tak, jak w wilczym stadzie tempo marszu określa nie najsilniejszy, a najsłabszy z osobników, tak i my w polityce musimy pamiętać, że nie wszyscy mamy równe szanse. Nie wszyscy mieli okazje wymienić źródła ciepła. Nie wszyscy mają możliwość podpięcia się do źródeł alternatywnych, nie wszystkich stać na źródła najnowocześniejsze. Jak pokazało życie, transformacja w tym zakresie wymaga czasu. Uznaliśmy, że w obliczu realnego zagrożenia bezpieczeństwa naszych mieszkańców, szczególnie mieszkańców obszarów wiejskich, odroczenie wejścia w życie zapisów uchwały antysmogowej jest naszym obowiązkiem. Mało przyjemnym i kontrowersyjnym. Ale obowiązkiem.

5. Poza dużymi i kilkoma średnimi miastami (które mają dodatkowe, własne, lokalne uchwały antysmogowe), samorządy gminne praktycznie nie wniosły sprzeciwu do przesunięcia terminu wejścia uchwały. Dlaczego? bo jako samorządowcy, jesteśmy blisko ludzi. Przecież każdy z nas chce oddychać czystym powietrzem. Ale też nikt z nas nie podniesie ręki za decyzją, skazującą część swoich mieszkańców na zamarznięcie. Tu trzeba powiedzieć jasno. Rząd i samorząd województwa w ostatnich latach nie zdał egzaminu! Poziom wykorzystania środków w ramach „Czystego Powietrza” jest mizerny, programów wsparcia było jak na lekarstwo, a pieniądze dzielono według klucza partyjnego. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że tu i teraz nasi mieszkańcy narażeni są na brak możliwości ogrzania swoich domów. A na to naszej zgody być nie może. Walka ze smogiem jest ważna, ale w obliczu walki o przetrwanie zimy, niestety schodzi na drugi plan. Mówię to głośno i wyraźnie.

Reasumując, dyskusję na wczorajszej Sesji Sejmiku w dużej mierze sprowadzono do politycznego spektaklu. A szkoda, bo obie strony tego sporu mają sporo racji i sporo argumentów. Ale, jakoś tak się z nami „porobiło”, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Potrafimy krzyczeć i obrażać, ale nie potrafimy słuchać. Skoro jednak obie strony sporu mają rację, trzeba szukać kompromisu. Kompromisu opartego na argumentach, nie na emocjach. Taki kompromis zaproponowaliśmy, jako PSL. Zgłosiliśmy projekt programu osłonowego, wskazując cele i źródła jego sfinansowania. Zagłosowaliśmy przeciw poprawce radnych Solidarnej Polski, cofającej nas w erę „kopciuchów” a finalnie poparliśmy odroczenie do 2024 roku wejścia w życie zapisów uchwały, co w obecnej sytuacji pozwoli naszym mieszkańcom przetrwać zimę. Podjętej decyzji się nie wstydzę, choć mam świadomość, że wzbudzi kontrowersje. Ale zawsze mówię stanowczo: nie ma naszej zgody na populizm i plemienne, partyjne wojenki. Liczy się dobro i bezpieczeństwo tych, którzy nam zaufali i których reprezentujemy.

Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski), prezes zarządu wojewódzkiego PSL w Małopolsce.