Jeden z moich ulubionych komentatorów życia politycznego, Mariusz Max Kolonko, powiedział niedawno, że w kwestii głosowania wybór jest prosty: albo chcesz mieć wpływ na swoje losy i chcesz kształtować rzeczywistość, albo wolisz, żeby ktoś za ciebie decydował w zamian za obietnicę opieki i bezpieczeństwa. W pełni się z tym zgadzam, to w skrócie pytanie o prawicę i lewicę.

Jest to pytanie zasadnicze, ponieważ określa naszą postawę, wartości, preferencje i – co ważne – wyklucza kompromis. Tzn. jeżeli od szeroko pojętej wolności bardziej liczy się dla ciebie poczucie bezpieczeństwa, pewność gwarancji ze strony państwa (?), że na starość dostaniesz emeryturę, a w chorobie ktoś się tobą zajmie, to jesteś człowiekiem o poglądach lewicowych. Jeżeli natomiast uważasz, że po to Bóg dał ci wolną wolę, abyś mógł dokonywać wyborów, ale i ponosić odpowiedzialność za swoje dobre i złe decyzje, to znaczy, że bliżej ci do prawicy. Tych dwóch postaw nie sposób „wymieszać”, połączyć – nie ma czegoś, co niektórzy nazywają „trzecią drogą”.

Problemem współczesnych wyborców jest to, że w większości – jak młody czyżyk z bajki Krasickiego – nie zaznali nigdy prawdziwej wolności. Nie wiedzą, co to życie w kraju w pełni suwerennym , bo urodzili się za okupacji niemieckiej, sowieckiej albo „brukselskiej”, nie wiedzą, co to życie bez podatków VAT i dochodowego, które są wymysłem ostatnich stu lat. Nie zaznali też dobrodziejstw życia w rodzinie wielodzietnej i wielopokoleniowej, bo ją zniszczyło „opiekuńcze” państwo. Słowa bajkopisarza pasują tu znakomicie:

„Tyś w niej [złotej klatce] zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę;

Jam był wolny, dziś w klatce i dlatego płaczę”.

 

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, że mój głęboki sprzeciw budzą inicjatywy w rodzaju „Kukiz `15”, które w imię jakichś wartości wyższych (patriotyzm, tolerancja?) realizują nową utopię – próbują ignorować zasadnicze różnice, takie jakie dzielą ogień i wodę. Chcą łączyć szacunek dla życia z liberalizmem obyczajowym, bezwarunkowy honor z pragmatyzmem i kunktatorstwem, odpowiedzialność z realizacją hasła „róbta co chceta”, zdolność do wyrzeczeń ze skrajnym sybarytyzmem.

Pan Paweł Kukiz mówi, że nieważne, czy ktoś przychodzi z lewa czy z prawa, byleby chciał uczciwie działać na rzecz kraju i zmiany systemu. Ale przecież system to całość. Niemożliwe jest działanie w myśl porzekadła: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Niemożliwe jest dokonanie zmian przy pomocy ludzi, którzy służą różnym Panom. Ich cele okażą się kiedyś różne, tak jak różne okazują się znaczenia używanych przez nich tych samych pojęć.

Przekleństwem naszych czasów jest dążenie do uniformizacji z jednej strony i gwałt na języku polegający na zacieraniu (mieszaniu) wyrazistych wcześniej znaczeń z drugiej. Pewnych rzeczy nie da się połączyć i taka jest prawda. Żaden, nawet najbardziej szlachetny w swych założeniach ruch nie zyska uznania na dłuższą metę, jeżeli będzie fundowany na sprzecznościach prowadzących do chaosu.