Śmiertelny konflikt między zarządem „Agory” a zespołem redakcyjnym ”Gazety Wyborczej” przybiera publiczne i brutalne formy.
Prawicową bańkę i pisowskich propagandystów przytkało; ci ostatni nie wiedza co pisać, bo sprawa jest poważna, a nie przyszły jeszcze wytyczne od tych, co na górze. Można się jednak spodziewać eksplozji schadenfreude.
W tej sprawie pozwolę sobie na jedną deklarację i jedną uwagę.
Deklaracja. Sercem i rozumem jestem w tym konflikcie za Adamem Michnikiem i środowiskiem „GW”. Przyczyna jest prosta: jestem za moim starym, dobrze znanym i darzonym przeze mnie szacunkiem wrogiem, który choć odpowiada za niemałe zło, to także tworzył wiele dobra, a bilans wcale nie jest dla mnie jednoznaczny. Zarząd Agory to podmiot bez właściwości poza właściwością biznesową.
Uwaga. Redakcja „GW”, czyli przede wszystkim Adam Michnik i Jarosław Kurski, twierdzą, że jest to konflikt między zarządem Agory – „ macherami od cashu Excela” a ideowym i opiniotwórczym zespołem. „Pytamy, więc publicznie – piszą redaktorzy – ten Zarząd: Bartosza Hojkę, Annę Kryńską, Tomasza Jagiełłę, Tomasza Grabowskiego, Agnieszkę Siuzdak, a także patronującą im Wandę Rapaczyński: Czy to wasza zajadła mściwość, głupota, czy błąd?”
Zarząd Agory odpowiedział niemniej brutalnie i całkowicie zdezawuował Michnika i Kurskiego: „To spór personalny, a jego osią są sukcesja, władza, pieniądze i oczekiwanie zwiększonych przywilejów dla wybranych osób”.
Z mojego punktu widzenia i wedle mojej dość fragmentarycznej wiedzy najważniejsze w oświadczeniu redaktorów było stwierdzenie, że to Wanda Rapaczyński jest protektorką zarządu Agory i następujące po nim pytanie skierowane do Heleny Łuczywo: „Pytamy też naszą »matkę założycielkę«, właścicielkę złotej akcji Helenę Łuczywo. Jest to pytanie bolesne dla zespołu i kierownictwa redakcji: Dlaczego na to wszystko pozwalasz? Heleno, dlaczego godzisz się na powolne niszczenie także dzieła swego życia? Czy naprawdę uważasz, że o los »Wyborczej« lepiej zadba korporacja niż sam zespół »Gazety Wyborczej«?”. Odwołanie się do „złotej akcji” oznacza, że zdaniem redaktorów Helena Łuczywo, gdyby chciała, mogłaby skierowane przeciw redakcji „GW” decyzje Agory zablokować.
10 miesięcy wcześniej w 75 urodziny Heleny Łuczywo Adam Michnik mówił do niej: „Powiem krótko: każde środowisko, instytucja czy krąg ideowy mają swoją duszę, mają swoje serce, mają też swój mózg. Ty, Helenko, byłaś od początku duszą, sercem i mózgiem „Gazety Wyborczej”. Stworzyłaś instytucję, której jedni nie znoszą, inni szanują, ale nikt nie może się bez niej obejść. Za to Ci dziękujemy i składamy życzenia wszystkiego najlepszego”.
Niewątpliwie od co najmniej kilkunastu lat istniało napięcie między bardziej biznesowo nastawioną Agorą a misyjną, nastawioną na działania opiniotwórcze redakcją „GW”.
Nie mam wiedzy, by oceniać, czy ten konflikt ma także aspekt sporu personalnego, w którym chodzi o sukcesję, władzę, pieniądze i przywileje, ale gdy o sprawy ludzkie chodzi, byłoby dziwne, gdyby ten wątek był całkowicie nieobecny, choć nie musi on być dominujący.
Najbardziej fascynujące jest to, że – wedle mojej fragmentarycznej wiedzy o tym środowisku – w głębokim tle, gdy chodzi o relacje Helena Łuczywo – Wanda Rapaczyński oraz Helena Łuczywo – Adam Michnik, występuje ludzki, arcy ludzki, nie mający nic wspólnego z pieniędzmi i przywilejami oraz modelami biznesowymi konflikt między najgłębiej przeżywanymi, godnymi szacunku lojalnościami i emocjonalno-moralnymi zobowiązaniami.
Samo życie tworzy materiał dla literatury wysokiego lotu. Obawiam się jednak, że skończy się na prostackim roman a clef.
Autor: Ludwik Stanisław Dorn
Polski polityk i publicysta, w 2007 marszałek Sejmu V kadencji. W latach 1997–2015 poseł na Sejm III, IV, V, VI i VII kadencji, współzałożyciel partii Prawo i Sprawiedliwość i jej wiceprezes w latach 2001–2007, w latach 2005–2007 wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.
Zostaw komentarz