Polscy politycy ze zjednoczonej prawicy prześcigają się w zachwalaniu możliwości przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych. Mówią wręcz, to takie nowoczesne, europejskie (sic!). W dodatku najczęściej za przykład podają niemiecką Bawarię lub Szwajcarię. Twierdzą tam sie udało, to nam się też uda, tylko popełniają zasadniczy bład logiczny, bo tam poczta lub inne firmy pocztowe lub kurierskie nie musiały obsłużyć ponad 30 mln ludzi, w tak krótkim czasie, gdy polskich listonoszy jest raptem 25 tys. i to przy założeniu, że żaden z nich do tego czasu nie zachoruje na COVID-19.

Jak sobie zatem wyobrażacie rozniesienie ponad 1200 listów przez każdego listonosza w 2 dni, a potem odebranie ich w jeden dzień? Czas jasno powiedzieć, że nawet zmilitaryzowanie poczyt i obsadzenie na stołku prezesa Poczty Polskiej człowieka zaufanego i prosto z MON nic nie pomoże! (czytaj więcej)

Warto przy okazji pamiętać, że jeszcze przecież mamy demokrację i to mają być wybory powszechne, a w takiej sytuacji każdy ma prawo odesłać list ze swoim głosem. I takie trzeba przyjąć założenie, że weźmie udział w głosowaniu 100 % obywateli na przekór władzy. Wiem, wiem mówicie, ale może, a nie musi? Bo wyniki i tak będą już z góry znane?

W dodatku rodzą się naturalne pytania. Jak uchronić tych 25 tys. pracowników przed zakażeniem koronawirusem? Czy państwo w imię partykularnych intersów partii rządzącej ma moralne prawo ryzykować życiem i zdrowiem tak wielu pracowników Poczty Polskiej? Moim skromnym zdaniem NIE ma takiego prawa! I wbijcie to sobie raz na zawsze do głowy.