Tytułowe, a z gruntu retoryczne pytanie powinien zadać sobie każdy mieszkaniec Lublina, który dzisiaj, w połowie najzimniejszego kalendarzowo miesiąca w roku, przy plus 11 stopniach Celsjusza i w samo południe — wdychał powietrze zawierające zanieczyszczenia w postaci 150% normy dla pyłów zawieszonych PM10 oraz 200 % normy dla tych wielokrotnie groźniejszych, pyłów zawieszonych PM2,5.

Głównym asumptem do postawionego wyżej pytania jest odpowiedzialność nie tylko za działania własne, ale to, co pozostawimy po sobie następnym pokoleniom.

Tak się właśnie składa, że do krzewionych publicznie, a socjotechnicznych tekstów o pozytywnym wpływie ewentualnej zabudowy Górek Czechowskich na przewietrzanie sąsiednich terenów zurbanizowanych oraz wschodu, południowego wschodu i centrum Lublina — doszły załączone odpowiedzi organu wykonawczego na pytania zadane organowi stanowiącemu, a dotyczące decyzji Rady Miasta, o przeprowadzeniu lokalnego referendum ws. przyszłości największego zielonego obszaru dla ponad połowy tej niemal 340 tysięcznej aglomeracji lubelskiej.

By nie mieć jakichkolwiek wątpliwości, kto faktycznie w Lublinie stanowi, a kto wykonuje – zwróciłem się do nadawcy otrzymanej odpowiedzi z następującą prośbą:
„Dziękuję za otrzymaną informację. Z uwagi na pełną treść uzasadnienia do Wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 22 listopada 2013 r. sygn. akt I OSK 1695/13 w postaci chwały 7 sędziów NSA z dnia 13 listopada 2012 r. sygn. akt I OPS 3/12, a przywołanego w otrzymanej odpowiedzi — proszę o informację, czy jej treść była znana Prezydium Rady Miasta oraz innym członkom organu stanowiącego Gminy Lublin przed jej przesłaniem do występującego? Odpowiedzi proszę udzielić w trybie wniosku pierwotnego z dnia 04.02.2019 roku.”

Ciekawe, czy będzie jakakolwiek reakcja członków Rady Miasta Lublin, którzy otrzymali do wiadomości ww. prośbę.

Może gdyby nie przykłady innych mniejszych i większych miasta, w których wcześniej przerabiano tego typu dezinformacje i inicjatywy, to można byłoby przejść nad tym do porządku dziennego — tyle że tam urbanizacja takich miejsc jak Górki Czechowskie powoduje, iż w tym samym czasie wdychane przez mieszkańców powietrze jest dwu, trzy lub czterokrotnie gorsze.

Nie wiem jak czytający, ale jako piszący te słowa nie życzę sobie, by moi najbliżsi, nie z własnej woli, wdychali każdego dnia w powietrzu Lublina odpowiednik średnio 3 wypalonych papierosów, z którym to nałogiem osobiście rozstałem się ponad dwie dekady temu.

W sumie nawet to, kto faktycznie rządzi w Lublinie, jest nieistotne w sytuacji, w której roczne koszty ekspozycji 339 tysięcy 850 osób zamieszkujących 147 km2 naszego miasta na ponadnormatywne poziomy pyłów zawieszonych oraz wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych są na poziomie około 300 przedwczesnych zgonów, 150 tysięcy pracowniczych dni chorobowych oraz 2 miliardów kosztów zewnętrznych rocznie.

Czas najwyższy, by organ stanowiący — stanowił, a organ wykonawczy — wykonywał, a nie wzajemnie się tłumaczyły i usprawiedliwiały, a odpowiedzialność za swoje decyzje próbowały zrzucić na mieszkańców.

W dniu 19 lutego 2019 roku, jak nigdy dotąd wypada napisać, że jak nie pasuje, to nikt poza nimi samymi ich tam na siłę nie trzyma!

Obfitego deszczu lub wiatru, bo inaczej place zabaw i boiska zapełnione nagle w środku zimy w Lublinie ze względu na piękną, słoneczną pogodę — będą tężniami smogu i generatorem chorób, a nie miejscem rekreacji i zdrowego życia, na co skarżył się wczoraj telefonicznie ojciec jednego z młodych piłkarzy trenujących w dymie na obiektach „Arena Lublin”.

Autor: Andrzej Filipowicz
LAS/POL/RDCP