Ogłoszona dziś przez Jarosława Kaczyńskiego decyzja o powołaniu w Warszawie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych to bez wątpienia doniosły fakt i wypełnienie kolejnej luki w narracji o historii Polski. Więzienie Mokotowskie, gdzie tworzone ma być Muzeum, to namacalny symbol terroru komunistycznego, namacalny symbol gehenny Żołnierzy Wyklętych oraz kolejnych pokoleń Polaków stawiających opór sowieckiemu zniewoleniu. To miejsce święte, z istniejącymi wciąż celami, karcerami, korytarzami, gdzie byli więzieni, dręczeni i traceni najlepsi synowie i córki Rzeczypospolitej. Realizując ten pomysł, nadrabiamy stracony czas – bo to muzeum powinno istnieć już od dawna, bo takie muzea od lat istnieją choćby w państwach bałtyckich czy – od niedawna – we Lwowie. Niestety, polityczna droga III RP sprawiła, że także w tej dziedzinie jesteśmy na końcu tak, jak byliśmy z wolnymi wyborami czy też wyjściem z Polski wojsk sowieckich… Nadrabiamy stracony czas, wypełniamy nasz dług wobec minionych pokoleń i zobowiązanie wobec naszych następców. Czego oczekuję po tej placówce? – Chciałbym, aby była to instytucja, gdzie w z wykorzystaniem nowoczesnych metod i środków przedstawiona będzie istota i jak najszerszy zakres zbrodniczego systemu komunistycznego tak, aby zwiedzający poczuł jego realną grozę i siłę. Aby po wizycie w tym muzeum zwiedzający długo milczał, przeżywając to, czego doznał i raz na zawsze wyzbył się wesołej wizji fajtłapowatych komunistów z naszych komedii oraz wczuł się w heroizm i ofiarę tych, którzy mieli odwagę upomnieć się o wolność, honor, wiarę o podstawowe prawa człowieka i zapłacili za to często najwyższą cenę.

Leszek Dobrzyński

poseł PiS