Pamięta, że Babcia zawsze mówiła: „na wojnie najważniejsza jest zupa”. Słuchając zatem dobrej rady postanowił nocami gotować swoją zupę dla prawdziwych wojowników, którzy walczą na pierwszej linii frontu z Covid-19. Rozlewa ją z wojskowego termosu na parkingu Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Warszawie na ulicy Woronicza. – „Mój ojciec lekarz zawsze mówił, że mam mniej mówić i więcej robić. Wybrałem zawód dziennikarza i było trudno zrobić to o co tata prosił. Mam nadzieję, że tymi zupami coś zrobiłem” – wyjaśnia powody swojej akcji Krzysztof Kempisty.

Człowiek czynu o swojej akcji tak pisze na fejsbuku. – „Szybciutko odpowiem po co to robię, bo już się robi, że lansik i coś kombinuję, więc chcę uciąć. Wszyscy jesteśmy współczesnymi Polakami więc ciężko nam przełknąć, że ktoś coś komuś za darmo – no musi być jakiś myk w tym.
I JEST!
Kilka lat temu kiedy pijany facet wjechał mi w poprzednie auto (fajny był ten Passat). Całe szczęście Gośka z nami nie jechała, bo jeździła by teraz na wózku bez nóg. Krótko – auto skasowane, nam się prawie nic nie stało.
Przyjechała karetka, przebadali wszystkich, szybko i profesjonalnie. Zapadła decyzja, że Jasiek musi jechać na diagnostykę do szpitala – dostał w łapę maskotkę i zapakowali go z żoną do karety.
Ja załatwiłem sprawy na miejscu i po odebraniu Jaśka ze szpitala poszedłem na SOR na Wołoską, bo miałem mroczki w oczach i rzygałem. Siedziałem tam 8 godzin i obserwowałem z otwartą japą pracę tych ludzi, jak przekazują pacjenta, biegną na siku, w locie chwytają wodę i wracają do pracy, bo ktoś potrzebuje Ich pomocy…
Podsłuchiwałem ich rozmowy z bazą przez krótkofalówkę w czasie pandemii i w Ich głosach było słychać skrajne zmęczenie. Słyszałem jak mówią, że stoją kilka godzin pod szpitalem i nie mogą już nic zrobić dla pacjenta…
To nie jest praca, to nie jest misja, to jest wojna… Ale na tej wojnie nie ma zmiany, nie przysyłają nowych żołnierzy… oni są sami w tych karetkach i słychać, że walczą ze sobą by w tej masie ludzi, których ratują nie mówić o PRZYPADKU tylko o PACJENCIE. Z takimi ludźmi, to ja się ostatnią miską zupy podzielę” – podkreśla dziennikarz.
Postanowiłem zapytać Krzyśka po co to robi? – „Wiesz co, robię to bo widzę jak ludzie patrzą na załogi karetek. Ludzie mają strasznie pod górkę i jeszcze ktoś im kłody pod nogi rzuca. Mój ojciec w latach ’80 jeździł w karetce jako lekarz i po dyżurze wyglądał jak koń po Wielkiej Pardubickiej. To najbardziej niedoceniany zawód medyczny, bo większość ludzi uważa, że oni tylko wożą chorych do szpitala ale od ich sprawności i fachowości zależy czy dowiozą żywego czy podjadą od razu do kostnicy” – przypomina człowiek, który z wojskowego termosu postanowił nakarmić gorącą zupą medyków w Warszawie.

Nie słyszałem wcześniej o tej akcji. Jak długo już ich karmisz? – „Zacząłem równo z pierwszym lockdownem kiedy w Warszawie było wszystko zamknięte i puste ulice. Pomagałem gotować na ul. Suwak w wietnamskiej budzie w Warszawie po telefonie koleżanki wpadłem zobaczyć. Kiedy się okazało, że jest tam zgraja profesjonalnych szefów kuchni z zamkniętych knajp zacząłem robić zupy w swoim wojskowym termosie – babcia zawsze mi mówiła, że na wojnie zupa jest najważniejsza” – przypomina pamiętne słowa Babci z dzieciństwa.

Jak często tą zupę serwujesz w pogotowiu? – „Na Suwaku” pomagałem (z naciskiem na pomagałem) kilka tygodni, potem częściowo otwarto knajpy i kucharze wrócili do kuchni a ja do redakcji. Teraz widzę, że trzeba dać kopa jeszcze raz, bo załogi karetek są na wyczerpaniu… fizycznym. Najgorsze jest to, że nie ma kto ich zastąpić.
Dzisiaj (wtorek, 13.04.2021 roku) właśnie ugotowałem pierwszą po kilku miesiącach i miała być to zupa „testowa”, ale po odzewie znajomych na FB chyba znów się wciągnę w kuchenny wir. Nie wiem tylko czy stukanie garów po nocach nie wpłynie na relacje rodzinne” – śmieje się Krzysiek i już moczy termos oraz zachęca żonę do jego umycia.

Co czułeś, gdy serwowałeś ten ciepły posiłek, czasem ich jedyny w czasie dnia, który mogą zjeść medycy? – „Co czułem…. Dobre pytanie. Kiedy ratownicy wyjmowali pieniądze i pytali ile to kosztuje to było mi głupio. Czułem wtedy ich wdzięczność, że zupa która sam ugotowałem jest znakiem od takiego człowieka, których setki wożą dziennie, że są bardzo potrzebni i że dziękuję. Nie oczekiwałem wdzięczności, spłacałem swój dług wdzięczności… dług którego ja jeszcze osobiście nie mam, ale wiem, że w każdej chwili mogę zaciągnąć” – dosadnie stwierdza dziennikarz Polsatu. – „Krótko na koniec. Mój ojciec lekarz zawsze mówił, że mam mniej mówić i więcej robić. Wybrałem zawód dziennikarza i było trudno zrobić to o co tata prosił. Mam nadzieję, że tymi zupami coś zrobiłem” – mówi z nadzieją w głosie.

Czym jest ta zupa i z czego się składa? Ujawnisz jej przepis? – „Biała fasola, fasola adzuki (do kupienia w każdym większym sklepie), dwa pęczki włoszczyzny, kości schabowe wędzone, ziemniaki, tajny składnik czyli nać selera korzeniowego z poprzedniego lata w solance z liściem laurowym i zielem angielskim. Do tego PRAWDZIWA Podwawelska przysmażona na cebulce w towarzystwie masła i spora garść ziół prowansalskich w towarzystwie ostrej węgierskiej pasty paprykowej w tubce. Proporcji i receptury nie zdradzę, bo każdy ma inną kuchnię i inne garnki. Jedna prawda nie zmienia się od lat – w dużym garze smakuje lepiej, dlatego trzeba się dzielić. Uwaga! Moja zupa była testowana na moich dzieciach… dzieci nadal żyją” – przypomina z uśmiechem Krzysztof Kempisty.
Pytany o koszty swojej zupy nie ukrywa. – „Jeden termos to 12 litrów. Nie oszczędzam i to jest ta sama zupa, którą robię dla swojej rodziny. W garze jest 18 litrów. Na razie jest przednówek więc jest drogo ale wszyscy drogo płacą. Taki duży „garnek” zupy to koszt miedzy 30 a 70zł. Oczywiście można taniej ale czy mamie w szpitalu przynieślibyście rosół z kostek i mrożonej włoszczyzny? Dawno temu mówiło się, że coś się daje jak RODZONEMU i ja bardzo bym prosił by znaczenie tego słowa wróciło w naszych domach” – podsumowuje naszą rozmowę.

Kim jest ten niecodzienny kucharz? Znają go fani audycji muzycznych, emitowanych chociażby w Radio Wa-Ma i Radio Planeta. Znają go również uczestnicy imprez plenerowych. Prowadził m.in. Dni Barcian, powiatowe dożynki czy wybory Miss Warmii i Mazur. Aktualnie Krzysztof Kempisty – jak sam to nazywa – świadczy usługi Polsatowi News. A „po godzinach” gotuje i dzieli się tym dobrem z innymi.
Warto w tym miejscu podkreślać, że w dzisiejszych zwariowanych czasach jest niewielu ludzi, którzy z potrzeby serca potrafią zrobić coś bezinteresownie dla drugiego człowieka. W czasie pandemii jest to tym bardziej ważne i cenne dlatego o tym napisałem. A Krzyśkowi gratuluję pomysłu i życzę kolejnych litrów smacznej zupy. Smacznego Kochani!
Fot. Facebook.com/kempol Autor zdjęć: Marcin z Miasta Wu
Zostaw komentarz