Pod zezowatym okiem Służb Marcin Romanowski wyjechał za granicę. Lubelska rewizja pokazuje niewyobrażalny stopień ich dyletanctwa i bezczelności.

Jeśli na licho wie jakiej podstawie, można wleźć do klasztoru i nie wiedzieć po co fotografować cele, to znaczy, że służbom się zdaje, że wolno im wszystko. Że mogą tak wejść do mnie, do sąsiada, do każdego.

Bulwersuje nie tylko przeszukanie klasztoru, lecz przede wszystkim nonsensowność całej akcji. Mnisi twierdzą, że żadnego kontaktu z Romanowskim nie mieli, żaden z nich go nie zna i nigdy u nich nie bywał. Ktoś powie, że mogą kłamać. Otóż nie mogą! Sprawy zaszły za daleko. Romanowskiego nie zaleziono.

Zresztą w dniu nalotu na klasztor – 19 grudnia rano – ukazał się tekst, w którym informator mówił gazecie , że: „miejsce, w którym (Romanowski) przebywa, jest stale monitorowane. Znamy każdy jego ruch”. Najwyraźniej informator był słabo poinformowany. Nie on jeden. Ta sprawa jest jedną wielką kompromitacją.

Nie miałam zamiaru o tym pisać, bo naiwnie myślałam, że będą pisać wszyscy. Nie piszą. Albo piszą półgębkiem, jak Gazeta, na której stronach podano informację w trybie przypuszczającym: „Prokuratura Krajowa miała zlecić przeszukanie klasztoru dominikanów pw. św. Stanisława w Lublinie. Śledczy mieli podejrzewać, że ukrywał się tam Marcin Romanowski. Do przeszukania klasztor dominikanów pw. św. Stanisława w Lublinie miało dojść 19 grudnia….”

Trybu przypuszczającego używa się, jeśli podajemy informacje obarczone niepewnością lub kiedy chcemy je zbagatelizować.

Bagatelizowanie jest nie na miejscu. Czytając relację o akcji służb oczom nie wierzyłam. Policjanci w kominiarkach, fotografowali pokoje, nad budynkami krążyły drony… Jak w filmie. Kiepskim filmie. Policjanci ponoć starali się był grzeczni. Okazali nakaz rewizji z Prokuratury Krajowej. Dzisiaj prokuratura tłumaczy się, że dostali informację że „pod zmienionym wyglądem” Romanowski był widziany w klasztorze. Paradne. Chyba ich uczą jak filtrować donosy; a może nie uczą, licząc na rozsądek?

Polska polityka galopuje nie wiedzieć gdzie, niesiona przez dyletantów, szkodników i durni.
Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla niehumanitarnego traktowania księdza Olszewskiego i dwu aresztowanych urzędniczek. Po zatrzymaniu był nieprzerwanie przez 15 godzin przesłuchiwany. Bez odpoczynku ani posiłku. Cały ten czas skuty kajdankami. Wszyscy troje podejrzani aresztowani mieli założone kajdanki zespolone, czyli zakładane na ręce i nogi – jak się to robi w stosunku do najgroźniejszych zatrzymanych, mogących w ułamku sekundy zrobić komuś krzywdę.
Raport Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie jest długi i po prostu miażdżący. Piotr Ikonowicz, radykalnie lewicowy, po lekturze raportu RPO napisał, że był wielokrotnie zatrzymywany i przesłuchiwany przez SB w stanie wojennym, ale nigdy nie potraktowano go tak brutalnie.

Służby nieudolne i okrutne są niebezpieczne dla obywateli i państwa. Pierwszy raz od dawna poczułam strach.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.