Przez cały tydzień chorowałem, więc siedziałem w domu i czytałem.. Najbardziej zależało mi na przeczytaniu jakiegokolwiek dzieła ostatniej laureatki Nagrody Nobla – Anne Carson. Nigdy o niej nie słyszałem, więc byłem ciekaw jej “odważnej twórczości, która w dialogu z klasyczną literaturą wypracowała nowe formy dla współczesnej literatury”, że zacytuje oficjalną rekomendację pisarstwa Kanadyjki ogłoszoną przez Szwedzką Akademię.

Ale kiedy udałem się do biblioteki miejskiej i poprosiłem o dowolne dzieło Carson, to zamiast książki otrzymałem kpiący uśmieszek bibliotekarki, okraszony wzruszeniem ramion.

– Proszę pana – rzekła kobieta – wyciągają tych noblistów niewiadomo skąd z jakichś ciemnych dziur, z literackich lumpeksów i szmateksów literatury. Promują pisarzy mało lub zupełnie nieznanych. Chyba tylko po to, żeby zrobić na złość tym uznanym. Zamiast nagradzać naprawde wielkich – Houellebecqua albo Raspaila, rozdają Noble jakimś gryzipiórkom z labradorskiego Pcimia. Przyznają laury w myśl zasady, że im “dziwaczniej tym pokraczniej”, a im głupiej, tym lepiej”. Od czasu kiedy nagrodzili italiańskiego błazna, Dario Fo, przestałam traktować szwedzkich akademików serio. Potem było już tylko gorzej – dali Nobla jakiemuś szansoniście, uhonorowali polską propagandystkę transhumanizmu. Przyznali nagrodę Skandynawowi, który pisał w dialekcie dla Eskimosów, a w ubiegłym roku nagrodzili Węgra o niewymawialnym nazwisku, którego książki zalegają w naszej bibliotece bez jednego wypożyczenia.

Zaskoczony i wystraszony radykalnością sądów bibliotekarki, zerknąłem na leżącą przed nią książkę wydawnictwa “Czarne” pt. “Poznań kolonialny, rodzinna historia z Tanzanią w tle” autorstwa Kaspra Bajona. Pamiętałem, że ta pozycja była nominowana do tegorocznej Nagrody Nike
– A może by mi Pani poleciła coś z prozy krajowej, może jakąś książkę autorstwa, któregoś z kandydatów do nagrody Nike ?
– Poprosiłem, spoglądając wymownie na leżący na ladzie tomik z Poznaniem w tytule.
– Daj pan spokój ! Tylko nie ten, reporterski szajs ! – Krzyknęła kobieta.
– To nie jest literatura faktu, tylko geszeftu. Pisarz wyczuł modny temat – polski kolonializm i chciał na nim płynąć. Ale nie dopłynął, bo nie potrafi pływać i utopił się w morzu sentymentalnej grafomanii.
– Stanowczo odradzam – rzekła bibliotekarka.
– A z czystym sumieniem mogę, polecić jedynie książkę Twardocha
– Bez względu na przypisywane jurorom polityczne intencje, uważam, że “Null” to wyborny, mięsisty i krwisty kawałek prozy, która w pełni zasłużyła na nagrodę czytelników ! – Powiedziała pracownica książnicy, podsuwając mi powieść śląskiego pisarza.

Ale “Null” przeczytałem tego lata na nadmorskim straganie, więc podziękowałem krewkiej, jak się domyślałem prawicówce i opuściłem bibliotekę, nie spuszczając z oka noża do cięcia papieru, który przez cały czas rozmowy, bibliotekarka trzymała w ręku.

Autor: Marek Szarek