„NIECH NAD WASZYM GNIEWEM NIE ZACHODZI SŁOŃCE” (Efez.)
Coraz częściej młodzi nie chcą brać ślubu. Chcą być razem, ale osobno. Bez konsekwencji, odpowiedzialności, zawierania trudnych kompromisów, czasem rezygnacji z własnych ambicji czy dążeń. Takie mamy czasy. Małych egoistów i egocentryków.
Jesteśmy z żoną po ślubie już trzydzieści lat i – co ważne – jesteśmy „małżeństwem z odzysku”.
Pobraliśmy się gdy już mieliśmy pod czterdziestkę i bagaż złych doświadczeń z poprzednich związków.
Ja chciałem ślubu bo dla mnie „życie na kartę rowerową” to jak jazda samochodem bez uprawnień. Nie widziałem innej opcji. Tylko małżeństwo, choć nikt nam nie gwarantował, że się uda.
Przez te trzydzieści lat w naszym małżeństwie były i dobre i złe chwile. Te z naszej winy i te, na które nie mieliśmy wpływu. Było też wiele radosnych: wspólne wyprawy na kraniec świata i po Europie, budowa naszego domu, spacery po lesie i wspólne lektury.
Od początku lubiliśmy ze sobą być i nigdy się razem nie nudziliśmy.
Co nie oznacza, że się nie kłóciliśmy. Na ogół o jakieś duperele, o których potem szybko zapominaliśmy.
Ale jak mówi święty Paweł w liście do Efezjan ” nad naszym gniewem nigdy nie zachodziło słońce”. Wybaczaliśmy sobie szybko nasze „grzechy” bo łączy nas miłość i szacunek.
Oboje wiemy, że jesteśmy jeden dla drugiego. Nie dla siebie wyłącznie. Czasami z czegoś rezygnujemy, gdy to drugie tego nie chce, albo robimy rzeczy, na które sami nie mamy ochoty. By sprawić sobie frajdę i widzieć na twarzy radość bliskiej osoby.
Oboje też nie wyobrażamy sobie, że mogłoby być inaczej.
To truizm, ale małżeństwo to coś więcej jak papierek z urzędu stanu cywilnego lub parafii.
To silna, wewnętrzna więź sprawiająca, że choć tak różni, jesteśmy jednym ciałem i duchem.
To wzajemna odpowiedzialność za siebie. Niekiedy za cenę cierpienia.
To także tysiące małych chwil, niby rutynowych jak wspólny posiłek, ale sprawiających tak wiele radości.
To głębokie pragnienie by razem się zestarzeć. Nie obok siebie, ale razem .
Zostaw komentarz