Każdy, nawet najbardziej skanalizowany bunt jest tak długo pod kontrolą, zanim się nie przebudzi do końca, albo nie oklapnie do reszty. Czy w tym przypadku (Kukiz’15 – przyp.red.) jest podobnie – nie mnie oceniać – mówi Miłosz Lodowski, były rzecznik prasowy Ruchu Kukiza w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl. – Wtedy, gdy w moim rozumieniu zaczęła przeważać „ciemna strona mocy”, a mnie skończyły się i narzędzia i zapał do walki o każdą oczywistość – wróciłem do normalnego życia i szarej rzeczywistości. (…)Projekt na ówczesnym etapie nie gwarantował „zmiany” w moim rozumieniu korzystnej dla Polski i Polaków  – wspomina o powodach „rozwodu” z Kukizem w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską.

Małgorzata Kupiszewska: Jak się czuje wyrzucony za burtę? „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”?
Miłosz Lodowski: Broń Panie Boże 🙂 Swoje kompetencje potwierdziłem w kampanii prezydenckiej, z której jestem i będę dumny, a teraz też jestem szczęśliwy, bo nie muszę odpowiadać za nic, co teraz jest udziałem Ruchu 🙂 I dobrze.

Komu Miłosz Lodowski nacisnął na odcisk? Stał na drodze do czyjejś kariery?
– Nie wiem, to trudne pytanie, wygląda na to, że stanąłem na drodze własnej kariery (śmiech). Sam swoich działań nie planowałem jako specjalnie uciążliwych dla kogokolwiek (śmiech). Trzeba pytać tych, po których rzekomo
deptałem, albo czują się naciśnięci moją wielką stopą (EUR 47 2/3). A już całkowicie na serio, tak długo jak się dało wypełniałem po prostu swoje obowiązki i robiłem rzeczy, w zgodzie ze swoimi przekonaniami i wiedzą. Jak
przestało to być możliwe – odszedłem. O miesiąc za późno – ale lepiej późno niż wcale.

Miłosz Lodowski nie bronił Pawła Kukiza dostatecznie, czy raczej polityka byłego rzecznika była nie na rękę jakiejś szarej eminencji?
– Dobrego przywódcy nie trzeba bronić, on broni się sam. Ja nie miałem jakiejś szczególnej polityki. Po prostu starałem się w kompetentny i rzeczowy sposób informować ludzi, którzy oczekiwali rzetelnego obiegu informacji o działalności Ruchu.

Wszystkie periodyki piszą o lawinowym spadku popularności ruchu Kukiza. Wśród wpisanych na listy do Sejmu, podniósł się bunt, bo po raz pierwszy mówi się głośno o płaceniu za miejsce na listach. Zanim dojdzie do wyborów – ruch Kukiza przestanie istnieć?
– Nie wiem nic o płaceniu, bo nie widziałem ani złotówki (śmiech), ale nie sądzę, by sytuacja była aż tak zła. A jeśli jest, to nie jest to wynik moich działań. Ruch akurat specjalnie przychylnej prasy nigdy nie miał, ba – nie mógł mieć. Kampania Prezydencka w końcu zaskoczyła wszystkich, włącznie z najwybitniejszymi specjalistami od marketingu politycznego i publicystyki politycznej, o naukowcach nie wspomnę. A ludzie nie znoszą być zaskakiwani. Zrozumiałym jest, że jakieś tam korekty musiały nastąpić. Nie grzebmy jednak przedwcześnie wciąż żywego Ruchu, to nie Halloween tylko polska polityka. Ona zaskakuje każdego, zwłaszcza brakiem logiki i konsekwencji.

Wybór nowego rzecznika to tylko zabieg kosmetyczny? Kobieta zgodzi się na
wszystko?

– Przyznam szczerze, nie miałem przyjemności poznania Pani Rzecznik. Nie uważam, by płeć wpływała na kompetencję czy kosmetykę działania. Sądzę, że wie o tym, co leży w Jej zakresie obowiązków i ma świadomość celu. Reszta to już wypadkowa poglądów i umiejętności zbudowania interakcji z widzami, słuchaczami, czytelnikami.

Pana „romans” z Kukizem zakończył się bezpowrotnie, czy jest szansa na pomoc człowiekowi, który uczy się być politykiem?
– Nie zwykłem byłem bawić się w politykę, więc w potocznym rozumieniu tego słowa też nie „romansowałem” . Od lat mam poglądy w miarę stałe i niezmienne. Z czasem jedynie, wraz ze zwiększanym poziomem wiedzy, są one bardziej precyzyjne. W życiu zajmuję się głównie działaniami wizerunkowymi i kreacją. Na nich się znam. A pracuję tam, gdzie jestem mile widziany i tam, gdzie mogę się realizować oraz widzę sens swojego zaangażowania. Ten etap swojego życia, o który Państwo pytacie, uważam za definitywnie zamknięty. Teraz czas na bardziej komercyjne działania i troskę o los własny i osób mi bliskich. W zgodzie z poglądami (śmiech).

„Polska to ty” to tylko świetne hasło chwytające za serce? Slogan?
– To oczywista oczywistość, krótka, zwięzła – dobra. I niestety banalnie prawdziwa. Jest równie niedoskonała jak wszystko co robimy, równie męcząca, rozemocjonowana, rozgadana i przegadana – jak każdy z nas. I równie biedna.
Boleśnie prawdziwy slogan.

Czyli ci, którzy uwierzyli Pawłowi Kukizowi, że mogą coś zmienić to tylko „skanalizowany bunt pod kontrolą”?
– Każdy, nawet najbardziej skanalizowany bunt jest tak długo pod kontrolą, zanim się nie przebudzi do końca, albo nie oklapnie do reszty. Czy w tym przypadku jest podobnie – nie mnie oceniać. Ja nie czułem niczyjej kontroli nad sobą poza moją własną, widziałem natomiast wiele zjawisk i pozytywnych i negatywnych. Jak w życiu. Wtedy gdy w moim rozumieniu zaczęła przeważać „ciemna strona mocy”, a mnie skończyły się i narzędzia i zapał do walki o każdą oczywistość – wróciłem do normalnego życia i szarej rzeczywistości. Jak każdy przyzwoity i normalny człowiek. Pracuję by żyć, działam by żyć lepiej nie gorzej. Projekt na ówczesnym etapie nie gwarantował „zmiany” w moim rozumieniu korzystnej dla Polski i Polaków. Bo chaosu mamy w życiu publicznym aż nadto, pustych sloganów – jeszcze więcej. Odpowiedzialne myślenie o państwie podpowiada inny tryb procedowania. Bardziej przemyślany i profesjonalny.

Co dalej się stanie z Ruchem Kukiza?
– To pytanie albo do wprawnego profety, albo do kogoś, kto odpowiada realnie za stan i działanie Ruchu. Faktycznie odpowiada, a nie deklaratywnie. Sądzę, że są w tej materii są bardziej ode mnie kompetentne osoby. Ja w życiu pustych dywagacji staram się unikać. Lubię bazować na konkrecie, tabelkach, analizach, na czymś krzepiąco realnym. Sądzę, że Ruch będzie trwał na tyle długo, by realizować cele jednych, by utrzymywać nadzieje drugich i by być solą w oku jeszcze innych. Taka twórcza synergia celów, realiów i możliwości z inercją bezwładu. Za słaby by być czymś bardzo znaczącym, historycznym (na co była jedyna i niepowtarzalna szansa jeszcze parę miesięcy temu), wystarczający by utrzymywać jakieś wpływy – bo Polska wciąż szuka nowych „języczków u wagi”, za mocny – by usatysfakcjonować wszystkich, którzy najchętniej by o nim zapomnieli.

Nic się w Polsce nie zmieni po 25 października?
– To zależy czego każdy oczekiwał i oczekuje. Ja przyznam szczerze oczekiwałem więcej, niż będzie mi dane zobaczyć, ale i osiągnąłem na tyle dużo, by czuć satysfakcję z już zauważalnej zmiany. Faktem jednak niezaprzeczalnym jest to, że nie sądzę by do głosu w polityce doszło nowe pokolenie. Znowu będą to jakieś rodzynki, może nawet jakieś szczersze wyłomy, ale wszystko w ramach działającego i przewidywalnego systemu władzy. Co poniekąd nie jest takie złe. Wszelkie rewolucje jak wiemy bywają groźne. Nie tylko zważywszy na historyczność tego, co dzieje się dookoła i równoległą słabość naszego państwa, ale po prostu ze względu na swój charakter. System dalej będzie się rozwijał i przetwarzał przez kooptację. Czasem pojawi się więcej pustych słów z małą zawartością treści, a czasem jakiś konkret. Zgłoszony i zrealizowany pro publico bono. Tak to się kręci…

Dziękuję za rozmowę.

Miłosz LodowskiMiłosz Andrzej Lodowski, rocznik 1977, designer, projektant, architekt, Krakowianin, szef kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza i Rzecznik Prasowy Kampanii, były rzecznik prasowy Ruchu Kukiz’15.