Nie byłem i nie będę niczyim „kapciowym”. Potrafię występować w skrajnie trudnych sytuacjach wbrew publice. Będąc negocjatorem policyjnym wielokrotnie wychodziłem na wieżowce lub dźwigi mimo lęku przestrzeni, potrafiłem się zmobilizować  dla kogoś. Od chwili ujawnienia decyzji startu w wyborach spotykam się bardzo wrogo nastawionymi osobami z dwóch środowisk politycznych – w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl mówi Dariusz Loranty. Zdecydowanie twierdzi w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską najsłynniejszy polski negocjator.  – Pierwsze dni poza policją były straszne, telefon nie dzwonił, ja byłem niepotrzebny a kiedyś mi się wydawało, że beze mnie Policja nie jest w stanie funkcjonować.

Małgorzata Kupiszewska: Pierwszy pies III RP – takie sformułowanie w odniesieniu do Pana osoby to komplement?

Dariusz Loranty: HA, komplement i to profesjonalny! Oczywiście podchodzę do tego bardzo, bardzo ostrożnie, bo to tak naprawdę, to dowcip. Określenie „pies”, po filmie Pasikowskiego, nabrało… pozytywnej konotacji. Dla policjantów kryminalnych to komplement. Służy się wiernie jak pies społeczeństwu choć pies nie zawsze jest godnie nagradzany. W kwestii  formalnej, znałem, co najmniej setkę lepszych  policjantów w komendach rejonowych stolicy i okolicznych powiatówek oraz samej stołecznej. Wydawca uznał, że skoro ja pisałem o sobie „pies” i spowiadałem się z okresu III RP to  jestem pierwszym psem .. ha, ha … może nie było innego.

„Twardziel z kieleckiego” przeszedł długą drogę zanim pojawiła się kolejna książka. Najpierw Kunów, miejsce zwane późnorzymskim centrum metalurgii, gdzie spędził Pan sielskie dzieciństwo; potem zawód hutnika i solidarności w Ostrowcu Świętokrzyskim; następnie własna firma budowlana, rozczarowanie rolą radnego i w końcu przyjemność i pasja: służba w policji. Kto Pana namówił? Co Pana tam ciągnęło?

– Mój życiorys przynajmniej nie różni się wiele od innych, no… może skumulowało się w nim trochę więcej. Jestem scyzor. U nas wieje i trzeba twardo stąpać po ziemi, bo zdmuchnie. To tu było pierwsze i największe na kontynencie zagłębie metalurgiczne, tradycja sięga ponad 1500 tysiąca lat wstecz. Później czyli w okresie I Rp powstało pierwsze zagłębie przemysłowe, zorganizowane, zaplanowane, wybudowane przez rząd; Stanisław Staszica i ks. Drucko-Lubeckiego. Później nazwane Staropolskim. Najlepsza szkoła w okolicy to Technikum Hutniczo – Mechaniczne, więc hutnikiem zostałem, ale tylko potencjalnym. Była ogromna huta, trzecia co do wielkości w Polsce, zrozumiałe że związek Solidarność był liczny, działały struktury w podziemiu. W 1988r intensyfikowało się życia społeczne to na powierzchni, zaczynały się jawne spotkania i gorące dyskusje. Oczywiście w … prywatnych  mieszkaniach. Były gorące dyskusje i niewyobrażalna nadzieja, kiedy przyjeżdżał Henryk Wujec. Wtedy spotkałem wspaniałych ludzi Zbyszka Walczyka szefa ogromnej struktury związku, następnie Jurka Jabłońskiego  przyszłego szefa komitetu obywatelskiego. Jakoś się to potoczyło, współorganizowałem partię politycznej Porozumienie Centrum, z Krzysztofem Grabowcem, obecnie szef delegatury „Solidarności” Szefem został Zbyszek Walczyk. Reasumując mam skazę solidarnościową i jest mi z nią dobrze.

Rok 1989r, cóż to za rok był droga pani, emocje i nadzieje ale proza życia przyszła. Zweryfikowała i miast kolorów rewolucji widać było szarówkę dnia zwykłego. Wymienieni dla sprawy solidarności poświęcili wszystko, rodzinę, pracę i zdrowie, jak na tym wyszli dyplomatycznie mówiąc,  średnio. Zrozumiałem to, co znałem z historii: rewolucja pożera własnych ojców, jest rzeczywistością porewolucyjną.  Długo żyłem w świecie złudy, uwierzyłem w kapitalizm, że każdy może, a tu się okazało, że akurat nie. Działalność gospodarcza mi padła, szukałem pracy. Wybrałem coś, co dla mnie wydawało się, że jest stabilne i kojarzy się z lekką pracą: policję. Jak bardzo się myliłem, przekonałem się już parę miesięcy po wstąpieniu w szeregi. Żyłem i działałem w ciekawych czasach, ja nie stałem z boku. Byłem młody i były to wspaniale.

Kolejne rozczarowanie tak jak rewolucją solidarności ?

– Rozczarowanie to za mocne określenie, raczej wtedy nieumiejętność realnej oceny. Ta umiejętność przyszła znacznie później. Wiara w zmiany bywa naiwna i oderwana od realiów. Rewolucja Solidarności miała na celu poprawę bytu socjalnego i trochę wolności w rozumieniu politycznym w realiach socjalistycznego PRL.  W rzeczywistości zmieniła socjalizm na kapitalizm, na wolność wypowiedzi   narzucono kaganiec poprawności politycznej oraz „reglamentowaną dystrybucję” przekazu.  Dziś informacją gra się politycznie. Kiedyś ONI kłamali, MY byliśmy oszukiwani. Reasumując i parafrazując  powiedzenie towarzysza Lenina , że kapitalista sprzeda sznurek, na którym go proletariat powiesi. Polski robotnik wywalczył kapitalizm, który go całkowicie uprzedmiotowił. Tzw. wolny rynek zniszczył całe obszary, zarówno przemysłowe jak i społeczne.

Czy robotnicy, pracownicy najemni są rozczarowani, czy zadowoleni? Czy działacze solidarności mają satysfakcję, że przyczynili się do obalenia komuny?

– W kwestii policji, patrząc przez pryzmat komisariatu w Kunowie, to milicjant a później jako policjant wykazałem się wyjątkową naiwnością. Już pierwsze dni pracy zmieniły moją wizję, większość z nich nie pracowała tylko zapierniczała. Bardzo szybko pouczyłem adrenalinę i unikalność tego, co robię, na dodatek płacili, więc chwyciłem, haczyk, jak naiwna rybka … i nie  żałuję. Ta praca daję wyjątkowe poczucie satysfakcji.

W 1999 r pracował Pan w Wydziale ds. Walki z Terrorem Kryminalnym. Społeczeństwo żyło w przekonaniu, że terror zobaczyć może tylko w amerykańskich filmach. Czym się Pan wtedy zajmował?

– Zacząłem służbę w W-wie, w VII Komendzie Rejonowej  na ul. Grenadierów, później była Komenda Stołeczna. Zajmowała się przestępstwami z szeroko rozumianego terroru kryminalnego, czyli takim które mają znamiona aktów terrorystycznych a dokonywane są przez kryminalistów. Praca ciężka ale satysfakcjonująca. W okresie od połowy lat 90 tych do 2005  statystki policyjne przerażały. Mieliśmy znacznie więcej zamachów bombowych, niż Irlandia Płn i Baskonia razem wzięta. Liczba polskich uprowadzeń dla okupu wprowadzała Włochów w przerażenie. W tamtych krajach wprowadzono specjalne bardzo ostre przepisy, sprzeczne ze swobodami obywatelskimi. Walkę z przestępczością prowadzono całym aparatem administracyjnym danego kraju. My pracowaliśmy siłą własnych chęci. Przy niewielkich zmianach prawa, tylko wprowadzenie czasowej ustawy o świadku koronnym. Łagodność wymiaru sprawiedliwości nie przyczyniała się do skuteczności. Np. w ciągu tych lat zatrzymywane były zatrzymywane były osoby, które były już po odbyciu kary za kidnaping. Przestępca skazany w 2000r już w 2006 był po odbyciu kary i był zatrzymany do kolejnego uprowadzenia. Włosi i Amerykanie nam nie wierzyli, gdy im o tym opowiadaliśmy. Był to fantastyczny czas, myślę, że dziś nie byłoby możliwe, by na jedno gwizdnięcie 20 dobrych gliniarzy w środku weekendowej nocy prywatnymi samochodami przyjeżdżało do roboty i rozstawiało się  po W-wie, bo miał być przekazywany okup. Dodatkowa zapłata czy godziny nadliczbowe nie istniały w słowniku

Nagle się okazało, że w Polsce kraju marnotrawstwa, przestali Pana potrzebować…

– Faktycznie nasz kraj to imperium marnotrawstwa, praktycznie w większości swoich obszarów funkcjonowania. W szczególności w systemie bezpieczeństwa. Podam ciekawostkę, od wielu lat w debacie publicznej często podaję jako przykład system emerytur mundurowych. Najdziwniejsze jest to, że  tym momencie staję się obiektem ataku (werbalnego) od wszelkiej maści i barw politycznych działaczy. Praktycznie po każdej wypowiedzi spotykam się dysputą and persona, gdzie jestem obiektem winnym, że służby przechodzą na „wcześniejsze emerytury”. Po raz kolejny rewolucja pokazuje swoje oblicze. Starsi koledzy z policji wytłumaczyli mi to zjawisko: jak chcesz dyskutować z działaczami i tak będziesz winny, bo służby rządzą.

Dariusz Loranty z książkami i swoją gazetą
Odchodząc na zbyt wczesną emeryturę  przed pięćdziesiątką czułem się  jak niedokończone zdanie. Jest bez znaczenia kto mnie na nią wysłał, w każdym bądź razie system był dla mnie korzystniejszy ekonomicznie znaleźć się wtedy na emeryturze niż za parę lat. To jest zupełna patologia funkcjonująca w polskim państwie. To dotyczy tysięcy funkcjonariuszy  różnych służb. Ci ludzie najczęściej chcieli dalej pracować, służyć, jednak system wyrzucał ich poza nawias spraw, które robili i robić mogły. Mnie wysłano na emeryturę w momencie, gdy czułem największą zawodową moc, doświadczenie i potencjał a na dodatek znalem paru posłów i co najmniej dwóch ministrów. Perfidii wysłanie na emeryturę dodaje fakt, że była to końcówka władzy „pisu” a wyganiający mnie na emeryturę zasłużony zomowiec, powiedział, że dla takich jak ja, czas się skończył.  Facet miał całkowitą rację. Wtedy inaczej spojrzałem na propagandę polityczną, słyszałem, jaką zbrodniczą organizacją jest SB. Jednocześnie władzy nie przeszkadzało, że szefem największej organizacyjne struktury policji w W-wie, jest były esbek, który w tym czasie figurował na stronie internetowej Solidarności lubelskiej, w zakładce: „bandyci z SB, którzy nas katowali”.

Jakie to uczucie musieć zrezygnować z wykonywania zawodu, z czegoś, co było istotą, pasją, sensem życia?

– Pierwsze dni poza policją były straszne, telefon nie dzwonił, ja byłem niepotrzebny a kiedyś mi się wydawało, że beze mnie policja nie jest w stanie funkcjonować. Żeby było śmieszniej powiedziano mi o tym stanie i byłem świadomy, a jednak go przeżywałem.  Dosyć szybko się odnalazłem w innej roli, choć pochodnej do bycia policjantem.

„Spowiedź psa. Brutalna prawda o polskiej policji”czy książka powstała po wyrzuceniu Pana z pracy? Jako swoistego rodzaju rodzaj „słodkiej zemsty”?

– Niewątpliwie tak. Chciałem się odszczekać za swoje krzywdy osobiste i chyba też urojone. Nie wiem, czy mi się udało „zemścić”, ale wiem, że książka cieszy się opinią kultowej. Ba! spotykam się z przypadkami, z bardzo zabawnymi. Rozmawiam z kimś, a mój rozmówca nie wie, że ja jestem współautorem książki. Natomiast zna treść (niekiedy lepiej ode mnie) i ma bardzo sprecyzowane zdanie o … Lorantym. Najczęściej wyrobione pod wypływem osób trzecich, policjantów, którzy ze mną służyli. Czasami się zastanawiam, jak to możliwe, że w służbie znało mnie tak dużo osób…

Pana najnowsza książka „Siedem dnia z życia”  jest zapisem ścigania przestępców?

– Niedosłownie, choć dotyczy ściganie różnych zbójów. To jest mój debiut w nowej dziedzinie, mimo że mam na koncie inne książki, ta jest zupełnie czymś innym. To chyba jedyna na naszym rynku książka, która składa się z siedmiu niechronologicznie ułożonych opowiadań, gdzie akcja toczy się w różnym okresie. Mają wspólnego bohatera fikcyjnego policjanta Bernarda oraz jego najbliższe otoczenie. Są to pierwsze dni jego służby, ale  nie pierwsze, licząc od przyjęcia. Pierwsze zabójstwo, pierwszy dzień służby, czy pierwszy egzamin w szkole policyjne. Wszystko w realnych sytuacjach kryminalnych, które jeszcze można znaleźć w mediach elektronicznych. Zaprzeczam, że jest to zapis autentycznych zdarzeń kryminalnych, to nie ma nic wspólnego z faktami. Za poprzednią książkę miałem pewne komplikacje prawne, więc teraz mieć nie chcę. Jest to czysta fikcja (ha, ha) Jeżeli się spodoba czytelnikom, na pewno powstanie drugi tydzień. Przyznam się szczerze, ja tylko udaję pisarza, jeszcze jestem za słaby, by coś zupełnie fikcyjnego wymyśleć.

Co, gdyby Pan został Ministrem Spraw Wewnętrznych, wprowadziłby natychmiast …. , aby rak nie trawił organów państwa?

– Młodzieńcza nadzieja na rewolucyjne zmiany już dawno mi przeszła, proza życia wymaga zmian, ale takich „pozytywistycznych”. Wszelkie  rewolucje więcej niszczą niż budują. Francuska mordowała katolików, bo chcieli wyznawać wiarę. Sowiecka chyba wszystkich za wszystko. Jestem zwolennikiem zmian, które powstają w wyniku konsensu wielu stron. Dziś jestem osobą, która zna możliwości ministra konstytucyjnego i powiem szczerze, aż tak wiele nie może zrobić. W kwestiach dużych zmian strukturalnych. Dotychczasowi ministrowie przede wszystkim wymieniali komendantów głównych podległych im służb. Uruchamiali lawinę … wywalali funkcjonariuszy na emeryturę. Główni zmieniali wojewódzkich, wojewódzcy powiatowych a ci niżej, nawet zwykłych specjalistów. Zmiana ministra oznacza więcej ludzi na dobrych emeryturach, za które płaci społeczeństwo. Żeby było ciekawiej, najwięcej wyrzuca się ludzi, gdy zmiana ministra jest w ramach tzw. tej samej ekipy politycznej. Po odejściu Schetyny rozpoczęła się „rzeź schetyniątek”, większość wyrzuconych nie utożsamiała się z tym ministrem w żaden sposób.

Dlaczego „rzeź” jest większa w trakcie jednej ekipy?

– Bo jak się zmienia opcja polityczna to media, przynajmniej niektóre, krzyczą, że wyrzucają fachowców z doświadczeniem. Jak zmieniają rzesze komendantów w ramach tej samej opcji, nikt nie zwraca na to uwagi. Podaję przykład policji, ale służb o podobnych mechanizmach jest więcej.

No to minister nic nie może, a Pan by też nic nie robił?

– Z pewnością doprowadziłbym do zmian, które są kompetencji ministra a nie wymagają regulacji ustawowych. Jestem zwolennikiem zmian długoterminowych, które nie niszczą a dają szanse na budowę nowych sprawniejszych struktur. Jedną z pierwszych spraw wymagających reorganizacji dzięki, którym poprawi się sprawność i zmniejszy się koszty, jest szkolnictwo resortowe. Każda służba ma oddzielne szkoły i studia, utrzymuje masę ludzi i ogrom infrastruktury. Nie jest problemem merytorycznym połączenie np. kursów podstawowych wielu służb, w tym kraju obowiązują wszystkich te same przepisy karne, administracyjne czy cywilne. Specjalistyczną wiedzę charakterystyczną dla danej służby można przekazać na kursach zamkniętych, tylko dla tych konkretnych funkcjonariuszy. Broń Boże wyprzedawać infrastrukturę! To już zrobiono w wojsku. Doprowadzili do sytuacji, że nieomal zlikwidowano wojskowe komisje uzupełnień.  Bezwzględnie musi powstać Akademia Nauk  Policyjnych, jednak w oparciu o siły uniwersyteckie i wszystkie instytucje bezpieczeństwa. Wprowadziłbym systemowe badania przestępstw na wzór amerykański. Zajęcia w kursach specjalistycznych prowadziliby tylko i wyłącznie czynni praktycy pod nadzorem metodyków. Z pewnością wprowadziłbym kadencyjność na stanowiskach kierowniczych, zmianę systemu oceniania funkcjonariuszy. Dziś ciągle mamy zależność podwładnego od przełożonego na poziomie chłopa pańszczyźnianego. Jest jeszcze szereg zmian, które są bezkosztowe, ale bardzo korzystne dla sytemu  bezpieczeństwa, np. oddelegowani do pracy w innych strukturach funkcjonariusze na ten okres przestają być funkcjonariuszami w rozumieniu przepisów emerytalnych.

Ma Pan już konkretne przemyślenia. A problem emerytur, powiedzmy w „kwiecie wieku”?

– Z pewnością dążyłbym do zmian ustawy emerytalnej. Dzisiejsza jest pozornie korzystna dla funkcjonariuszy. Społeczeństwo ma świadomość, że ten kto ryzykuje życiem i zdrowiem ma prawo do wyższej emerytury. Nie widzę powodu, by sierżant z 30-toletnim stażem miał mieć mniejszą emeryturę od komendanta. Gdy zmieniają się władze w policji, większość społeczeństwa na to nie zwraca uwagi. Ale jakby brakło przez 24 godziny 300 sierżantów z patrolu, to nie wyszlibyśmy z domu. Dążyłbym do wprowadzenia do powszechnej edukacji o bezpieczeństwa szeregu elementów dotyczących uprawnień policji.  Z pewnością bym protestował, gdy policji zabierają uprawnienia szczególnie operacyjnych a domagają się wykrywalności przestępstw.  Dziś w przypadku wielu przestępstw policja nie może stosować np. podsłuchów a przy kradzieży tańszych telefonów nie wolno bilingować tego ukradzionego telefonu. Wystąpiłbym o prawo do stosowania prowokacji czynnej wobec funkcjonariuszy, bo jest to najlepsza metoda weryfikacji osoby, jej moralnych predyspozycji.

Moim największym marzeniem jest reforma całości instytucji bezpieczeństwa gdzie policja wykonuje czynności operacyjne natomiast całość procesowych jest przypisana prokuraturze lub sędziemu śledczemu. Dziś polskie społeczeństwo wymaga od policji czegoś, na co ona ma wpływ iluzoryczny.

Spośród wielu partii zdecydował się Pan wybrać PSL i stamtąd kandydować do Sejmu. Czym Pana uwiedli?

– Bo zmiany w straży pożarnej są najrzadsze, tam najmniej mieszają… Ha, ha, ale na poważnie odpowiem jak rasowy polityk. Źle postawione pytanie. Powinno brzmieć:  Dlaczego zdecydował się pan na próbę polityczną? Posiadam doświadczenie i wiedzę, działam w różnych obszarach, wykładam na uczelni, ba! prowadzę autorskie studia podyplomowe. Szkolę instytucje,  jestem biegłym sądowym, byłem ekspertem społecznym i występowałem przed połączonymi komisjami sejmowymi. Uczestniczę w debacie publicznej i spotykam się z zainteresowaniem społecznym moich wystąpień.  Więc teraz przede mną  kolejny etap rozwoju, chcę współtworzyć brać czynny udział w tworzeniu prawa. Moje dokonania kwalifikują mnie do przejścia na ten etap. Wydaję mi się, że mam predyspozycje, choć wg kryteriów polskiej polityki jest zdyskredytowany. Nie byłem i nie będę niczyim „kapciowym”.

Jakie są Pana poglądy polityczne?

– Mam wyrobione od lat poglądy społeczne, które bardzo często mylą ludzie z politycznymi. Bo  partie w ramach pijaru przypisują  sobie, np. czy patriotyzm należy do jednej partii ? czy wartość życia bronią tylko kandydaci tej partii a innej już nie ? Poglądy polityczne to coś innego, moje są trudno dopasowalne. Do każdej partii mam jakieś ale…

A zatem,  dlaczego z nimi ?

– Za wyborem komitetu wyborczego PSL zdecydowały przesłanki. Pierwsza, bo to nie platforma. Druga, bo jestem tradycjonalistą: innymi słowa konserwatystą, więc wszelkiej maści postępowi mi nie odpowiadają. Jestem synem prowincji, słoikiem, przyjechałem za pracą do stolicy i nie wstydzę się swego, ba! nawet jestem dumny z pochodzenia, matki ojca i dziadków. Kolejna przesłanka to fakt , że polityków tej partii nie widziałem przy ogniskach majdanu w Kijowie. Naprawdę trzeba mieć bardzo silną wiarę „telewizyjną demokrację liberalną”, aby nie widzieć drugiego dna rewolucyjnego zamachu na Ukrainie. Kiedyś wypowiadałem się w TVN na okoliczność protestu w Kijowie. Powiedziałem: przebiega taktyka działań policji w takim przypadku.  Podałem przykład działań  amerykańskiej policji w sprawie protestu „ruchu oburzonych”  w Central Parku, jako skutecznego działania przywrócenia porządku publicznego. W trackie programu już zrobiło się dziwnie, dodam, że już nie jestem zapraszany. Po programie znajomi z dwóch przeciwstawnych środowisk politycznych mieli do mnie takie same pretensje. Ich zbieżność poglądów był zastraszająca.

Trzecią i najważniejszą przesłanką było potraktowanie mnie przez PSL !! Nie robili mi żadnych egzaminów z poglądów politycznych, w co wierzę, w co nie wierzę i nie pytano, który kraj jest najważniejszym sojusznikiem Polski. Nie kontrolowano moich wcześniejszych wypowiedzi publicznych, czy krytykowałem premiera , ministra lub liderów partyjnych. I najważniejsze -zupełny szok, nie musiałem płacić nic na komitet wyborczy partii !

Nie wiem, jak potoczą się moje dalsze polityczne losy, ale dziś mogę oświadczyć, że spotkałem się z kulturą polityczną, która mnie pozytywnie zaskoczyła. Odbyłem spotkania z niektórymi liderami i … okazało się, że  wiele spraw własnego kraju widzimy bardzo podobnie.

Czemu właśnie Pana mają wybrać wyborcy? Bo umie pan przekonywać, że nie wszystko stracone?

– Bo, nigdy nie jest wszystko stracone. Narracje polityczne są takie, aby potencjalnych wyborców chwytać za serce. Trochę to przypomina reklamę, gdzie na początek ci mówią jak jest fatalnie używać dotychczasowego produktu, ale jak kupisz nasz, to wszystko się zmieni i poprawi, oczywiście na lepsze. Mam świadomość jak jest i mam przekonanie, co jeszcze należy poprawić, dlatego kandyduję. W swoim programie wyborczym ująłem te sprawy, które w ramach obowiązującego systemu prawnego można udoskonalić. Chciałbym przeprowadzić reformę straży miejskiej, ujednolicić jej przepisy wykonawcze i skierować do zadań, do jakich mieli być przeznaczeni, gdy tworzono tę formację. Temat trudny i społecznie niepopularny, bo dziś różni krzykacze domagają się likwidacji. Gminom i miastom narzuca się liczne obowiązki z zakresu bezpieczeństwa, więc muszą mieć swoje instytucje je realizujące. Kolejna sprawa to system ratownictwa medycznego, który jest oparty na pracownikach kontraktowych w większości krajów jest to zadanie straży pożarnej. Więc możemy zorganizować bez generowania kosztów jako system mieszany. Jest jeszcze szereg spraw z zakresu bezpieczeństwa, które są w moim zainteresowaniu politycznym.

Czeka Pana trud publicznego występowania przed wyborcami i przekonywania, że nadaje się pan na zasiadanie w Izbie. To będzie trudniejszy egzamin niż negocjatora?

– Jestem na to merytorycznie i praktycznie przygotowany. Potrafię występować w skrajnie trudnych sytuacjach wbrew publice. Będąc negocjatorem policyjnym wielokrotnie wychodziłem na wieżowce lub dźwigi mimo lęku przestrzeni, potrafiłem się zmobilizować  dla kogoś. Od chwili ujawnienia decyzji startu w wyborach spotykam się bardzo wrogo nastawionymi osobami z dwóch środowisk politycznych. Pochwalę się, zawsze udaje mi się merytorycznie porozmawiać z większością, prócz osób całkowicie zafiksowanymi na punkcie swoich partyjnych wodzów.  Jeżeli wyborcy mi zaufają i dokonają wyboru mojej osoby, ja ich nie zawiodę.

Dziękuję za rozmowę.