Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.”*

Jestem tak stary, że pamiętam jeszcze czasy stanu wojennego. Mniej więcej pod koniec stycznia 1982 roku zobaczyłem po raz pierwszy pospiesznie nagryzmolony kredą na ścianie napis: Zima wasza, wiosna nasza!

Niestety, historia kolejnych lat dowiodła, że ani ta, ani inne wiosny nie były „nasze”.

Nadzieja na zmiany zakończyła się wraz z okrągłym stołem, kiedy to po prostu dokonano faceliftingu PRL.

Rację po trzykroć miał zatem Czarzasty kpiąc z kombatanta Frasyniuka.

Dogadali się, bo Jaruzelski miał realną siłę.

Oddziały ZOMO, czołgi, transportery opancerzone, bojowe wozy piechoty. Być może niewiele warte w starciu z ówczesną Bundeswehrą, być może nie.

Na szczęście nie było nam dane tego próbować.

Ale wystarczająco silne, aby złapać za twarz społeczeństwo.

O wiośnie, która będzie nasza powoli zapominano.

Czasem tylko ktoś napisał na murze – zima wasza, wiosna nasza, a lato Muminków.

Dzisiaj idea „naszej wiosny” zdaje się odżywać.

Zapewne po to, aby być oryginalnym, Schetyna obiecuje intensyfikację działań „totalitarnej” opozycji jesienią. Jakiś przygłup, sponsorowany przez ukraińskich i kazachskich oligarchów pokazuje plan sparaliżowania Polski.

I przejęcie władzy.

Chociaż totalitarna opozycja nie przedstawiła dotąd ani słowa ze swojego programu mającego przecież „odbudować” kraj zniszczony przez kaczofaszyzm vel pislam najważniejsze cale przyszłej rewolucyjnej władzy są nam znane.

To przede wszystkim otwarcie się na „emigrantów” tak, by Merkel mogła podesłać nam 30-40% zaproszonych przez siebie „uchodźców”.

To ograniczenie (w przyszłości wygaszenie) programu 500+.

Podniesienie wieku emerytalnego do 70 lat dla wszystkich.

Wyrugowanie Kościoła z życia publicznego aż do zakazu umieszczania krzyży na świątyniach i grobach katolików włącznie. I oczywiście zakaz używania dzwonów, które szczególnie drażnią uszy „uchodźców”.

Likwidacja najniższej płacy, bowiem jeśli ktoś chce pracować za 10 zł tygodniowo to Państwo nie będzie w to ingerować.

Z czasem zakazanie ludziom posiadania psów, bo te zwierzęta jako „nieczyste” szczególnie mocno drażnią islamistów.

Likwidacja związków zawodowych.

Podwyższenie ZUS dla przedsiębiorców przynajmniej dwa razy.

No i wygaszenie resztek przemysłu znajdujących się jeszcze w rękach Polaków.

Aby osiągnąć ten cel plan jest prosty. Kolejny wyciągnięty z niebytu politycznego  były wicemoczulski Krzysztof Król (d. KPN) plan ma prosty. Wystarczą 3 miliony ludzi na ulicach, aby przejąć władzę.

Bo przecież ta obecna jest POwszechnie znienawidzona.

Nie szukajmy wrogów w szeregach policji czy wojska – oni wychowali się już w niepodległej Polsce. Doświadczyli wolności i Europy bez granic. Gdy na manifestach odczytywano preambułę konstytucji, w oczach wielu policjantów widziałem łzy.

Tak Król pisze w piątkowej gazecie wyborczej w tekście o jakże znamiennym tytule: Instrukcja obsługi pokojowej rewolucji.

Policjanci płaczą, bo muszą pilnować znienawidzonej władzy przed esencją demokracji i europejskości, jaką jest KOD i sojusznicze partie.

Przy okazji gazwyb informuje swoich czytelników, jaki to mądrutki gość z Krzysztofa Króla. Otóż jest on analitykiem społeczeństwa informacyjnego.

Jak nie wiecie, co to za cholera, to pytajcie Komorowskiego, który zatrudniał zięcia Leszka Moczulskiego jako eksperta.

Może też więcej na ten temat dokonań analitycznych Krzysztofa Króla powie były szef KOD Mateusz Kijowski, bowiem zasiadał on w zarządzie głównym tej formacji w latach 2016-2017.

Wcześniej dał się poznać jako osoba zapiekle i z nienawiścią atakująca po 10 kwietnia 2010 roku pamięć o Lechu Kaczyńskim.

W sumie mało ciekawa postać.

Jeśli spojrzeć wstecz wydaje się, że cenzurą jego zachowań stanowi 4 czerwca 1992 roku. wcześniejszy radykał, uznawany za jednego z większych antykomunistów w łonie opozycji nieokrągłostołowej nagle przeszedł na ciemną stronę mocy.

Kiedy Macierewicz postanowił ujawnić współpracowników SB.

Czy dlatego, że jednym z ujawnionych miał być Leszek Moczulski?

Więzy rodzinne wzięły górę nad przyzwoitością?

A może jeszcze coś, o czym być może nigdy się nie dowiemy?

Pewną poszlakę stanowić może zatrudnienie niczego nie umiejącego Króla w Prokomie (firmie, która skomputeryzowała ZUS za cenę dwakroć przewyższającą wysłanie przez Amerykanów sondy na orbitę Jowisza).  I to w zarządzie.

Nawet domniemana współpraca z WSI nie tłumaczy wściekłych ataków vicemoczulskiego Krzysztofa Króla po 10 kwietnia 2010 roku.

Do historii przejdzie wpis umieszczony na facebooku z 26 sierpnia 2010 roku:

Jestem dumny z mojego rodzinnego miasta. :)))
‎71 proc. warszawiaków nie chce pomnika pod Pałacem Prezydenckim
wiadomosci.gazeta.pl

 

 

Tęcza na Placu Zbawiciela nie budziła w nim żadnych negatywnych emocji.

 

Krzysztof Król, teraz KOD, były (do 4 czerwca 1992 roku) antykomunista.

Dzisiaj nieudolnie naśladuje swojego teścia, który w latach 1970-tych napisał „rewolucję bez rewolucji”.

W odróżnieniu od niego roi mu się całkowite opanowanie Polski.

Zarówno Prezydent, jak i Rząd będą z KOD-u.

A PiS?


PO prostu się ich powsadza.

19.08 2017

Ps. Młodym, nie znającym najnowszej historii Polski warto przypomnieć, że Krzysztof Król był posłem u zarania III RP w latach 1991 -1997.

W ciągu drugiej kadencji (1993-1997) złożył cztery interpelacje, przy czym tylko dwie samodzielne, trzy zapytania oraz dwa oświadczenia.

Do końca kadencji, tj do 1997 roku legitymował się jedynie średnim wykształceniem uzyskanym w 1988 roku, a więc w wieku 25 lat (6 lat po terminie).

To jednak nie przeszkadzało mu w karierze biznesowej. Został m.in. wicedyrektorem departamentu komunikacji korporacyjnej w grupie Prokom Software, założonej przez Ryszarda Krauzego.

O dziwnej roli, jaką mniej więcej w tym czasie firma ta odegrała w ZUS można przeczytać tutaj:

http://e-korupcja.pl/23-korupcja-w-zus/86-ile-na-prawde-kosztowala-informatyzacja-zus

Jego teść, Leszek Moczulski:

W kampanii prezydenckiej wspierał ochoczo Bronisława Komorowskiego. Tymczasem IPN w 2015 roku ponownie wnioskował o uznanie go za kłamcę lustracyjnego, który zatajał swoją współpracę z SB. Niejasna przeszłość Moczulskiego najwyraźniej nie przeszkadza działaczom Komitetu Obrony Demokracji, bowiem ochoczo przyjęli go pod swoje sztandary.

W maju 2015 roku ruszył drugi już proces autolustracyjny Leszka Moczulskiego. IPN wnioskował o uznanie go za kłamcę lustracyjnego zatajającego współpracę z SB jako TW Lech. Wtedy nie przeszkodziło to sztabowi Komorowskiego we  włączeniu byłego polityka KPN do komitetu honorowego kandydata PO na prezydenta.  Teraz najwyraźniej żadnych problemów nie widzi w tym Komitet Obrony Demokracji. Moczulskiego można zobaczyć obecnie właśnie pod sztandarem KOD.

Moczulski twierdzi, że jego „teczki” sfałszowała SB. Jednak IPN temu zaprzecza, przedstawiając w procesie dowody, w tym teczkę pracy i teczkę personalną TW „Lech”.

W pierwszym procesie autolustracyjnym rozpoczętym w 1999 r. procesie Moczulskiego prawomocnie uznano za kłamcę lustracyjnego. W 2011 r. Trybunał w Strasburgu uznał jednak jego skargę na Polskę, a następnie Sąd Najwyższy uchylił prawomocne orzeczenie i nakazał przeprowadzenie ponownego procesu. Moczulski wystąpił o autolustrację, oczekując oczyszczenia przez sąd z zarzutów zatajenia związków ze służbami specjalnymi PRL. Moczulski znalazł się na tzw. liście Macierewicza, ówczesnego szefa MSW, ujawniającej agentów PRL-owskiej bezpieki, przekazanej Sejmowi 4 czerwca 1992 r.

Jak informowaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl IPN wnioskoał o uznanie Moczulskiego kłamcą lustracyjnym za zatajenie, że od 1969 do 1977 r.  był zarejestrowanym tajnym współpracownikiem SB. Uznano, że jako zarejestrowany  TW „Lech” informował SB m.in. o kolegach z tygodnika „Stolica”, a także o przedwojennym generale Romanie Abrahamie. Za przekazywane informacje TW miał być wynagradzany.

Moczulski sam twierdzi, że spotykał się z oficerami SB.

Nigdy tego nie kryłem. Chciałem wiedzieć, czym się interesują

– tłumaczył w procesie.

Źródło: Twitter,niezalezna.pl

 

http://niezalezna.pl/82203-leszek-moczulski-zostal-kodziarzem-zatail-wspolprace-z-sb-teraz-broni-demokracji

________________________________________________

* Karol Marks