Początek września 1980 roku. Jako świeżo upieczony redaktor ląduje w Karwinie, Czechy. Wyścig na który tu przyjechałem z Wodzisławia Śląskiego jeździ dookoła centrum a ja piję czapowane piwo z Czechami.
– Źle się bawicie Polacy. Po co wam te strajki? Nam tego nie potrzeba. Wszystko mamy. Mówią tutejsi koledzy od kufla. I rzeczywiście. W naszych sklepach nagie haki a tu w sklepie mięsnym widziałem w Karwinie 10 rodzajów salami ! Szok.
Pytania dwa. To czemu sami z opóźnieniem zrobili aksamitną rewolucję? Może brakowało im wolności… I jeszcze to, szyderstwo czasu. Teraz to oni przez most do Polski chodzą po zakupy, bo u nas taniej…
Co do tych brakow zaopatrzenia to w rubryce satyrycznej gazety wodzisławskiej zaproponowałem, aby Dyrekcja Społem wykorzystała lepiej puste hale sklepowe. To znaczy, aby ludność przy pomocy chlebów z nocy i paczek z zieloną herbatą zaczeła grać masowo w tenisa!
Oj nie spodobało się to, nie spodobało. Za to moja notatkę przedrukowały Szpilki w Warszawie…
Owszem, były kolejki. Wielogodzinne nawet. Ale była to okazja do wyjścia z pracy i towarzyskich rozmów. Bo przecież bieda łączy…
Pamiętam kolejkę po telewizory kolorowe Rubin. Stałem w takiej jako młode małżeństwo 6 godzin! Zaraz, zaraz. Telewizor był dopiero za pół roku, gdyż to dopiero zapisy…
Kartki, kumoterstwo przy zakupach, cytrusy dwa razy do roku, Peweksy i Gorweksy, zagraniczne podróże handlowe, Turcja i Węgry…
Teraz mamy Wszystko i Nic. Przede wszystkim jest brak poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Taka jest cena wolności, która nie wszystkim jest dana. Dalej jesteśmy jak chłop pańszczyźniany przywiązany do pracy, dóbr które zgromadziliśmy, rodziny wymagającej opieki.
Dobrze już było? A może dopiero będzie. W 7 niebie.
Zbigniew Zew Wieczorek




Zostaw komentarz