Widzę już w Internecie dogryzanie, że prawica „żeruje” na wygranej Trumpa i „donosi” do jego sztabu wyciągnięte z sieci różne niepocholebne wobec niego wypowiedzi różnych przedstawicieli ekipy rządzącej, co jest działaniem na szkodę państwa.

OK – jest w takich donosach coś niesmacznego, to fakt. Trump ma własnych ludzi od tego, żeby orientować się w takich sprawach a adresy Tarczyńskiego są słabe i świadczą o braku politycznego wyrobienia.

Ale jednak żadne takie małostkowe gierki tego czy innego prawicowca nie zmienią jednego:

Minister Sikorski po prostu powinien podać się do dymisji.

Nie dlatego, że bredził coś kiedyś o tym, że Trump skończy na emeryturze w Rosji oraz nie dlatego, że gratulował Amerykanom wysadzenia Nord Stream.

Radosław Sikorski utracił wiarygodność konieczną do wykonywania obowiązków ministra spraw zagranicznych, ponieważ jego żona, Anne Applebaum jest rozpoznawalną na całym świecie osobowością medialną, która jest wręcz ikoną wrogości wobec Trumpa.

Mówiąc wprost – administracja nowego prezydenta USA – mocarstwa, od którego zależy nasze bezpieczeństwo – nie będzie widzieć w Radosławie Sikorskim osoby godnej zaufania – osoby, z którą można prowadzić poufne rozmowy i rozważać różne scenariusze. Za każdym razem za Radosławem Sikorskim będzie wisieć odium w postaci jego żony. I nie wystarczą tu żadne zapewnienia, że państwo Sikorscy w sypialni nie rozmawiają o polityce.

Dla Trumpa i jego ludzi Radosław Sikorski mógłby być nawet osobą do przyjęcia, ale nie wówczas, kiedy jego żoną jest topowa dziennikarka wrogich mu wielkonakładowych amerykańskich i żydowskich mediów, która sama słynie z najbardziej radykalnych wypowiedzi skierowanych przeciw nowemu prezydentowi.

Mówiąc wprost – gdyby Radosław Sikorski był człowiekiem odpowiedzialnym – natychmiast złożyłby dymisję, gdyż po prostu utracił kompetencje konieczne do wykonywania z pożytkiem dla Polski swojej funkcji w obecnej konfiguracji stosunków międzynarodowych.