Staram się nie narzekać. Narzekanie zabiera mi bowiem to, co jeszcze mam, a niczego dobrego nie dodaje. Stwarza uczucie pozornej ulgi, wygadania się, spuszczenia złego powietrza. Ale nie rozwią-zuje na dłużej problemów. Narzekanie jest rodzajem narkotyku, środka antybólowego.
Jako naród, sporo narzekamy. Wciąż nam jest z czymś lub kimś źle, cały czas coś nie pasuje. Jądrem narzekania jest niepewność siebie względnie brak woli walki o to, w co się wierzy. Ojcem i matką narzekania jest lenistwo duchowe. LENISTWO!
Historia ludzkości nie zna ani jednej postaci, która dokonała rzeczy ważnych i dobrych, która budowałaby na narzekaniu (nie mylić z twórczym krytykowaniem). Zna za to tysiące ludzi, którzy wiele zbudowali na czymś zgoła przeciwnym – na dziękowaniu.
Narzekając zamykamy się w sobie, dziękując – otwieramy się na innych.
Św. Paweł na swój sposób przekuł jednak narzekanie w dziękczynienie:
Bracia: Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi bowiem, gdybym nie głosił Ewangelii! Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia. Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam. Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby uratować choć niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewan-gelii, by mieć w niej swój udział.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz