Polska jest rajem inwestorów, ale jest piekłem pracowników – mówi socjolog dr Jan Sowa w wywiadzie dla PAP. Dodając, że w naszym kraju zbudowano kapitalizm, który w radykalny sposób faworyzuje właścicieli kapitału, w związku z czym cierpi na tym praca.

Jak podkreśla Jan Sowa, autor głośnej książki „Inna Rzeczpospolita jest możliwa!”

Mamy niski stopień udziału płac w PKB – 37 proc. to naprawdę bardzo mało, to nam mówi, ile wypracowanego bogactwa rzeczywiście trafia do naszych kieszeni.

Jak podkreśla socjolog to niestety efekt zbyt małej presji zatrudnionych na podwyżki płac

Po co komuś płacić więcej, jeśli można płacić mniej? Skoro ta osoba się nie buntuje, nie ma żadnych regulacji, firmy państwowe nie ustanawiają żadnego wzorca, do którego można dążyć czy dostosowywać się, to płacimy jak najmniej, bo wtedy więcej zarabiamy.

W takiej sytuacji jednym rozwiązaniem jest wstępowanie do związków zawodowych, najlepiej takich, które – jak NSZZ Solidarność – zawsze stoją po stronie pracowników.

Chodzi o to, by się samoorganizować i walczyć w obronie swoich interesów poprzez różnego rodzaju akcje (…) jeśli państwo nie będzie temu sprzyjać, to oczywiście to będzie o wiele trudniejsze, by wymusić podwyżki pensji

Inaczej grozi nam, jak zauważa Jan Sowa, następujący obraz Polski za 25 lat, jeśli dalej będziemy się rozwijać według dzisiejszego modelu gospodarczego:

80 proc. pracowników na tzw. śmieciówkach; wyjedzie już jedna trzecia obywateli, w tym dwie trzecie młodych; stopień zastąpienia dla emerytur wyniesie co najwyżej 20 proc.; jedno z najstarszych społeczeństw na świecie (…) Świetny kraj! Pamiętajmy, że nawet sekundę przed uderzeniem w ziemię samolot wciąż jeszcze leci. Tylko co z tego?

Ryzyko takiego czarnego scenariusza zwiększają tzw. elity, które w naszym kraju

budzą się 40 lat za późno. Postawienie w gospodarce na politykę stymulowania przez państwo kapitalizmu, jak chciał Keynes, już nie zadziała. Kapitalizm jest obecnie inny

i to nie tylko u nas

od lat 70. w Ameryce dochody najbiedniejszych nie tylko nie wzrosły, ale nawet zmalały. Jedna piąta zarabiających najmniej ma dziś pensje na poziomie z roku 1955, chociaż skumulowany wzrost PKB wyniósł w tym czasie ponad 200 proc.

Autor „Inna Rzeczpospolita jest możliwa!” jednocześnie zwraca uwagę, że

W Polsce nie opłaca się poszukiwać innowacji, bo to wymaga czasu i nakładów, a taki sam zysk można osiągnąć łatwiej inną drogą – przez wyzysk siły roboczej, która jest tania.
(…) Zresztą polska gospodarka nigdy nie była innowacyjna. Szlachta produkowała głównie zboże na eksport, bo to było najprostsze. I nie kombinowała z jakimiś nowymi metodami uprawy, skoro można było dołożyć chłopom dzień pańszczyzny.

W efekcie takich doświadczeń

Polacy są pogodzeni z losem, bo historia ich przetrenowała w sposób wyjątkowo okrutny do ciężkiej, niewolniczej pracy. Całe wieki pańszczyzny, później ciężka praca w PRL i III RP. Jeśli popatrzymy na wydajność pracy, to Polska jest na poziomie dwóch trzecich średniej unijnej, jednak zarabiamy tylko jedną trzecią tego, co zarabia się w Unii, i godzimy się na to. Udział płac w PKB jest w Polsce bardzo niski.

Jednocześnie jak zauważa socjolog tzw. europejskie aspiracje elit politycznych sprawiają, że inwestujemy w przedsięwzięcia, które są imponujące np. szybkie koleje, jak Pendolino. Tymczasem

Pendolino to jest wisienka na torcie, a my jeszcze nie mamy tortu. Samą wisienką się człowiek nie naje

Szczególnie, że w Polsce, jak przypomina Jan Sowa

mamy jeden z najwyższych w Europie odsetek ludzi pracujących za pensję minimalną – ok. 25 proc. – i jedne z najniższych w Europie kosztów pracy z pochodnymi.
Do tego jeden z najniższych poziomów udziału płac w PKB.

Zmienić to można tylko razem, organizując się w silne związki zawodowe. Dlatego, każdy kto chce lepiej zarabiać i godnie żyć zamiast narzekać powinien jak najszybciej wstąpić do NSZZ Solidarność.

(zz)