Dr Mariusz Błochowiak – z wykształcenia fizyk, w przeszłości m.in. pracownik Instytutu Maxa Plancka w niemieckim Mainz oraz instytutu badawczego SINTEF w Norwegii – człowiek, który wziął na siebie trudne zadanie i od kilku miesięcy starannie zbiera oraz udostępnia Polakom, w formie publikacji książkowych [seria „Fałszywa pandemia”], opinie przedstawicieli świata nauki i medycyny na temat „szalejącej” wokół medialnej i politycznej tzw. „pandemii” – podjął się również zorganizowania w formalne ramy grona polskich specjalistów, na razie jako zrzeszenia „Lekarzy i Naukowców na rzecz Zdrowia, Wolności i Prawdy”, w przyszłości w formie fundacji.
Grono to próbuje, opierając się na swoim wykształceniu i doświadczeniu, dotrzeć do władz naszego kraju i przekonać je do zmiany prowadzonej z niebywałym wprost uporem, od tak już długiego czasu, polityki walki z „epidemią” covid. Lekarze i naukowcy ze wspomnianego zrzeszenia wystosowali jak dotąd w tej sprawie trzy listy-apele do najwyższych przedstawicieli polskich władz. To pierwsze słowa ostatniego z tychże dokumentów, z dnia 18 lutego tego roku:
„Środowisko naukowców i lekarzy, reprezentowane przez osoby podpisane pod tym apelem uważa, że od początku towarzyszą epidemii COVID-19 błędne decyzje, prowadzące do niewłaściwych działań. Zamiast doprowadzić w społeczeństwie do wytworzenia naturalnych mechanizmów odpornościowych, wprowadza się kolejne obostrzenia, które niszczą gospodarkę, edukację, życie religijne i kulturę oraz wpływają negatywnie na zdrowie i psychikę obywateli.”
Dalej, w tym i w poprzednich listach, ich sygnatariusze przedstawiają argumenty prawne, medyczne, finansowe, świadczące o tym, że poczynania rządzących na przestrzeni minionego roku są nie tylko błędne, ale i katastrofalne w skutkach dla naszego społeczeństwa, natomiast rzekoma śmiertelność i groza „pandemii” jest najzwyklejszą blagą medialną.
Swój ostatni list lekarze i naukowcy adresują do prezydenta, premiera, ministra zdrowia oraz całego rządu. Niestety ten i ich wcześniejsze apele pozostają wciąż bez najmniejszej odpowiedzi. W tym przynajmniej sensie, w jakim sygnatariusze by sobie tego życzyli; bez wątpienia – dodajmy – dla dobra nas wszystkich! Wywołały oto bowiem pewien negatywny skutek, który tylko potwierdza, że istniejąca sytuacja jest stanem rodem z państwa autorytarnego, a działania władz nie mają nic wspólnego z troską o dobro obywateli. Nauka i dążenie do poznania prawdy nie jest w cenie, a wręcz przeciwnie, wszelkimi sposobami rządzący usiłują „zamknąć usta”, tak całemu społeczeństwu, niewolniczymi, ohydnymi maskami, jak i specjalistom, którym grożą odebraniem praw zawodowych, a w końcu i realizują te groźby. Czytamy bowiem dalej w ostatnim liście:
„Lekarze sygnatariusze Apeli naukowców i lekarzy otrzymali ostatnio od Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, Naczelnej Izby Lekarskiej pisma informujące, że zostało wobec nich wszczęte „postępowanie wyjaśniające”. Treść pisma wskazuje, że nie chodzi jednak o wyjaśnienie, ale o podjęcie czynności procesowych mających na celu zastraszenie i ukaranie sygnatariuszy, co narusza podstawowe prawo człowieka do wolności słowa”.
Czyż te ostatnie słowa nie są doskonałym argumentem, dowodzącym nam, delikatnie mówiąc, że „coś jest nie tak”?! Czy w sytuacji rzeczywistego poważnego zagrożenia zdrowia i życia całego społeczeństwa, trzeba by wszelkimi siłami, każdego dnia wbijać ludziom do głów, jaka to straszna choroba krąży wokół nich, chociaż jej nie widzą? Trzeba by karać opornych „zaplutych karłów reakcji”, którzy z uporem nie chcą poddać się zniewoleniu, by „chronić siebie i innych” (a w istocie mają jeszcze trzeźwo myślący umysł, otwarte oczy i widzą wyraźną sprzeczność między medialną propagandową papką, a rzeczywistością wokół nas!)? Trzeba wreszcie zamykać usta specjalistom w dziedzinach, które teoretycznie są przecież w walce z epidemią najważniejsze?!
Cóż. Myślę, że to pytania retoryczne.
Poniżej treść tegoż ostatniego listu naukowców i lekarzy: