Wystarczy rzucić okiem na nagłówki doniesień prasowych, włączyć radio lub obejrzeć wiadomości w TV i widać wyraźnie, że od dłuższego kampania wyborcza jest w pełni rozkwitu. Jednym z „pomysłów” dużych partii politycznych na przyciągnięcie do siebie wyborców jest likwidacja NFZ. Cóż prostszego, jak zerknąć na badania opinii publicznej badającej oceny pracy różnych instytucji publicznych, wybrać te najgorzej oceniane np. NFZ (pozytywnie oceniany przez jedynie 20% badanych), rzucić hasło: likwidujemy!!! i …. już mamy pomysł na wzrost słupków poparcia przeliczalnego na konkretną liczbę posłów w Parlamencie – czyli władzę. Proste? otóż nie takie proste.

Jak pamiętamy, w styczniu 1999 roku weszły w życie tzw. reformy Buzka, jedną z nich była „reforma zdrowotna” (cudzysłów celowy, bo nie miała nic wspólnego z reformą) wprowadzająca 16+1 regionalnych Kas Chorych, które miały kontraktować świadczenia medyczne i finansować nasze leczenie. Ustawa o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych objęła „ubezpieczeniem” ( tu też cudzysłów celowy) wszystkich Polaków, którzy do tego „ubezpieczenia” zostali zgłoszeni np. przez samych siebie, pracodawców, MOPS itd. Planowano, że w 2003 roku wejdą na rynek ubezpieczeń zdrowotnych inne podmioty, które zdemonopolizują Kasy Chorych i pozwolą na swobodną grę ubezpieczycieli na rynku usług medycznych oraz dadzą nam możliwość wyboru takiego modelu ubezpieczenia, który będzie dla nas i naszych rodzin najkorzystniejszy. Zakontraktowano świadczeniodawców, czyli szpitale i poradnie w sposób historyczny tzn. wszystkie podmioty medyczne działające na rynku otrzymały umowy z Kasą Chorych, co stopniowo poprzez następne kontraktowania było ograniczane.  Czyli dostaliśmy od rządu portmonetkę z 1 złotówką w środku, którą możemy sobie dowolnie wydać na wszystkie świadczenia medyczne, jakie chcemy i kiedy chcemy, w jakim czasie chcemy, które nam da najmniejsza w Europie!!! liczba lekarzy i pielęgniarek. Ale być może! dostaniemy jeszcze dodatkowe portmonetki z jakąś bliżej nieznaną kuszącą zawartością….

Szybko się okazało, że taki pomysł na opiekę medyczną dla Polaków jest nierealny. Demonopolizacja rynku ubezpieczeń była początkowo przesuwana na późniejsze terminy, a następnie zapis ustawowy został …. usunięty przez rządzącą z AWS Unię Wolności. Monopol Kas Chorych został utrwalony. Mamy dalej jedną portmonetkę z 1 złotówką w środku i coraz bardziej zmniejszającą się liczbą lekarzy i pielęgniarek.

W 2004 roku rząd Leszka Millera zmienia ustawę i wprowadza „reformę” (ciekawe, że jak chodzi o ochronę zdrowia, to prawie wszystkie „reformatorskie” działania polityków wymagają wprowadzenia cudzysłowu….) zamiast Kas Chorych będziemy mieli Narodowy Fundusz Zdrowia z Centralą i 16 oddziałami wojewódzkimi. PR-owo wygląda to świetnie: nie będzie już różnic między kasami biednymi a bogatymi, dostępność do usług medycznych wyraźnie się poprawi, będzie można kontraktować taniej, będzie nadzór nad rynkiem usług medycznych o zasięgu ogólnopolskim, co pozwoli na wprowadzenie skutecznych programów zdrowotnych itd. W skrócie: jedną portmonetkę ze złotówką podzielono na 16 portmonetek z 1/16 złotówki….jak sami sobie Państwo dopowiedzą, liczba tzw. białego personelu dalej maleje…..

Ponieważ zgodnie z założeniami tej „reformy” bardzo się nam poprawiło …. w 2007 roku nowy Minister Zdrowia w rządzie premierów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego prof. Zbigniew Religa rozpoczyna nowe „reformy”.Tworzy Agencję Oceny Technologii Medycznych, która ma wyceniać koszty procedur medycznych – do tej pory „wyceniał” je NFZ na podstawie …. no cóż, nie bardzo wiemy na jakiej podstawie, dlatego wycena procedur np. zabiegów medycznych, hospitalizacji, leczenia specjalistycznego itd. jest oderwana od rzeczywistego rachunku ekonomicznego (tak jest do dzisiaj!). Powstaje tzw. koszyk świadczeń zdrowotnych, czyli zbiór wszystkich świadczeń gwarantowanych (finansowanych z naszych składek zdrowotnych) np. wizyta w POZ, wizyta u specjalisty w AOS, leczenie stomatologiczne, hospitalizacja z powodu wycięcie pęcherzyka żółciowego, procedur farmakologicznych np. programy lekowe, rehabilitacyjnych oraz umiejętności medycznych np. lekarskich, za które płaci płatnik NFZ w ramach naszego ubezpieczenia. Koszyk powinien być tzw. pozytywny, czyli zawierać te procedury, które są najkorzystniejsze z punktu widzenia interesu społecznego, czyli przynoszące udowodnione korzyści zdrowotne poprzez zmniejszenie śmiertelności, zachorowalności na różne choroby oraz powrotu do pełnej sprawności chorego. Dlaczego koszyk świadczeń jest taki ważny? bo dzięki niemu wiemy, za co warto płacić, bo nam się to prostu opłaca z punktu widzenia interesu społecznego oraz z tego powodu, że za te świadczenia solidarnie płacimy wszyscy. Poza tym koszyk nam powie za co musimy dopłacić, bo w koszyku się dana procedura nie znalazła. Koszyk określa też zobowiązania płatnika, czyli NFZ do wykonania danej procedury w określonym czasie, zakresie i jakości, gdyż to, co mamy gwarantowane w koszyku jest objęte naszą wspólnie płaconą składką zdrowotną, a czas oczekiwania na dane leczenie nie może pogarszać naszego stanu zdrowia.  W polskim pozytywnym koszyku znalazło się 18 tysięcy!!! świadczeń gwarantowanych – dla porównania w amerykańskim systemie jest ich tylko …. 6 tysięcy. Co to oznacza i dlaczego aż takie różnice? dlatego, że do naszego koszyka świadczeń weszły wszystkie! procedury (z wyjątkiem operacji plastycznych z powodów niemedycznych). Pytanie: w jaki sposób i jaki system opieki zdrowotnej na świecie stać na płacenie bez wyjątku wszystkim chętnym, za wszystkie procedury medyczne, w krótkim czasie i bez ograniczeń, wykonywane przez ściśle określoną liczbę personelu medycznego?! jeśli odpowiedzą sobie Państwo, że to niemożliwe, to odpowiem – w Polsce wg. polityków jest to „możliwe” i wygląda to tak, jak wygląda …..

Żeby pokryć w jakiś cudowny sposób koszty gigantycznego koszyka świadczeń zapowiedziano mglisto wprowadzenie dodatkowych świadczeń zdrowotnych, ale rząd upadł i przyszedł nowy rząd PO. Tragiczny stan ochrony zdrowia był wszystkim widoczny doskonale, więc nie dziwmy się, że w expose Premiera zapowiedziano decentralizację NFZ, powstanie konkurencji ubezpieczycieli, wejście dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, restrukturyzacje szpitali, równe kontraktowanie podmiotów medycznych niezależnie od tego, czy są publiczne, czy w rękach prywatnych, nareszcie! realną wycenę kosztów procedur medycznych itd. Miało być pięknie. Portmonetka z 1 złotówką jest dalej w naszych rękach, ale mamy znowu przedstawione prześliczne wizje następnych politycznych portmonetek kuszących nieznaną zawartością.

Czekamy więc cierpliwie, ale na razie otrzymujemy – „dla dobra polskiego pacjenta ” – ustawę refundacyjną, która sprawiła, że polski pacjent dopłaca prawie 40% ceny leków (świadczenia gwarantowanego ubezpieczeniem), a wielu odchodzi z apteki bez leków, bo ich na to nie stać (w porównaniu z pacjentem europejskim mamy najwyższe dopłaty do leków), programy lekowe np. onkologiczne są przestarzałe i często nieskuteczne, a dostęp do nowoczesnych terapii SM, RZS jest często fikcyjny ….  Szpitale dalej toną w długach (po chyba 5-krotnej już restrukturyzacji długów, czyli zapłaceniu długów przez budżet państwa, czyli przez nas wszystkich!!), a ich restrukturyzacja jest wyłącznie na papierze Demonopolizacją płatnika oddaliła się w niebyt, kontraktowanie świadczeń nie ma nic wspólnego z wolnością gospodarczą i równością podmiotów, ostatnio przesuwane z roku na rok doczekało się ostrych interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich u kolejnych premierów za pogwałcenie obowiązującego prawa Tzw. pakiet onkologiczny ograniczył dostępność chorych do pozaonkologicznych świadczeń i  pogrąża finansowo oddziały szpitalne, a pakiet kolejkowy wydłużył czas oczekiwania pacjentów w niekończących się kolejkach tak dramatycznie, że uzyskanie porady lekarskiej po tym czasie oczekiwania staje się niepotrzebne lub ….. niebyłe.

Co otrzymujemy teraz w ramach wyborczych obietnic? jaka kiełbasa wyborcza na nas czeka? czeka nas zmiana portmonetki, dostaniemy nową, śliczną, PR-owo zareklamowaną, zaprezentowaną przez politycznych celebrytów w błyskach fleszy – zobaczycie, jak będzie medialnie, fantastycznie i jak wkrótce będzie nam się komfortowo leczyło!

Tylko nikt nam nie powie, że w tej nowej – nowej!? – portmonetce znowu znajdziemy 1 (słownie: jedną) złotówkę na świadczenia medyczne, które będą musiały być wykonane przez w dalszym ciągu najmniejszą liczbę lekarzy (link) w Europie i dramatycznie zmniejszającą się liczbę coraz starszych pielęgniarek (link). Nikt nam nie powie, że niezależnie od tego, czy ta złotówka zostanie przez nas wpłacona do NFZ, ZUS itd. czy też do budżetu państwa – pozostanie dalej jedną złotówką. Nikt nam nie powie prawdy o realności uzyskania konkretnego świadczenia medycznego gwarantowanego spośród 18 tysięcy procedur, natomiast mami się nas wprowadzeniem „dodatkowych” ubezpieczeń. A na co jeszcze mamy wydać kolejne pieniądze, jeśli WSZYSTKO mamy w ramach ubezpieczenia? będzie szybciej? lepiej? rozmnożą się lekarze? sklonują pielęgniarki? ….

Może zacząć od tego, żeby realnie zmienił się nasz portfel ubezpieczenia zdrowotnego, żebyśmy mieli w nim więcej, niż 1 (słownie: jedną) złotówkę, żebyśmy mogli mieć dodatkowe portfele na dodatkowe ubezpieczenia, jakie sobie sami wybierzemy oraz sami decydowali co chcemy mieć w ramach podstawowych świadczeń i w ramach dodatkowych i kto ma nam ich udzielać?

Może trzeba zacząć od tego, że to MY jesteśmy płatnikiem składek i MY mamy decydować o SWOIM zdrowiu i życiu. MY jesteśmy suwerenem we własnym kraju i MY decydujemy. Politycy, jako nasi przedstawiciele mają nam jedynie służyć do tego, by uchwalić ustawy zgodne z naszymi potrzebami i realnymi możliwościami systemu opieki zdrowotnej – stworzyć prawo powszechnie przez NAS akceptowane.

…. pro memoria przed zbliżającymi się wyborami ….

cdn.