Marcin Jop:#Pokój_Analiz.
#Raport_z_Ukrainy!
Dziś 9 grudnia 2022 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.
Trwa wojna pozycyjna. Wraz z gasnącym, grudniowym dniem, coraz trudniej prowadzić działania bojowe obu stronom. Nie tylko z powodu wilgoci i błota, ale także z powodu rosnącego wyczerpania wojsk. Niemniej jednak Rosjanie kontynuują swe ofensywne próby w rejonie Awdijewki, Bachmutu, Biłohorywki. Starcia trwały także w rejonie Kreminnej, ale nie miały takiego natężenia, jak zmagania w znanych nam już doskonale lokalizacjach położonych na południe od Dońca.
Armia ukraińska powitała na froncie starych znajomych – po długim procesie odtwarzania do akcji dowództwo rosyjskie skierowało ponownie 144 Dywizję Strzelców Zmotoryzowanych i 106 Dywizję WDW. Obie jednostki zostały zresztą wzmocnione poprzez dołączenie różnych drobnych oddziałów. Mimo napływu świeżych sił Rosjanie nie mogą się pochwalić większymi sukcesami. Zdołali po bardzo długich i wyczerpujących walkach zając w całości lub w części kilka miejscowości, w tym Opytne i Marinkę, ale w żaden sposób nie zdołali zrealizować swego celu strategicznego, gdyż nie ma najmniejszych dowodów świadczących o zaangażowaniu w walki zwolnionych po upadku Chersonia ukraińskich jednostek bojowych. Sami natomiast zaliczyli kilka konkretnych gongów po drodze. Zarówno w rejonie Bachmutu, jak iw rejonie Awdijewki kilkukrotnie dali się złapać w pułapki ogniowe ukraińskiej artylerii i ponieśli duże straty. Jedyne, co zyskują to dość krwawo okupione doświadczenie bojowych odświeżonych jednostek – ale taka to już u nich tradycja.
Wbrew obiegowej opinii opierającej sie na przerażających fotografiach przedstawiających księżycowy krajobraz w rejonie toczonych walk straty bojowe trudno uznać za bardzo duże. I to po obu stronach.
– Po pierwsze dlatego, że do ostrych zwarć dochodzi dość rzadko i coraz dłuższe są pauzy pomiędzy kolejnymi rosyjskimi próbami. To ewidentnie efekt „zużycia wojsk” po obu stronach – tak ludzi, jak i sprzętu.
– Po drugie, słabnie skokowo zdolność rosyjskiej artylerii do zapewnienia elementarnego przygotowania artyleryjskiego kolejnym natarciom. Przy zamgleniach i niskiej podstawie chmur ich drony rozpoznawcze pracujące na rzecz artylerii polowej są bardzo nieefektywne i to widać już od pewnego czasu.
Wbrew kolejnej obiegowej opinii, to nie jest tak, że bronią pancerną nie da sie w takich warunkach prowadzić działań na obszarze wschodniej Ukrainy. Da się. Nie na taką skalę, jak mroźną zimą, lub latem, ale się da. Dlaczego zatem się jej nie prowadzi? Rosyjska armia doszła do ściany i od pewnego czasu tłucze w nią głową. Poniesione straty w sprzęcie bojowym, wciąż nie rozwiązane problemy z kulejącym systemem zaopatrzeniowym i katastrofalny brak zdolności remontowych paraliżuje Rosjan bardziej niż pogoda, która jest zaledwie jednym z czynników ich porażek i wcale nie decydującym. Nie są w stanie odzyskać inicjatywy strategicznej i ich drobne sukcesy polegające na zdobyciu ruin tej, czy tamtej miejscowości niczego nie zmieniają. Dlatego gorączkowo rozbudowują na bezpośrednim zapleczu frontu linię fortyfikacji polowych, która ma zabezpieczyć ich zdobycze w Donbasie, a kolejne próby wciągnięcia sił ukraińskich w wyniszczające walki pozycyjne służą – podkreślę raz jeszcze – wyłącznie opóźnieniu nieuniknionego kolejnego ukraińskiego natarcia.
Kiedy dojdzie do kolejnych operacji zaczepnych armii ukraińskiej? któż to wie? Nie ma co czarować – wszystko zależy od ilości zapasów zalegających w wojskowych magazynach i tempa odtwarzania stanów jednostek bojowych, oraz właściwego przygotowania rekruta do służby. Obie strony poniosły ogromne straty i choć dużo bardziej są one odczuwalne przez siły rosyjskie, których najlepsze jednostki zostały po prostu zdziesiątkowane, to także po stronie ukraińskiej wiele jednostek trzeba było odtwarzać właściwie od podstaw. Z rosnącym zdumieniem obserwuję dyskusję na temat wpływu strat w ludziach na zdolność bojową armii ukraińskiej. Jeśli ocenimy jej straty bezpowrotne, czyli zabitych, zmarłych, zaginionych, jeńców, ranionych w stopniu uniemożliwiającym powrót do szeregów, na liczbę rzędu około 25 tysięcy ludzi, nie powinniśmy jej porównywać do najwyższego stanu całych sił zbrojnych, wynoszącego latem około 700 000 ludzi. Straty w zdecydowanej większości dotyczą tak zwanego stanu bojowego armii, czyli mówiąc staromodnie stanu „bagnetów”. To liczba żołnierzy wypełniających szeregi pododdziałów bojowych i jest ona zawsze zdecydowanie niższa od łącznego stanu armii. Jeśli tak postawimy sprawę, jasnym staje się, jak wielkim wysiłkiem jest zapewnienie stałego dopływu wyszkolonych rezerw na front, a do tego jeszcze aktywowanie kilku całkiem nowych związków bojowych – jak niedawno 77 Brygada Desantowa.
W każdym razie wolę zachować ostrożność z jakimikolwiek wiążącymi deklaracjami, gdyż na teraz nie dostrzegam żadnych symptomów kończenia przygotowań do dużej operacji zaczepnej. Nie znam stanu gotowości bojowej wielu jednostek, ani nawet ich rozmieszczenia. Wiem tylko, że do kontrataków w minionych dziesięciu dniach na zagrożonych kierunkach Ukraińcy użyli elementów trzech zaledwie brygad, z których dwie (3 i 4 Brygada Pancerna) od lata przynajmniej stanowiły rezerwę operacyjną frontu w Donbasie. W chwili obecnej zresztą ukraińskie pozycje obronne są tak rozbudowane w głąb, że nie najmniejszej możliwości prawdziwej głębokiej ich penetracji przez Rosjan. Mówimy tutaj o przynajmniej czterech pasach obrony na kluczowych z punktu widzenia ukraińskiego dowództwa odcinkach frontu.
Wszyscy byliśmy pod wrażeniem ukraińskiego ataku na bazy rosyjskich bombowców strategicznych dokonanych za pomocą doraźnie przygotowanego kompletnie przestarzałego uzbrojenia. Musze przyznać, że moje pierwsze skojarzenie, to blamaż na poziomie sławnego lotu Matthiasa Rusta,ale mówiąc poważnie, jest jeszcze jeden sygnał świadczący o słabości rosyjskiego systemu obrony przeciwlotniczej. Kolejny raz pocisk systemu S-300 ukraińskiej obrony przeciwlotniczej minął się z celem, którym był pocisk manewrujący „Kalibr” i spadł na terytorium Mołdawii. Oczywiście, na wyposażeniu sił rosyjskich jest wiele zestawów S-300 będących głęboką modernizacją tych, które są używane przez Ukrainę, ale ja jakoś nie mam zaufania do rosyjskiej myśli technicznej. Najważniejsze w tej całej przypowieści jest to, że siły rosyjskie na dłuższą metę pozostają bezradne wobec takich incydentalnych operacji ukraińskich. Tutaj przypomnę też udany atak Toczkami na rosyjskie lotnisko w początkowej fazie wojny, albo skuteczny ostrzał logistyki kilkadziesiąt kilometrów za linią frontu.
Czego możemy sie spodziewać po Rosjanach w nadchodzących dniach? Na pewno nie operacyjnej finezji na poziomie Planu Schlieffena. Surowikin okazuje się być typowym wytworem rosyjskiej szkoły myślenia o wojnie. To kolejny z całej plejady tępych brutali, o których z niezwykła lubością zwykli potem przez generacje wspominać Rosjanie. Jego największym osiągnięciem (w istocie niemałym) pozostaje jak dotychczas przywrócenie dyscypliny w armii, a właściwie w jej jednostkach bojowych. Na zapleczu z bardakiem nie wygrał ani Suworow, ani Żukow, ani żaden inny Skobielew, więc nie ma najmniejszego powodu by sądzić, że podoła akurat Surowikin. Jest jeszcze jeden aspekt bechawioralny, o którym warto wspomnieć w kwestii rosyjskiego dowództwa najwyższego. Otóż pozycja Surowikina wcale nie musi być tak silna, jak się nam wydaje po ewakuacji Chersonia. Pragnę uzmysłowić Państwu, że taka już natura współpracy z tyranem, że zdobycie przez generała Surowikina atencji Putina i jego akceptacji w stosunku do planu działań teraz nie oznacza automatycznie akceptowania decyzji Surowikina w przyszłości. Chciałbym wspomnieć tylko, że przy okazji każdorazowej zmiany na stanowisku Szefa Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych III Rzeszy Hitler był zachwycony świetnymi relacjami wspólnym językiem. Czar „miesiąca miodowego” szybko jednak pryskał, podobnie jak iluzja kolejnych generałów, że to właśnie oni są w stanie wpłynąć jako eksperci na wojskowego dyletanta. Także można śmiało odnotować, że zachowawcza strategia działania Rosjan nie musi wcale trwać zbyt długo. Podobnie jak kadencja Surowikina, który jednak mimo wszystko jest facetem kompetentnym.
na fotce ukraiński egzemplarz Tu-141. Jeśli taki aparat był w stanie sforsować rosyjską obronę baz strategicznych bombowców powinno sie też udać latawcom. Koniecznie żółto-niebieskim, to jedyny warunek powodzenia misji.
Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop
Zostaw komentarz