Po roku wojny na Ukrainie skala rosyjskich zbrodni przeraża. Już udokumentowano dziesiątki tysięcy przypadków, ale ich liczba codziennie rośnie. W doniesieniach medialnych o torturach jakie rosyjscy żołnierze stosowali ( i stosują) wobec cywili i jeńców wojennych używa się określenia „nieludzkie”. Bo takie w istocie są. Opierają się na dehumanizacji ofiar czyli odczłowieczeniu albo przedstawianiu ich jako „ coś gorszego”, co zwalnia oprawców z przestrzegania zasad jakimi zazwyczaj rządzą się przemyślane działania wobec bliźnich. Zwalnia z moralności.

Philip Zimbardo, amerykański psycholog tak opisał to zjawisko. Dehumanizacja jest wtedy, gdy pewne istoty uważają innych za wykluczonych z kategorii moralnej jaką stanowi istota ludzka. Działa ona jak ślepota umysłowa przesłaniająca myślenie i zaszczepiająca przekonanie, że inni, to mniej jak ludzie. W takich warunkach może dochodzić do destrukcyjnych okrucieństw. Jego definicję można też odnieść do grup, społeczności lub narodów, które otumanione propagandą rządzących przedstawiającą innych jako samo zło i przez nich zachęcane, dopuszczają się na ofiarach bestialskich czynów. Tak było w nazistowskiej propagandzie odnośnie Żydów, co skończyło się hekatombą zabitych czy, całkiem niedawno, w Rwandzie. A teraz na Ukrainie. Putin w swym przemówieniu uzasadniającym agresję na sąsiada nazywał Ukraińców „nazistami” odwołując się do złych skojarzeń znanych Rosjanom z II wojny światowej. A potem rosyjska propaganda, posłuszna „carowi” z Kremla, zaczęła odmieniać ten epitet przez wszystkie przypadki wsączając w umysły Rosjan truciznę  dehumanizacji, która „usprawiedliwiała”: gwałty, tortury, masowe zabójstwa. 

Mieszkańcy z odbitych Rosjanom terenów opowiadali dziennikarzom i przedstawicielom ukraińskich organów ścigania, że po wejściu rosyjskich żołnierzy, wszystko odbywało się według podobnego schematu. Po dwóch, trzech dniach rosyjscy dowódcy zachęcali podwładnych „by sobie ulżyli” co oznaczało zachętę do gwałtów kobiet. Zbrodnie gwałtu popełniali nawet na 80. latkach i 4. letnich dzieciach. Zdarzały się też przypadki zmuszania członków rodziny do oglądania przemocy seksualnej wobec bliskich. Symbolem rosyjskich zbrodni stała się Bucza. Świadkowie opowiadają, że po wyjściu Rosjan, zobaczyli przerażający obraz. Wzdłuż ulic leżały ciała jej mieszańców. Często okaleczone na skutek tortur np., z rękoma spętanymi drutem. By ukryć swoje zbrodnie okupanci palili zwłoki albo chowali je w zbiorowych, nieoznakowanych grobach. Ale Bucza nie jest jedyna. Takich Bucz na terenach zajętych przez Rosjan jest wiele. O niektórych, na terenach odbitych, już wiemy. A ile jeszcze się odkryje po całkowitym wyzwoleniu Ukrainy np. w Melitopolu. Wydawało się nam, że 78 lat od zakończenia II wojny światowej już nie zobaczymy takich obrazów jak tych z Ukrainy. Wydawało się nam, że już nikt, by realizować swoje imperialne zapędy, nie ucieknie się do tych samych metod i tej samej dehumanizującej bliźnich propagandy jak czynił to  Adolf Hitler. 

Myliliśmy się i jak gorzka oraz tragiczna jest ta pomyłka. Raz jeszcze, „ludzie, ludziom zgotowali ten los”. Dlatego tak ważne jest, by po zakończeniu wojny jej sprawcy stanęli przed sądem. I ponieśli karę za zbrodnie na ciele i na umyśle. 

Artykuł pierwotnie opublikowano na Belsat.eu 

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl