Mały fragmencik z książki:
„I tak oto, znalazłem się w sali konferencyjnej w nowoczesnym i bardzo kosztownym budynku w centrum Berlina. Bóg nie reagował na mój krzyk i opróżniane z zawartości niewinne skorupy. Na szczęście ludzie wymyślili sposób, który pozwoli mi na stworzenie gromu jęczących dusz, który na pewno przerwie Jego sen. Jak wiemy, jeśli archaniołowie mordują, to tylko na masową skalę, a ja stałem wyżej niż jakikolwiek archanioł.
– Dzień Dobry! Mam nadzieję, że podróż minęła panu bez żadnych kłopotów! – z zamyślenia wydobył mnie głos wysokiego, szczupłego mężczyzny, który właśnie wszedł do sali. – Jestem Martin Schleyer z „Bionic”.
– Piotr Wiślicki, ale to już pan wie – wstałem i przywitałem się uściśnięciem ręki z gospodarzem spotkania. – Na szczęście tu nie musimy się wygłupiać! – dodałem.
– Na szczęście! – roześmiał się Niemiec – Chociaż dbamy o pozory na ulicy. Nie ma co prowokować dziennikarzy, chociaż trzymamy ich. krótko. Pan też ma maseczkę w kieszeni!
– Mam – wzruszyłem ramionami i przeszedłem szybko do celu spotkania. – Wie pan kim jestem i czego się ode mnie spodziewają moje władze. Rozumiem, że nikt więcej nie będzie nam towarzyszył?
– Nie! – Schleyer kiwnął głową – Nasi amerykańscy partnerzy mają do pana ogromne zaufanie i nie było sensu angażować ich. Nota bene, polskie władze nie przesadziły reklamując nam pana.
– Miło mi! – machnąłem ręką na znak zniecierpliwienia – Przejdźmy do rzeczy! Nie chodzi panom o zniszczenie konkurencji, ale o zasłonę dymną, która przekona ludzi do szczepień. Prawda? Nie chcecie tworzyć przymusu, bo boicie się, że konieczne do wyegzekwowania obowiązku siły bezpieczeństwa będą nie do końca lojalne. Efektywniej i taniej będzie sprawić, by ludzie sami wchodzili do komór – skrzywił się na to porównanie, a ja uśmiechnąłem się tylko i mówiłem dalej. – Proszę nie traktować ostatniego fragmentu mojej wypowiedzi jako zwyczajową złośliwość Polaka wobec Niemca. Ja tylko stwierdzam fakt, pokazuję opisane już wielokrotnie, tak szczegółowo, że aż stało się banalną zasadą. Najlepiej pracuje niewolnik, który sam zakuł się w kajdany i jest przekonany, że jest wolnym człowiekiem, a stan taki osiągamy dzięki wentylom bezpieczeństwa i zabawkom, dostępnym na kredyt. Ludzie mają wolne media i nie zauważają tak zwanych „zasad społeczności”, które narzucają im sposób myślenia. Policjanci mają bliższe i dalsze rodziny i mogą nagle spotkać w opornym tłumie swoich krewnych. Poza tym, także umieją czytać.
– Mieli rację ci, którzy polecili nam pana! – Niemiec pokręcił głową – Mniej więcej o to chodzi! Szczepienia nie pomogą, niektórym, nie jest ich wielu, zaszkodzą, innym osłabią odporność, co spowoduje z kolei wzrost popytu na inne nasze produkty, ale to jest mniej ważne. Chcemy zbudować całkowite uzależnienie społeczeństw od systemu. Ludzie muszą zrozumieć, że tylko system zapewni im wikt i opierunek. Osiągnąć to można poprzez stworzenie stałego poczucia zagrożenia… – przerwał widząc moją minę – Niepotrzebnie panu to mówię, bo przecież to pan opracował rok temu zasady takiej polityki. W takim razie, jakie pan widzi możliwości wprowadzenia naszego planu w życie?
– Tu jest napisane przeze mnie memorandum – podałem mu pendrive. – Proszę się nie obawiać! Komputer, na którym to pisałem nie miał nawet karty sieciowej ani dysku twardego. Był starym gratem, kupionym za gotówkę na bazarze i już nie istnieje. Przeczytacie to wszyscy spokojnie, a ja teraz streszczę panu najważniejsze punkty. Proszę też o to, by nagranie naszej rozmowy nie stało się „dobrem publicznym”.
– Nie…chyba…rozumie pan przecież…- plątał się.
– Rozumiem! – uśmiechnąłem się – Sam bym nagrywał tego typu spotkania, ale przejdźmy do rzeczy. Plan dzieli się na trzy etapy. Etap pierwszy polega na wytworzeniu przekonania, że jedynym sposobem na odzyskanie przez ludzi swojego stylu życia są szczepienia. W tym etapie należy stopniować restrykcje w sposób falowy, czyli wprowadzać je i osłabiać w nieregularnych interwałach czasowy. Doprowadzi to do powszechnego uczucia niepewności. Trzeba liczyć się z protestami i próbami łamania obostrzeń, lecz poprzez stopniowanie reakcji policyjnych liczba opornych będzie maleć. Dodajmy do tego odpowiednią propagandę, epatującą liczbami chorych, zmarłych, celebrytami w stanie prawie agonalnym, ale też tragediami zwyczajnych ludzi. Nie sądzę, by był to problem. Wielu ludzi za małe pieniądze odegra to, co im się każe. jednocześnie wprowadzamy w przestrzeń publiczną informacje o szczepionkach, zaznaczając, iż władze chcą, by były darmowe. Jest tu ukryta sugestia, iż mamy ich wystarczającą ilość. Teraz etap drugi. Restrykcje powinny być coraz większe, nieoczekiwane i nagłe. Niepewność ludzi powoli zmienia się w strach. Teraz dopiero tworzymy rynek szczepionek. Nastawiamy media, wszystkie media, na ciągłe pokazywanie wszystkich naukowych aspektów, pomieszanych z ekonomicznymi. Im będzie więcej producentów, nazw, rozwiązań medycznych, terminów naukowych, sporów lekarzy, tym bardziej ludzie będą skołowani. Tworzymy też autorytety. Ludzi zacznie dzielić podejście do szczepień, a nie polityka rządów i restrykcje. Ten etap musi także zawierać plany i zakupy poszczególnych państw i pojedynczych krajów. Powinno okazać się, że dawek nie jest tak wiele, by zaszczepić wszystkich, więc dzielimy ludzi według różnych kryteriów. Wiek, zawód, wykształcenie, nieważne. Podział i brak lekarstwa spotęgują uczucie uzależnienia od władzy. Oczywiście, nadal będą grupy nieprzekonanych, ale tym zajmiemy się w etapie trzecim. Tutaj, na tym poziomie nagłaśniamy kraj, który nie liczył się z pieniędzmi, zaszczepił wszystkich na siłę i wychodzi z pandemii. Ustalcie, panowie, sami, jaki to będzie kraj. Teraz etap trzeci. nazwałem go uwiarygodnianie. Jest pan, panie Schlayer, pana współpracownicy i mocodawcy też, istnienia licznych ruchów antyszczepionkowych. Dodatkowo, wprowadzane przez poszczególne rządy lockdowny i restrykcje spowodowały spadek zaufania do władzy. I dobrze! Niech pan się nie dziwi! Nie chodzi o zaufanie, ale o podporządkowanie. Pamięta pan NRD i cały blok wschodni? Ludzie nie ufali partyjnym kacykom, ale w swojej znakomitej większości podporządkowywali się im, dopóki było to potrzebne. Chyba nie wierzy pan w spontaniczne bunty społeczeństwa socjalistycznego, które obaliło mur. i zniszczyło Związek Radziecki? Komunistom nigdy nie zależało na zaufaniu społecznym. Więcej! Oni nie wiedzieli, co to jest zaufanie, bo nie ufali nawet sobie. Wymagali wyłącznie posłuszeństwa.
– To trochę tak, jak Bóg! – przerwał mi Schleyer.
– Boga zostawmy w spokoju i cieszmy się, że nie interesuje się nami, a poza tym Bóg wymaga, co prawda, posłuszeństwa, ale dał nam wolną wolę, nie wiedzieć po co – odpowiedziałem natychmiast i mówiłem dalej, patrząc mojemu rozmówcy prosto w oczy. – Wracajmy do etapu trzeciego. Odpowiednia propaganda to klucz do sukcesu. należy pokazywać zadowolonych ludzi, którzy zaszczepili się i mogą robić to, czego innym nie wolno. Jeździć bez kłopotu za granicę, opalać się, spotykać z innymi zaszczepionymi, na przykład. Kontrastujemy obrazami podobnymi do przekazów z etapu drugiego, a więc szpitale pełne umierających pacjentów, tragediami rodzinnymi i tak dalej. Jeśli rządy stworzą system i punkty szczepień, należy o tym wciąż mówić. Trzeba pokazać, że szczepionek nie ma dla. wszystkich, a rządom zależy na sprawiedliwym rozdziale dawek. Najstarsi, lekarze, policjanci, wojsko. Jak tam sobie ustalicie, ale rozpoczęcie procesu szczepień od najstarszych pokaże dobre intencje władzy i dbałość o najsłabszych, a pozostałe, wymienione przeze mnie zawody wskazują na troskę rządzących o bezpieczeństwo państwa i jego obywateli – mówiłem bez emocji, ale widziałem ironiczny uśmiech na twarzy Niemca, który z zadowoleniem kiwał głową na znak aprobaty moich propozycji. – Warto także pokazywać kolejki pod punktami szczepień, zestawiając je z uciążliwością testów. Jeśli chodzi o testy, to dobrze by było, gdyby Unia przyjęła decyzję o wzorze zaświadczenia i uzależniła podróże zagraniczne od negatywnego testu. Jego ważność musi wymuszać opłaty od testowanych. Przykładowo, jeśli test jest ważny 72 godziny, a wynik przyjdzie po 24, to ma pan tylko dwie doby na podróż i musi pan robić nowy. Test może być, oczywiście darmowy, lecz przyspieszenie jego analizy powinno kosztować. Można też stworzyć punkty, które wykonają test za opłatą w ciągu godziny. Może pan coś takiego zasugerować władzom Unii?
– Przypuszczam, że całość pańskich przemyśleń zaprezentujemy rządom unijnym i nie tylko unijnym – odpowiedział. – To jednak nie rozwiązuje problemu antyszczepionkowców i ich protestów.
– Oczywiście, że nie! – uśmiechnąłem się – Protesty zawsze będą i bardzo dobrze. Nie należy ich nagłaśniać, ale też nie należy ich zabraniać. Sprawiamy, przecież, wrażenie obiektywnej władzy. Chodzi tylko o to, by był jak najmniejsze, by ludzie sami je ignorowali i uznawali za idiotyczne występu zwolenników płaskiej ziemi! – roześmieliśmy się obaj – Widzi pan, panie Schleyer, ludzie zawsze zrobią wszystko w celu zdobycia owocu zakazanego. Antyszczepionkowcy popularyzują szczepionki, czyniąc je źródłem wszelkiego zła, a więc wprowadzają poetykę prawie biblijną. Są monotematyczni. Większość rodziców szczepiła swoje dzieci i nic się dzieciakom nie stało. Teraz, nawet jeśli wątpią, to patrzą na potomstwo, słuchają różnych teorii, po czym machają ręką, mówiąc: „jeśli dziecko przeżyło, to i ja dam radę, a tym „anty” pewnie konkurencja płaci!”. Właśnie! Walka konkurencyjna koncernów farmaceutycznych nam pomoże. Wiem, że na „ofiarę” – ostatnie słowo wymówiłem z wyraźnym przekąsem – wybraliście, państwo, brytyjską „Alphaneca”. Ok! Wszyscy się boją powikłań poszczepiennych, więc dostaną powikłania. Opracujcie wraz z „Alphanecą” jakieś konkretne powikłanie, niech brzmi „po medycznemu” i nagłośnijcie to. Rządy kilku krajów przerwą szczepienia preparatem tego koncernu, a władze medyczne zaczną badać ów preparat. Potem, oczywiście, medycy stwierdzą, że dotyczy to osób, chorych na określone choroby, niezbyt często spotykane choroby, „Alphaneca” uda, że poprawiła swój produkt i znów wróci do obiegu. W ten sposób władza uwiarygodni się przed społeczeństwem. Przecież rząd dba o ludzi, więc przerwał stosowanie preparatów, które mogą nawet w najmniejszym stopniu zaszkodzić społeczeństwu. Przecież wystarczy nawet ledwo widoczny cień podejrzeń, że coś może spowodować powikłania i władza natychmiast reaguje. Taka dobra jest ta władza! Szczegóły opisałem w dokumencie. Aha! Można też nawiązać kontakt z jednym z liderów antyszczepionkowców, dopieścić go, podbić jego ego i niech sprowadza protesty przeciwko obostrzeniom do protestów przeciwko szczepionkom. Ośmieszy się szybciej niż pan się tego spodziewa. Proszę pamiętać, że najgroźniejsi są ci, którzy walczą o prawa podstawowe i ich trzeba umiejętnie zneutralizować, ale od tego macie policję, służby bezpieczeństwa i propagandę o faszyzmie oraz terroryzmie. To z grubsza wszystko!
– Sądzę, że wyrażam opinię wszystkich zainteresowanych dziękując panu za pana czas i za to spotkanie. – Ta godzina dużo zmieni dzięki panu, a pana dokument będzie podstawą dalszych działań. Raz jeszcze dziękuję panu!
– Taką mam pracę – wzruszyłem ramionami. – W raporcie jest część o języku. Chodzi o to, by używać słów depersonalizujących społeczeństwo, a więc „populacja”, „wyszczepienie”, „odporność stadna” i tym podobne. Proszę nie mówić „społeczeństwo”. Ludzie muszą zacząć myśleć o sobie w kategorii biomasy, a nie zbioru jednostek.
– Tak, tak! – ucieszył się Schleyer i podsunął w moim kierunku grubą kopertę A4 – Tu jest pana wynagrodzenie. Dlaczego chce pan gotówkę? Możemy załatwić panu bank, zapewniający anonimowość i bezpieczeństwo.
– Banki są dla polityków i złodziei! – roześmiałem się i wstałem, by pożegnać się z Niemcem.
Wracałem do Warszawy, zastanawiając się, ile opieczętowanych przeze mnie duszyczek wkrótce zakłóci boski odpoczynek.”
Jednak… zaczekam jeszcze chwilę, na rozwój fabuły, Panie W… iślicki :)
Grafomaństo i wysokie mniemanie autora odrzuca mnie zupełnie. To bufon którego nie da się słuchać na kanale Jana Pińskiego (którego dla odmiany słuchać lubię). I taka jest też jego książka. Powyższy tekst to prawdziwe poglądy autora zaś jego wrodzony narcyzm i mokre marzenia senne przelał w postać głównego bohatera.
I to jest właśnie problem większości naszego społeczeństwa …Tomaszu, nieumiejętność konstruktywnego myślenia, odbieranie zagadnienia w postaci „jak podano na stole” ale dlaczego , po co i jaki jest zamysł, tego już umysł polskiej :skorupy” nie ogarnia. Skupiają się na ocenie powierzchownej, skupiają sie na krytyce osoby, nie wnikając w temat, który stara się nakreślić. Mniemam, że wyrosłeś z bajek, a jednak odbierasz zawartość jak dziecko. Myślenie w cenie.