Znam tysiące kawałów polskich, niemieckich, rosyjskich. Chyba 40 lat temu wygrałem konkurs kawalarzy w Neubrandenburgu i dostałem dyplom: „Doktor Humoris Causa”. Miałem ochotę otwierając swoją działalnośc gospodarczą tak się nazwać. Znajomi radzili mi, aby się nazwał „Doktor Honoris Causa”, ale na to się nie zgodziłem, bo nie mam takiego dyplomu. Zatem zarejestrowałem się jako: „dr Humor” – Przedsiębiorstwo Usługowe Turystyczno – Rozrywkowe” i moją dewizą są słowa dwa: Rzeczowość i Wesołość – nocą i za dnia! Szereg lat prowadziłem bale sylwestrowe w hotelu Hevelius i miałem ok. 250 Niemców, 100 Rosjan no i 50 rodaków. Skutecznie wykorzystuję kawały umilając życie turystom jako przewodnik gdański, pilot i wodzirej i wodzirej na zabawach, weselach ( niem.-polskich też).
Znam tak dużo kawałów i takich, które mogę opowiadać zakonnicom i panom lekkich obyczajów. Tego kawału nigdy nie publikowałem i publicznie nie opowiadałem. Ale wnerwiła mnie jakaś dewotka swoim brakiem kultury, bo chyba ma zbyt mało rozumu że opowiem go teraz”

Był to styczeń. Z kolegą jako ministranci chodziliśmy z księdzem i organistą po Kolendzie. Wtedy dostawaliśmy datki (bo na „napiwki” byliśmy za młodzi) i jednego dnia można było zebrać 100 zł, a tyle wynosiły pensje! Tak, że każdy z nas się cieszył i to bardzo.
Zawsze znalazł się ktoś, kto zaprosił na obiad lub kolację. Tego dnia kolację przygotował piekarz pan Płaszczykowski mieszkający mieszkający koło plebanii i kościoła. Przy długim stole siedział ks. Malich – ok. 40 lat bardzo przystojny i inteligentny, tylko strasznie bił potwarzy Janka Radomskiego za to, że w niedzielę nie był na mszy, a ten stał i się nie ruszał – bo ja bym uciekł!
Jedzenie było wspaniałe, ciasta zrozumiałe też no i napitki dla dorosłych, a dla nas przy stoliku w kąciku oranżada. Panie były pięknie ubrane, dostrzegałem już to bo mama też po wojnie była krawcową ido przymiarki pań musiałem robić swoje uwagi! Atmosfera była wesoła. Opowiadano kawały. Najwięcej opowiadał i najgłośniej się śmiał ksiądz doktor.
Naraz ksiądz zapytał wszystkich po kolei – nas chłopaszków tez, które miejsce jest najświętsze w człowieku? Panie mówiły serce, panowie różnie rozum, głowa. Ja powiedziałem buzia, bo komunię ksiądz wkłada nam do ust. A ksiądz dr i nawet wtedy dziekan powiedział: Dupa, bo leży pod krzyżem i ryknął śmiechem, panowie tez dodając racja! A panie się zarumieniły.
Dla mnie było to super obrzydliwe i to w wykonaniu duchownego, z tytułem dr, w towarzystwie pań i nas dzieciaków, których uczył pobożności… Wspominam to z obrzydzeniem i wciąż widzę jego roześmianą gębę, bo chyba to slowo najlepiej pasuje. Tego kawału nigdy nie opowiadam, a mam 75 lat i znam dość szeroki świat i szereg religii, różnych duchownych. Dodam że skończyłem m.in. Roczne Studiu Religioznawcze i Socjologię Religii i prywatnie poznałem szereg księży, których nie mam za co pochwalić.

Spowiedź
Jeśli nie grzeszysz, jak mi powiadasz
Czemu się miła tak często spowiadasz…

Franciszek Krzysiak