Na wstępie zaznaczam, że to tylko moje własne reminiscencje i nie mam zamiaru wtrącać się w jakąkolwiek działalność polityczną lub udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Nazwę „sprzedałem” za darmo, a to, co piszę to moje prywatne poglądy, ponieważ jestem osobą prywatną, a nie publiczną i mogę sobie pisać i myśleć co chcę i jak chcę. Oczywiście, że najważniejszy jest dla mnie mój Kraj i Jego dobro. Niestety, nie mam już ani siły, ani ochoty walczyć z idiosynkrazjami lub schematami. Zależy mi na Narodowcach w Polsce, lecz … . To co teraz napiszę nie wynika z naiwności. Lubię sobie poteoretyzować i cieszę się jeśli ktoś to czyta. Chcecie, to przeczytajcie tych kilka punktów. To tylko hasła i nic więcej.

1. Konieczne jest konkretne zdefiniowanie pojęć nacjonalizm, patriotyzm, rasizm i antysemityzm. Nie poprzez leksykalne definicję, ale poprzez jasne określenie właściwych konotacji. Nie należy przy tym przejmować się poprawnie polityczną wrzawą na Zachodzie lub Wschodzie. Tu chodzi o uświadomienie wszystkim, że są to pojęcia pozytywne i wiązanie ich z niemieckim nazizmem Hitlera jest wynikiem wielu lat propagandy środowisk, które obawiają się ideologii narodowych, gdyż zagraża to ich wymiernym interesom. Nota bene, jestem w stanie pokazać ewidentne związki ideologii internacjonalizmu z niemieckim Nazizmem i Stalinizmem. Uważam, że ów internacjonalizm, naczelne hasło Sowietów, stał się podstawą korporacji wielonarodowych, a także czymś w rodzaju ideologii, którą usiłuje narzucić Bruksela. Obecnie nazywają to „poprawnością polityczną”. Zaznaczam też, że nie wyjaśniam w tym poście, jak ja rozumiem te pojęcia. To muszą wyjaśnić ci, którzy chcą ruch narodowy rozwijać. Ja mam swoja wizję i to tutaj wystarczy.

2. Oczywiście, że dla nas Polska powinna być pierwszym i podstawowym odniesieniem. Interes narodowy winien być interesem podstawowym. Nie oznacza to, że nie będziemy szanować sojuszników, ale musimy wymagać od nich szacunku nie na zasadzie spełniania ich życzeń, lecz poprzez uświadamianie im naszej równorzędności. Pamiętajmy, tu nie chodzi o siłę militarną, bo i tak nie osiągniemy poziomu USA. Uważam, że MY jesteśmy im tak samo potrzebni, jak oni nam. Wiem też, że bez nas wielu spraw nie załatwią. Wystarczy tylko umiejętnie zagrać tymi kartami. Wkurza mnie każdy niewolniczy determinizm. Jeśli ktoś uważa, że prowadzi to do „narodowego egoizmu”, to niech spojrzy na Niemców i Francuzów w sferze gospodarczej. Ich instytucje robią wszystko, by preferować przemysł narodowy. Nawet poza granicami swoich krajów.

3. Rzecz najtrudniejsza czyli konkretne zerojedynkowe określenie naszych polskich wartości, które nie podlegają relatywizacji. Nie można być trochę w ciąży. Nie można być trochę patriotą. Albo się nim jest, albo nie. Tak myślą również i Amerykanie. Szczególnie wojskowi. Dlaczego więc wszyscy naokoło każą nam relatywizować patriotyzm? Wróćmy do wartości i wyznaczników naszej polskości. To bardzo trudne, ale konieczne. Musimy jasno i konkretnie określić to, co czyni nas Polakami. Wbrew pozorom nie jest to wyłącznie urodzenie. Uprzedzam, że nie przyjmuję oskarżeń o próbę „rozmycia” problemu. Zauważmy, że taką dyskusję prowadzi wyłącznie strona „europejska”. Nam tego nie wolno. Dlaczego? Przedstawmy własną wizję nacjonalizmu polskiego i olejmy totalnie wewnętrznych i zewnętrznych animatorów propagandy deprecjacji oraz zniesławień.

4. Powinno to być coś zupełnie nowego. Od 25 lat z okładem obserwujemy tych samych ludzi w różnych konfiguracjach. Dotyczy to także organizacji narodowych. W końcu, już nie wiem czy chodzi o dobro kraju, czy o własne ego. Silne przywództwo nie polega na zewnętrznych przejawach, ale na zdecydowaniu, mądrości i umiejętności odpierania ataków na zimno, bez emocji, ale logicznie. Przestrzegam też przed paranoja podejrzliwości. Nie każdy, kto ma usta pełne frazesów wierzy w to co mówi. Ruchy narodowe w Polsce podlegały i podlegają działaniom inspiracyjnym oraz prowadzącym do ich rozbicia. Jak się przed tym ustrzec? Nie będę tu pisał szczegółowo, ale można. Jednym ze sposobów jest jawność. Prawdziwa, a nie wymuszana kolejnymi enuncjacjami prasowymi. Konieczne jest też przezwyciężenie własnych idiosynkrazji oraz uprzedzeń. Trzeba widzieć człowieka, a nie jego ubiór. Obawiam się, że jest to niemożliwe.

5. Celem winna być zmiana Polski, a nie miejsce w sejmie. To ma być ruch ludzi, ruch oddolny, a nie trampolina dla sprytniejszych. Nie ma co startować w wyborach, jeśli nie uzyska się większości. Kraj trzeba zmieniać od lokalnych układów. Wtedy i większość sejmowa będzie musiała się z tym liczyć. Wbrew pozorom, nasze prawo daje takie możliwości. Nie rozwijam tego tematu. Takie działanie wymaga odwagi oraz jedności, a tego przecież nie ma.

6. Ruch narodowy musi mieć własne medium. Jedno, ale pozbawione fałszywego pozoru „obiektywizmu”, czyli zasady „musimy zaprosić druga stronę”. Poprzez to medium można będzie propagować własne idee i nic mnie nie obchodzi, czy się to komu podoba czy nie. To określone medium, realizujące konkretne zadania. W ten sposób też walczy się z kłamstwem i narzuconą narracją. Nota bene dziwię się dlaczego pokolenie internetowe ma takie parcie na tradycyjne stacje telewizyjne.

7. Ostatnia rzecz. Pieniądze. Każdy zaczyna od tego, a ja twierdze, że gdy pojawi się konkretny i jasny program, pojawią się i pieniądze. Wtedy dopiero ważne będzie kontrwywiadowcze zabezpieczenie takiego ruchu. Wiem też, że brak działań jest zły, a próbować trzeba.

To tylko kilka bardzo ogólnych tematów do dyskusji. Nie chciałem rozpisywać się szczegółowo, bo to tutaj niepotrzebne. Jeśli ktoś z nich skorzysta, to proszę bardzo. To jest Wasze i niech będzie użyte w dobrej, narodowej sprawie. Jeśli ktoś stwierdzi, że to głupota, to trudno. Niech tak będzie. Nie interesują mnie opinie i oskarżenia „koleżeństwa”, „prawicowców”, „lewicowców” et consortes.

Pozdrawiam i idę na kolejne spotkanie z oficerem prowadzącym. Tym razem jest to Muzułmanin, żydowskiego pochodzenia, słynny biały Murzyn z wywiadu Zambezi Południowego, który ma mnie wsadzić do kolejnej spółki skarbu państwa.