Dzień 30 września 2014 roku sześcioletnia Laura i jej tata zapamiętają pewnie do końca życia. – Laura obawiała się tego dnia, mówiła: „Tatusiu nie jedzmy tam! To jest zasadzka!”. Gdybym wiedział, że tak to się skończy nie pojechałbym tam! – opowiada 34 letni mieszkaniec Przemyśla, Wojciech Szpunar, tata Laury. We wzruszającym wywiadzie z Katarzyną Jaksik-Lądwik dla portalu Pressmania, odważny tata mówi o próbach odebrania mu dziecka w feralnym dniu. Dzieli się też przemyśleniami na temat najważniejszej życiowej roli i największej miłości swojego życia. – ,,Moje życie skupia się wyłącznie na Laurze. Każda chwila to Laura i ja” – podkreśla Pan Wojciech. Jak podkreśla Laura jest jego największym prezentem od życia, dla którego jest w stanie wskoczyć w ogień!

Katarzyna Jaksik-Lądwik: – Jak się czuje Laura?
Wojciech Szpunar: – Laura czuje się dobrze. Bardzo dobrze! Bo ja dbam o każdy jej dzień. Organizuje jej wycieczki, basen, lodowisko, zoo, wesołe miasteczko, odwiedziny w Centrum Nauki Kopernik oraz wszelkie tego typu inne atrakcje. Jesteśmy na każdej premierze nowej bajki w kinie. Poza takimi sytuacjami, gdy nie widzi policji, nie widzi matki jest ok. Po napadzie na nas w dniu 30 września 2014 roku w budynku sądu w Przemyślu Laurka stała się bardziej bojaźliwa. Na widok policji chowa głowę, zamyka oczy, ale ona wie, że nikomu nie pozwolę jej skrzywdzić! Jak sama mówi: „Tatuś jest jej bohaterem”.

A jak czuje się tata na cały etat?
– Dla mnie to jest codzienność. Budzę się, idę spać – Laurka jest przy mnie. Teraz sobie nawet nie wyobrażam stałej etatowej pracy. Nie wyobrażam sobie zostawić Laury samej na kilka godzin. Zbyt wiele razy próbowano mi ją odebrać. W sumie było aż 15 takich prób! Za to, że próbowałem chronić swoje dziecko, mam zarzuty z artykułu 211 kk.

(Art. 211. ,,Kto, wbrew woli osoby powołanej do opieki lub nadzoru, uprowadza lub zatrzymuje małoletniego poniżej lat 15 albo osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” – przyp.red.)

Jak wygląda obecnie Wasza sytuacja? Córka jest z Panem?
– Cóż, sytuacja jest lekko skomplikowana. 6 września 2013 roku zabrałem córkę ze szkoły ukraińskiej do której matka zapisała nasze dziecko bez mojej zgody. Zabrała Laurę z przedszkola do którego córka chodziła dwa lata , stwierdzając, że w ukraińskiej szkole w kolejnym nowym otoczeniu będzie jej bardzo dobrze. Jestem Polakiem i pragnę, aby moje dziecko wychowywało się w tradycji polskiej. Laura od początku chciała ze mną spędzać jak najwięcej czasu. Wcześniej Laura bywała u mnie w weekendy, a u mamy w tygodniu lub czasem na odwrót. Im częściej moja córka mówiła o tym, że jej dom jest tam, gdzie mieszka tata, im bardziej była za mną tym bardziej matka usiłowała nas rozdzielać. Bo tatuś nie krzyczy lecz tłumaczy, przytula, czyta bajeczki na dobranoc, sprawia że dziecko czuje się szczęśliwe. Na chwilę obecną córka jest przy mnie , mieszka ze mną, tu ma najbliższą rodzinę, swoje koleżanki, tu ma swoje ulubione miejsca, tu ma swojego ukochanego psa i kotka.

W każdej chwili do drzwi mogą zapukać ludzie, którzy będą chcieli Panu odebrać córkę? Co wtedy Pan zrobi?
– Ja jestem w stanie w ogień wskoczyć, nigdy nie pozwolę, by moje dziecko skrzywdzili! Na szczęście mieszkam w domu jednorodzinnym, ogrodzonym, pilnuje nas pies Owczarek niemiecki, mam zamontowany monitoring. Teraz, gdy nie mam władzy rodzicielskiej obawiam się bardziej. Liczę na Opatrzność, że mimo takich komplikacji życiowych do tego najgorszego scenariusza nie dojdzie. Jednak obawa istnieje. Obawiam się o siebie, uważam na to gdzie i z kim przebywam. Boje się, bo różnie może być!

Proszę dokończyć zdanie. Lura jest…?
– Kochana, wyjątkowa, śliczna, cudowna. Jest dla mnie największym prezentem od życia!

Sprawa walki o dziecko była na bieżąco relacjonowana w mediach, widzieliśmy jak wyglądała próba odebrania dziecka w sądzie. Czy coś się od tego czasu zmieniło?
Obrazki malowane przez Laurę Szpunar– Nic się nie zmieniło, mimo że w programie który wówczas wyemitowano w telewizji wypowiedziało się wiele autorytetów z dziedziny psychologii i psychiatrii. Dzisiaj posiadam dwie fachowe opinie. W 2014 roku byłem w Warszawie u pani Krystyny Pilich, która jest biegłym sądowym z zakresu psychologii, a na początku roku 2015 udałem się do pani dr Ewy Milewskiej również z Warszawy, która jest biegłym sądowym w Instytucie Psychologii i Psychiatrii Sądowej. Mam te opinie! W końcu rzetelne i fachowe. Z tej opinii wynika jasno, że Laura na skutek napaści w sądzie doznała uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Dalsza niezmienna postawa matki i policji będzie mieć drastyczny wpływ na zdrowie i życie mojego dziecka.

Proszę mi powiedzieć tak naprawdę w czym jest problem? Córka chce być z Panem, czy ze swoją Mamą? Gdzie leży sedno problemu?
– W tej sprawie jest drugie dno. Nie zgadzam się z opiniami z rodzinnych ośrodków diagnostyczno-konsultacyjnych, w większości nie opierały się one na rzetelnych badaniach. Opinia z RODK (Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno Konsultacyjny – przyp.red.) z Przemyśla, w której czytam, że moje postawy i kompetencje są nieprawidłowe i budzą zastrzeżenie. W opinii biegłych jestem zbyt uległy, zbyt opiekuńczy i dyskredytuje matkę w oczach dziecka oraz stosuje wobec dziecka przemoc emocjonalną, cokolwiek to oznacza Opinia RODK w Rzeszowie to już absurd, nie byłem badany, badana była tylko matka Laury i zeznawał kurator, ale mnie wystawiono charakterystykę cech osobowościowych! Biegłe, które mnie nie badały, nie rozmawiały nawet ze mną stwierdziły, że mam głęboki deficyt uczuciowy więzi z córką, zaburzenia osobowości ujawnione w procesie psychotycznym. Ta opinia to był gwóźdź do trumny. Tacy ludzie w Polsce wydają wyroki na dzieci czyniąc je sierotami. Opiniowano wówczas odebranie mi władzy rodzicielskiej, pozbawienie kontaktu z dzieckiem, zakaz zbliżania do dziecka, a moja córka miała być według wskazań umieszczona w niespokrewnionej z nią rodzinie zastępczej!

I to jest właśnie meritum sprawy? Zawiódł system?
– Laura chce być ze mną, bo obawia się matki oraz jej aktualnego partnera. Dziecko po wakacjach w 2013 roku, spędzonych u matki powiedziało mi, że było przez niego molestowane. Kazał się rozbierać i mówił, że to tylko taka zabawa. To 45 letni emerytowany pracownik służby więziennej, który od 2008 roku leczy się psychiatrycznie. A przerażające jest to, że matka nie widzi żadnego zagrożenia dla Laurki ze strony tego człowieka. Dodatkowo matka stosowała tzw system kar, zamykała w ciemnej łazience, gdy Laurka nie chciała jeść, szarpała przy kąpieli, gdy dziecko chciało się bawić, a co najgorsze zmuszała Laurkę, aby do tego jej konkubenta mówiła ,,tato”.

Czy sąd i inne powołane do tego instytucje zajęły się sprawą? Czy kiedykolwiek ktoś odniósł się do sprawy molestowania córki przez obecnego partnera matki Laury?
– Prokuratura umorzyła śledztwo, a moje zarzuty zbyto śmiechem. Ja wiem, że partner matki Laury to osoba o poważnych zaburzeniach psychicznych. Mam dowody na to, że jest skazany za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad byłą żoną, znęcał się również nad córką i pasierbem. W tej chwili czekam na wznowienie sprawy. Pojawiły się nowe okoliczności. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko wychowywało się pod jednym dachem z oprawcą!

A jak wyglądała sprawa napaści w sądzie? Film w internecie jest szokujący.
– Laura obawiała się tego dnia, mówiła ,,tatusiu nie jedźmy tam, bo to jest zasadzka!”. Gdybym wiedział, że tak to się skończy to w życiu bym tam nie pojechał, mimo oficjalnego wezwania. Córcia już miała obawy przed tym przesłuchaniem, nie chciała zostać sama, musiałem być obok. W pewnym momencie po wtargnięciu matki , dwóch kuratorów i 5 policjantów. Sądowi nie spodobała się reakcja obronna dziecka na widok tych ludzi i zaczęła pouczać córkę, że ma 6 lat i powinna wiedzieć jak się zachowywać w sądzie. Ci wszyscy ludzie wiedzieli o planowanym napadzie i z zimną krwią później patrzyli na horror jaki zafundowali niewinnej istotce. (Film z próby odebrania dziecka, nakręcony w budynku Sądu Okręgowego w Przemyślu można obejrzeć poniżej – przyp. red.)

Proszę mi powiedzieć, czy jest ktoś kto Pana wspiera w tych trudnych chwilach?
– Na pewno rodzina. Rodzice, dwie siostry. Mieszkamy w domu jednorodzinnym, tutaj są ulubione Laurki zwierzęta. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Cieszę się, że nie przestraszyłem się nakazem odebrania dziecka. Dziękuję Bogu za wewnętrzną siłę, że się postawiłem temu systemowi, matce. Muszę też dodać, że wspierają mnie bardzo chłopaki ze stowarzyszenia ,,Dzielny Tata” (stowarzyszenie walczące o prawa ojców dyskryminowanych w systemie sprawiedliwości, starają się o zmianę zapisów prawa i uwzględnienie w nim prawa do tzw opieki naprzemiennej www.dzielnytata.pl – przyp. red.).

Uważa Pan, że z matką Laury nie można się już dogadać, przecież chodzi o dobro WASZEGO dziecka?!
– Ona uważa laurkę za swoją własność, bo to ona ją urodziła. Ale urodziła po to aby krzywdzić? Zawsze chciałem rozmawiać, nawet wpuszczałem matkę Laury do domu, ale ona obrażała moich rodziców i wszystkich dookoła. To był ostatni raz kiedy jej uwierzyłem. Od tego momentu matka nigdy bezinteresownie nie przyjechała odwiedzić Laury. Zawsze później przyjeżdżała już z kordonem policji i za każdym razem kończyło się to awanturą. Święta, urodziny, dzień dziecka, a matki nigdy nie było. Jej zależało tylko i wyłącznie na siłowym zabraniu dziecka wbrew jego woli i umieszczeniu w nowym miejscu zamieszkania, czyli w domu w lesie.

Dobrze… to teraz dla odmiany… Jaka jest Laura?
– (śmiech) Kochany aniołeczek. To dziecko to przejaw wielkiej miłości jaką ma w sobie. Kocha zwierzęta. Ma swojego kotka i psa. Mimo tej sytuacji, która nas dotknęła jest bardzo otwarta na ludzi, ciepła i serdeczna. Ma wiele koleżanek i przyjaciół. Jest wrażliwa. Czasem bywa lekko nerwowa. Jest stanowcza, dzięki temu możemy być dłużnej razem, bo to jednak Laurka postawiła się w sadzie! Laura dorosła, dojrzała przez to wszystko.

Jak spędzacie czas wolny? Jak wygląda wasz dzień?
– Tak sobie pookładałem życie zawodowe, by być z córką cały czas. Moje życie skupia się wyłącznie na Laurze. Każda chwila to jest Laurka i ja. Chciałbym, żeby Laura beztrosko chadzała do szkoły, uczyła się, spędzała czas wolny z rówieśnikami. Dziecko nie może się normalnie kształcić, bo matka powiadomiła wszystkie placówki o sytuacji oraz zabroniła przyjmować dziecka. Abstrahując jednak od tych podłości chciałem powiedzieć, że jeździmy na basen przynajmniej raz w tygodniu, kilka razy w tygodniu jesteśmy na sali zabaw. Nauczyłem Laurkę pływać, nurkować, jeździć na łyżwach, rolkach, rowerku, śpiewać, czytać, pisać, tabliczkę mnożenia.

Jakie jest Pana największe marzenie?
– Żebyśmy mieli z Laurką w końcu święty spokój. Żeby Laurka miała normalne, beztroskie dzieciństwo, żeby była bezpieczna, żeby się nie obawiała kolejnej zasadzki przygotowanej przez ,,supermamusię”. Dzięki Bogu jest zdrowa, ale wychodząc na spacer zawsze jest obawa, że ktoś może nadjechać i jak do tej pory usiłować wyrwać na siłę. Staram się tak, aby moje dziecko żyło pełnią szczęścia. Najbardziej pragnę, by Laurka od 1 września poszła do 1 klasy do szkoły, która jest blisko naszego domu wraz ze swoimi rówieśnikami i przyjaciółmi, których zna od dziecka. Do tej pory ze względów bezpieczeństwa miejsce obecnej szkoły jest objęte tajemnicą.

Czy myśli Pan, że kiedyś ktoś… myślę tu o powołanych do tego instytucjach, wyda sprawiedliwy wyrok w Pana i Laury sprawie?
– Założyłem sprawę w oparciu o nowe okoliczności. W sumie już trzeci sędzia będzie się tym zajmował, liczę na to, że w końcu będzie dobrze. Prokuratura złożyła sprawę o wydanie dziecka. Sprawę zna Rzecznik Praw Dziecka. Ja zawsze jestem optymistycznie nastawiony, mimo że wszyscy chcieliby mnie zdusić, zgnębić, stłamsić. Mimo, że zastosowano wobec mnie dozór i muszę zgłaszać się na policję cztery razy w tygodniu, jak przestępca, ale mnie to nie złamie. Żaden prokurator, ani żaden sąd nie zwolni mnie z obowiązku ochrony swojego dziecka, nawet bezpodstawnie zabierając mi najcenniejszą rzecz jaką jest władza rodzicielska. Ja mogę te konsekwencje ponosić, ale nie dam by ktokolwiek skrzywdził moje dziecko.

Czego mam Panu i Laurze życzyć?
– Miłości, bo tego nigdy za wiele i może sprawiedliwości! Żeby w końcu jakiś mądry człowiek dostrzegł dobro dziecka i wolę Laury, która od samego początku chce być ze mną. Chciałbym, żeby nikt tej więzi nie zniszczył już. Żeby ci ludzie nareszcie zrozumieli na czym polega dobro mojego dziecka, żeby nie patrzyli tylko na dobro matki. Laura swoją wolę wielokrotnie wypowiedziała, a nawet wykrzyczała.

Dziękuję Panu za szczerą rozmowę. Mimo ogromnego wzruszenia, życzę Wam miłości i sprawiedliwości. Wszystkiego dobrego.
– Dziękuję.

Z Wojciechem Szpunarem rozmawiała Kasia Jaksik-Lądwik.