Drewniane łyżki, lniane koszule, topory, sierpy i inne artefakty – ślady prostego, codziennego życia sprzed lat.
Pięknie opowiedziana historia regionu – od czasów dawnych, aż po te, które wielu z nas jeszcze pamięta.

Ale jest tam też jedna gablota.

I tu właśnie przy niej powinien zatrzymać się każdy.

Leżą w niej narzędzia.
Nie do pracy.
Lecz narzędzia do zadawania bólu.

Metalowe kastety z ostrymi kolcami.
Bijaki.
Ciężkie ołowiane kulki do biczy.
Oraz formy – do ich ręcznego odlewania.

To nie są pamiątki militarne.
To narzędzia tortur.

Do łamania żeber.
Do rozbijania czaszek.
Do zabijania człowieka – nie od razu.
Powoli. Metodycznie. Z zimną krwią i z premedytacją.

Tym posługiwali się „bojownicy” Ukraińskiej Powstańczej Armii – UPA.
Dziś tak chętnie nazywani „partyzantami”.

Ten oręż nie służył do walki na froncie.
On służył do siania grozy.
Do zadawania cierpienia.

Żołnierz mógł zostawić sobie ostatni nabój.
Cywil – matka, dziecko, starzec, zwykły ojciec rodziny – nie miał tej szansy.

Gdy wpadli w ręce banderowców, zostawało tylko jedno:
Strach.
Ból.
I błaganie o szybką śmierć – która potrafiła trwać godzinami.

Dziś wielu mówi:
„To było dawno”.
„Nie wiadomo, jak było naprawdę”.
„Każdy ma swoją prawdę”.

Ale wystarczy spojrzeć na tę gablotę.
Nie trzeba znać dat.
Nie trzeba wierzyć żadnym relacjom.
Nie trzeba niczego czytać.

Te przedmioty mówią same za siebie.

To nie są rekwizyty filmowe.
Tym posługiwali się zbrodniarze.
A to, co widać za szkłem, to tylko ułamek narzędzi śmierci odnalezionych przez pasjonatów historii w bieszczadzkich lasach.

Stosowano je nie tylko wobec Polaków.
Ale także wobec tych Ukraińców, którzy nie chcieli się podporządkować terrorowi.
Wobec każdego, kto próbował stawiać opór.

Tę gablotę szczególnie polecam tym, którzy z taką zaciekłością próbują wybielić tych, którzy nieśli śmierć i cierpienie na tej ziemi.

I zanim ktoś w komentarzu napisze:
„Polacy nie byli lepsi”…

Po Polakach – zostały tylko guziki…

I wstyd, że dziś trzeba jeszcze tłumaczyć, kto był ofiarą, a kto katem.

Autor: Jędruś Ciupaga