Wadowice to miasto zaskoczeń. Ujawnia się to szczególnie pod rządami Mateusza Klinowskiego, który indoktrynuje nachalnie najmłodszych. Wyznawana przez niego rzekoma tolerancja religijna jest w jego przypadku okazją do złośliwej prowokacji wobec katolików i patrona miasta.

Obchody Narodowego Święta Niepodległości burmistrz Klinowski – na co dzień lekceważąco odnoszący się do polskiej kultury i tradycji, postanowił fetować już na miesiąc przed rocznicą. Mógłby ktoś pomyśleć, że u schyłku burmistrzowskiej kariery Klinowski nawrócił się po prostu na wartości ważne dla współobywateli. Ale trafniejsze wydaje się pytanie: Czyżby obawiał się tego, że listopadowej rocznicy nie doczeka?

Klinowski niepodległościowe obchody postanowił zorganizować w… przedszkolu, a w dodatku już 9 października 2018 roku. Przedszkolaki w wadowickim Przedszkolu Misia Uszatka 9 października o godz. 15:30 ubrane na biało-czerwono wzięły udział w artystycznych zajęciach warsztatowych związanych z obchodami stulecia Odzyskania Niepodległości. Burmistrz oficjalnie – jak dawni partyjni I sekretarze – przekazał uroczyście oczyszczacz powietrza. Z tego, co w trawie piszczy, wiadomo, że oczyszczacz pracuje już w przedszkolu od roku. Czas zatem najwyższy na uroczyste przecięcie wstęgi. Patrząc na tę hucpę przypomina się znana komedia „Miś”. Ten barejowski „Miś” był „na miarę czasów i możliwości”, zaś „miś” wadowicki jest na miarę fantasmagorii doktora Mateusza, który z wielkiego banera zawieszonego na placu Jana Pawła w Wadowicach reklamuje… stomatologię estetyczną. Gwoli ścisłości należy dodać, że na ten pokaz indoktrynacji najmłodszych, czyli tego klinowskiego „misia” zaproszono także rodziców.

Dzień Papieski czy rocznica pontyfikatu – zwłaszcza okrągła, bo już 40. – to świetne październikowe okazje do zrobienia psikusa katolikom. Zatem w innej placówce edukacyjno-oświatowej działającej pod egidą burmistrza Wadowic, w Szkole Podstawowej nr 2, poczyniono „Zdumiewające odkrycie” i postanowiono dać dowody tolerancyjnego podejścia do wyznań niekatolickich. Nieomal w przeddzień rocznicy wyboru na Piotrowy tron Karola Wojtyły, czyli patrona Wadowic Świętego Jana Pawła, w szkole zorganizowano firmowane przez Kościół Adwentystów Dnia Siódmego intensywne kursy „nawracania” katolików. Na okres dziesięciu dni – od 5 do 14 października br. – adwentyści wynajęli w tym celu salę konferencyjną szkoły (z wejściem od ul. Emilii i Karola Wojtyłów) i ani pan Mateusz burmistrz, ani nikt inny spośród lewaków, tak nietolerancyjnych wobec katolików, nie zakrzyknął o rozdziale państwa i kościoła ani nie zająknął się o świeckości szkoły. Cud to zaprawdę wielki i należy mieć tylko nadzieję, że kiedyś również katolicy takiej tolerancji od Mateusza – już nie burmistrza – Klinowskiego i jego lewackich przyjaciół doznają.

Chwytliwy tytuł „Zdumiewające odkrycia”, a w reklamowej ulotce odwołanie się do nauki i wiary, do archeologii, historii i Biblii. Ba, nawet cytat z Jana Pawła II. Ale bynajmniej to nie adwentyści nawracają się na łono Kościoła Katolickiego. Raczej pragną na lep slajdów i potoczystych opowieści – nieważne, że nieosadzonych w prawdzie – złowić kilka zbłąkanych katolickich duszyczek. A gdzież uczynić to lepiej, niż w mieście Świętego Jana Pawła, w którym rządzi człowiek starający się negować nauczanie tegoż Świętego i akceptujący wszystkie chwyty, które katolikom mogą przynieść szkodę? Wszak już za tydzień będziemy obchodzili wspomnianą 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły i inauguracji Jego pontyfikatu. Niech więc sobie katolicy w Wadowicach nie myślą, że będą mieli łatwo. Taki to finezyjny prezent rocznicowy zgotował Wadowicom i katolikom doktor wszechnauk Mateusz Klinowski.

Patrząc na magistrackie koncepty w dziedzinie obchodów dwóch najważniejszych w tym roku polskich rocznic trzeba zapytać – Jak długo jeszcze Wadowice będą pośmiewiskiem świata, za przyczyną propagandowych i ideologicznych odlotów włodarza miasta? Warto iść do wyborów 21 października także po to, aby ostatecznie skończyć tę hucpę. I aby wybrać burmistrza godnie reprezentującego Wadowice – bez ideologicznych odlotów. Bo „Miś” Barei był pamfletem, natomiast „miś” Klinowskiego jest smutną wadowicką rzeczywistością.