Historia Zygmunta Miernika jakiej nie znacie. Zasłona spada i wyłania się tragiczny obraz człowieka bez honoru i krzty godności. Czy człowiek, któremu pomagało tak wielu Polaków może w tak bezceremonialny sposób odwrócić się od chorej kobiety? Prawda często boli, ale nas wyzwoli. – Dziś będzie kilka słów prawdy. Niewygodnej i przykrej, ale jednak prawdy, której nie wolno zamiatać pod dywan – pisze Magda Kośny, która jest chora na marskość wątroby, mając dzięki niej żylaki przełyku i dwunastnicy, a także przewlekłe zapalenie trzustki. Pomimo tak ciężkiej choroby postanowiła pomóc Zygmuntowi Miernikowi, gdy ten odbywał karę pozbawienia wolności.
W całej akcji „nie chodziło o pomoc w chorobie koleżance, tylko w ogóle o ustalenie, że Magda rezygnuje ze zbiórki na swoje nazwisko, bo Miernika jest bardziej znane, a w zamian za promocję i organizację Miernik odpala połowę Magdzie. To nie była żadna łaska, to było ustalone jeszcze przed zbiórką, o czym Miernik doskonale wiedział. Teraz twierdzi, że nie było żadnych ustaleń!” – pisze zbulwersowany Wojciech Jastrzębski.
Wszystko było jasne i klarowne. – Historia zaczęła się, gdy byłam w szpitalu od 18.11.2016 roku. Wtedy to Sławek Krawczyk dał mi numer do internetowej telewizji Idź Pod Prąd, gdzie zapewniano mnie o tym, że ogłoszą zbiórkę. Sprawa się przeciągała. Sławek sam pomagał mi, jak tylko mógł, przelewając pieniądze na leki, bieżące potrzeby i mieszkanie. Jakiś czas później padł pomysł zorganizowania zbiórki na pomagam.pl. Podratowało to nieco sytuację i dało czas na działanie telewizji, która ogłosiła zbiórkę na Zygmunta Miernika (zebrano ponad 46 tysięcy), a tenże miał się podzielić z chorą koleżanką. Dziś Miernik zaprzecza, aby miał się czymkolwiek dzielić i neguje to, jakoby Pastor Chojecki i Marian Kowalski przekazywali mu taką informację. Mimo, iż zarzekają się, że przekazali ustalenia. Zresztą te słowa padły także na wizji, więc nie da się ich podważyć. A wyparcie się Miernika i tłumaczenie się rzekomą niewiedzą, mam nagrane – podkreśla Magda Kośny.
Gorzkie słowa padają, gdy przypomina sobie ustalenia i obietnice. – Dziś żałuję wraz ze Sławkiem, że pomagałam Miernikowi, skontaktowałam go z tą telewizją i w ogóle poznałam. Dodatkowo robiłam to w mrozie, podczas choroby, a Zygmunt Miernik siedział w ciepłej celi. Czy jest patriotą? Niestety nie – stanowczo stwierdza Kośny, która walczyła przez lata o dobrą zmianę w Polsce.
W całej historii, którą publicznie ujawnia nie chodzi o zemstę. – Niech każdy osądzi w swoim sumieniu czy gdyby niespodziewanie dostał prawie 50 tysięcy złotych i dowiedział się, że współorganizatorem zbiórki jest chora, młoda dziewczyna, która dała telewizji kontakt do niego itd, to czy podzielilibyście się pieniędzmi, czy odmówilibyście jej pomocy ? Jaka wasza opinia? – pyta rozgoryczona.
Pomimo kłód rzucanych pod nogi nie traci rezonu. – Wiem jednak, że bez nich też sobie poradzimy i tu podaję link do mojego subkonta, gdzie można wpłacić darowiznę, przekazać 1% podatku oraz wesprzeć poprzez wysłanie charytatywnego SMS-a. Czołem Wielkiej Polsce! – kończy swoje wyznanie Magda Kośny.
Sprawa jest bardzo poważna. W związku z tym apelujemy do wszystkich czytelników o pomoc i wsparcie w tej trudnej i nierównej walce Magdy z chorobą. W Polsce nie wielu ludzi jest tak bardzo oddanych sprawom Ojczyzny, by narazić swoje zdrowie i życie. Ta dzielna młoda kobieta przez lata pokazał w realnym życiu, że nie boi się trudnych wyzwań. Internauci, którzy znają Magdę wiedzą, że nie są to słowa na wyrost.
Bolał ją brzuch, jak była mała. Jak urosła, kazała sobie wyciąć żołądek. Wymyśliła raka, a lekarze jej uwierzyli.
Świadomie i celowo wytwarza sztuczny problem, pozoruje albo prowokuje jakąś chorobę, bo chce skupić na sobie uwagę. Ale nie wie dlaczego. Zespoł Münchhausena
http://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/oszukala-wszystkich-wymyslila-raka-i-wycieli-jej-zoladek,118,2136