Bloger z Wadowic zwinął baner wyborczy kandydatki na posła z KW PiS i nie boi się stanąć przed sądem. – Zdjęcie i zabezpieczenie baneru pani Ewy Filipiak z terenu kaplicy oraz kościoła to symboliczny właściwie gest. Protestuję w ten sposób przeciwko brutalnemu mieszaniu sfer, które co do zasady powinny pozostawać rozłączne – tłumaczy swoje postępowanie dziennikarz obywatelski w rozmowie z Krzysztofem Sitko. – Zdaję sobie sprawę że nie zmienię świata. Ale wiem też, że przynajmniej mogę próbować zmienić swoje najbliższe otoczenie. Więc próbuję na własną skalę i własny sposób – mówi Marcin Gładysz w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl
Krzysztof Sitko: Złamał Pan prawo zdejmując baner Ewy Filipiak w Świnnej Porębie. Co było tego powodem i czy nie obawiał się Pan konsekwencji prawnych?
Marcin Gładysz: Zdjęcie i zabezpieczenie baneru pani Ewy Filipiak z terenu kaplicy oraz kościoła to symboliczny właściwie gest. Protestuję w ten sposób przeciwko brutalnemu mieszaniu sfer, które co do zasady powinny pozostawać rozłączne. Czy obawiam się konsekwencji? Cóż, jeżeli kandydatka do polskiego Sejmu z najbardziej konserwatywnej w kraju partii uzna że powinien się mną zająć wymiar sprawiedliwości, stanę przed Sądem, oczywiście że tak.
Ta akcja odbiła się w mediach lokalnych szerokim echem. Dziennikarze piszą, że jest Pan załamany. To prawda?
– „Załamany” to, jak rozumiem, licentia poetica jednego z redaktorów – nie ma nic wspólnego z moim stanem ducha.
Pana były kolega z wyborów samorządowych startuje w wyborach parlamentarnych, czy gdyby on powiesił tam baner na ogrodzeniu kaplicy to też by Pan go zdjął?
– Znam osobiście kilku kandydatów do parlamentu – gdyby przyszło im do głowy powiesić swoje materiały na kościele postąpiłbym identycznie, to oczywiste.
Czy będzie Pan strażnikiem oddzielenia sakrum od polityki? Czemu Panu to tak bardzo przeszkadza?
– Nie, nie mam w sobie nic z Don Kichota. Zdaję sobie sprawę, że podobnych przypadków było, jest i zapewne także w przyszłości będzie wiele. Wczoraj, pytany o to samo odpowiedziałem: ja jestem tutaj, wstaję rano, rozglądam się po świecie, widzę horyzont i…. na tym skupia się moje zaangażowanie i moja aktywność. Zdaję sobie sprawę że nie zmienię świata. Ale wiem też, że przynajmniej mogę próbować zmienić swoje najbliższe otoczenie. Więc próbuję na własną skalę i własny sposób.
Mieszkańcy Świnnej Poręby mówią: przybysz (tak nazywa się tam ludzi, którzy przyszli do tej miejscowości – przyp. red.) wtrąca się w nasze sprawy. Nie boli Pana taka opinia?
– Nie wiem z jakimi mieszkańcami Świnnej pan rozmawiał – ja mieszkam tutaj blisko10 lat i nigdy nie spotkałem się z jakimkolwiek przejawem nieprzychylności. Zresztą – moja aktywność publiczna koncentruje się głównie na moich Wadowicach – mieście z którym jestem związany od urodzenia i które najzwyczajniej na świecie, kocham.
Wybory parlamentarne są w kluczowej fazie. Jak Pan skomentuje trwającą kampanie w okręgu 12, a szczególnie w powiecie wadowickim?
– Kampania, pytany pan. Sztampowa, prowadzona przestarzałymi, w moim odczuciu dalece nieefektywnymi, metodami. Ma się wręcz wrażenie, że znakomita większość kandydatów pogodziła się z przewidywanymi wynikami. Być może na ostatniej prostej wydarzy się coś godnego uwagi, ale…. nie zakładałbym się o to.
Jakie rady dałby Marcin Gładysz kandydatom na posłów z powiatu wadowickiego?
– Nie mam żadnych rad dla polityków. Chociaż, gdybym któregoś z nich naprawdę bardzo lubił, powiedziałbym jej/jemu- rzuć to w diabły, polityka zabija sumienie. U wszystkich, bez wyjątku.
Ujawni Pan kogo obdarzy z kandydatów w okręgu 12 swoim cennym głosem?
– Ludzie którzy mnie znają, wiedzą jakie wartości są mi bliskie, więc bez większego trudu domyślą się jakie ugrupowanie reprezentuje je możliwie najbliżej. Dla pozostałych pana czytelników – mocno nie sądzę żeby interesowało ich na kogo odda głos zwyczajny facet z małej wioski.
Dziękuję za rozmowę.
Zostaw komentarz