W wielkanocny poniedziałek 28 marca 2016 roku zakończył ziemską pielgrzymkę Ksiądz Jan Kaczkowski.

Był fantastycznym człowiekiem. Wpisał się na karty historii pozostawiając po sobie trwały ślad głębokiej wiary, dobra, miłości do każdego człowieka. Swoim życiem dawał świadectwo ludziom bardzo młodym, jak i tym dojrzałym wiekiem.

Z chorobami zmagał się od dzieciństwa. Wada wzroku, niedowład ciała nie stanowiły przeszkody, by każdy poranek był źródłem radości.

Diagnoza, iż ma raka mózgu zabolała na krótki czas. Ksiądz obrał drogę godnego życia, aż do końca. Każda minuta, godzina była wypełniona sianiem optymizmu.

Duchowny założył hospicjum w Pucku, którego sam bywał pacjentem. Wspierał podopiecznych dając im przykład, że póki są siły – życie ma sens. Każde życie. W niezwykły sposób oswajał ludzi ze śmiercią.

Autor trzech książek „Nie ma szału, jest rak”, „ Życie na pełnej petardzie”, „Grunt pod nogami”. Laureat wielu nagród nie szczycił się wyróżnieniami. Nie dla nich obrał styl życia, które szanował pod każdą postacią. Pokazał, że cierpienie, osobiste dramaty nie muszą izolować nas od wszystkich i wszystkiego.

Cytat słów z bloga Księdza Kaczkowskiego”

Uważa ksiądz, że człowiek nigdy nie przemija?

Miewam wątpliwości, ale każdy logicznie myślący człowiek powinien je mieć. Chciałbym być tego pewien. I są momenty, kiedy mam pewność.

Kiedy?

Gdy myślę o pięknie kosmosu. Że tak harmonijnie ze sobą współgra.

Albo, gdy jestem przy umierających. Osoby, które konają, zachowując świadomość, miewają bezpośredni wgląd w tamten świat. Patrzę wtedy w ich zamglone oczy, utkwione gdzieś poza mną i słucham jak mówią: „o, moi już po mnie przyszli”. Mówią o nieżyjącej matce, kuzynie, albo sąsiedzie. Te doświadczenia są tak powtarzalne, częste i bezdyskusyjne, że mam niemal pewność istnienia tamtego świata. On wdzierają się tu do nas przez szczelinę, gdy oni odchodzą. I opowiadają mi o tym, kiedy konają.
Wierzę w te dwa światy, które się przenikają, duszę zmarłych i obecność aniołów.(..)Bólu niech się pan nie boi. Daję panu słowo, że dziś robi się wszystko, żeby nie bolało. Jeden strach mamy opanowany.
Jeśli chodzi o strach znikania, poczucie, że nic po panu nie zostanie, to starałbym się pracować nad pana poczuciem miłości. Na pewno jest ktoś, kogo pan kocha, kochał lub będzie kochał. I byłoby bardzo smutne, gdyby się okazało, że to tylko psychiczna, chemiczna, ziemska, beznadziejna cecha(..)

Duchowny uczył Miłości. W Miłości odszedł do Miłości. Do Tego, którego kochał nade wszystko.

Wieczny odpoczynek racz Jemu dać, Panie,
a światłość wiekuista niechaj świeci.
Niech odpoczywa w pokoju.
Amen.

Zdjęcie: Źródło Dziennik Bałtycki