W Brukseli wypracowano porozumienie, wg. którego od 5 listopada 2020 r budżet Unii Europejskiej na lata 2021-2027 i wypłaty unijnych środków będą powiązanie z praworządnością oraz posiadaniem niezależnego sądownictwa.

Decyzje o ewentualnym zawieszaniu bądź odbieraniu krajom środków będą podejmowane nie wg zasady jednomyślności, a większością kwalifikowaną, na wniosek Komisji Europejskiej przez Radę Unii.

Czym jest mechanizm praworządności i jak jest on groźny nie tylko dla Polski i Węgier, ale dla demokracji doskonale wyjaśnił europoseł PiS Witold Waszczykowski w zapisie rozmowy z portalem wPolityce.pl. (13.11.20020) Tzw. mechanizm praworządności, wykracza daleko bardziej poza praworządność – to mechanizm kontroli członka Unii Europejskiej.

Nie dotyczy on tylko ustroju sądowniczego, wymiaru sprawiedliwości, ale dotyczy sfer zupełnie nieobjętych żadną współpracą europejską, żadnym traktatem – sfer społecznych, światopoglądowych czy wręcz intymnych, jeśli mówimy np. o kwestiach LGBT. (…) Mamy do czynienia z bardzo niebezpiecznym momentem w rozwoju Unii Europejskiej. Komisja domaga się otrzymania prerogatyw rządu, czyli zdolności nakładania podatków i zaciągania pożyczek poprzez tzw. mechanizm praworządności – bardzo szeroko definiowanej – zdolności monitorowania i oceniania rządów w krajach europejskich, a  mając uprawnienia do zabierania czy do zatrzymywania im funduszy – zdolności obalania tych rządów.

To znaczy, że KE uzyskałaby prawo weta, niezgadzania się na realizację przez rząd państwa członkowskiego jego programu wyborczego, z którym ten rząd zdobył władzę. Uznałaby: wygraliście wybory, ale nie macie prawa wykonywać tego programu, bo nie damy wam pieniędzy. To jest ingerencja w proces demokratyczny w państwach członkowskich”.

Jakoś tak się dzieje, że tej wypowiedzi europosła W. Waszczykowskiego specjalnie się nie nagłaśnia, a było by warto, bowiem niemiecki minister, ds. Europy Michale Roth, nie ukrywa i mówi, wprost, że za pomocą tego nowego mechanizmu możemy obciąć środki, jeżeli państwo członkowskie naruszy zasady praworządności.

Również w ocenie europosła Saryusz-Wolskiego, „chodzi o zainstalowanie bezprawnego, poza traktatowego, siłowego rozwiązania, które dawałoby możliwość wywierania presji i szantażowania krajów, których rządy się nie podobają – po to, żeby rządy, które się podobają, mogły być zainstalowane wbrew werdyktowi demokratycznemu społeczeństw”.

Od kilku tygodni z ust wicepremiera J. Kaczyńskiego, premiera M. Morawieckiego, oraz polityków PiS słyszymy, że Polska nigdy się na to nie zgodzi i budżet zawetuje.

Jarosław Kaczyński, wicepremier i prezes PiS mówił – „Polacy decydując się na wejście do UE, nie zgadzali się na bycie czyjąkolwiek kolonią, a przecież takie podporządkowanie uczyniłoby z nas i innych właśnie kolonię tzw. najbardziej wpływowych unijnych graczy. Jeśli Wspólnota ma być silna i powiększać swe wpływy, to musi pozostać wspólnotą ojczyzn. A nie terytorium, na którym ktoś chce poprzez szantaż i nieuczciwe działania wprowadzać mechanizmy znane z państw totalitarnych. Na uczynienie z Polski kolonii zgody nigdy nie było i nie będzie. (…) Będzie weto. Jeśli groźby i szantaże będą utrzymane, to my będziemy twardo bronić żywotnego interesu Polski. Weto. Non-possumus. I tak będziemy działać wobec każdego, kto będzie stosował wobec nas jakieś wymuszenia”.

Z kolei premier Mateusz Morawiecki powiedział – „Na pewno skorzystamy z prawa do sprzeciwu, jeśli nie dojdziemy do porozumienia w sprawie powiązania tzw. praworządności z budżetem UE (…) Nie będzie zgody na uzależnienie dostępu do unijnych funduszy od wyobrażeń KE, co do tego, jak funkcjonuje polskie państwo (…) Polska nie może zaakceptować mechanizmu, który pro­wadzi do prymatu politycznych i arbitralnych kryteriów nad merytoryczną oceną”.

Wysłał do przywódców UE list w sprawie mechanizmów warunkowości związanych z budżetem UE. Nie pada w nim słowo „weto”, tylko stwierdzenie, że Polska nie może zaakceptować mechanizmów, które prowadzą do prymatu politycznych i arbitralnych kryteriów nad oceną merytoryczną.

Widać, iż premier jak ognia unika słowa weto i bawi się w Wersal w sytuacji, gdy należy postawić sprawę twardo.

Zaniepokoiły mnie jego słowa, że „jeżeli nie dojdziemy do porozumienia w sprawie powiązania tzw. pra­worządności z budżetem UE”.

O tym, iż jest coś na rzeczy świadczy artykuł „Polskie weto nie wypali? „Rzeczpospolita”: Unijni politycy nie wierzą w groźby PiS” (Do Rzeczy.pl, 16.11.2020) w którym anonimowy dyplomata z Brukseli w rozmowie z „Rz”, odnosząc się do listu Morawieckiego stwierdził, że został napisany w ten sposób, że „otwiera furtki na różne możliwości. Zostawia przestrzeń do jakiegoś kompromisu”.

Co to znaczy „dojdziemy do porozumienia”, Na czym to porozumienie miałoby polegać? Czy suwerenność można przehandlować?

Tu nie ma miejsce na żadne najmniejsze nawet kompromisy, musi być twarde i konsekwentne działanie. Dlatego oczekiwałabym od premiera zdecydowanego stanowiska, czyli odrzucenia w całości powiązania tzw. praworządności z budżetem UE, i zastosowanie weta a nie szukanie zgniłych kompromisów, które i tak uderzą w Polską suwerenność.

Szef rządu powinien mieć na uwadze, że prezydencja niemiecka, bez wahania wywróciła ustalenia przyjęte po budżetowym szczycie 21 lipca 2020 przez 27 krajów. Zgodziliśmy się w nich na powiązanie funduszy unijnych z praworządnością, ale rozumianą jako ochrona interesów finansowych Unii Europejskiej. Artykuł 322. Traktatu, na który powoływano się w dokumencie końcowym tego dotyczył.

Mówienie o tym, że zdaniem strony polskiej propozycje Niemców i Parlamentu Europejskiego naruszają traktaty UE, przynosi taki sam efekt jak chłostanie morza. Przecież oni o tym doskonale wiedzą i naszymi opiniami się nie przejmują.

Przykre jest to, że europosłowie, dziennikarze, politycy naciskają na premiera Morawieckiego, by nie wymiękł i ze względu na powiązanie praworządności z budżetem zawetował go. Do nich dołączył min. Zbigniew Ziobro (ujawnił, że wysłał do premiera list w tej sprawie) i jego wiceministrowie, którzy na konferencji prasowej 16.11.bm również poparli ideę weta, przedstawiając skutki dla Polski gdyby jej nie zawetował.

Inaczej postępuje premier Węgier Viktor Orban, który również wysłał list do niemieckiej prezydencji i szefów unijnych instytucji. W odróżnieniu od naszego szefa rządu, stanowczo zagroził zawetowaniem budżetu UE i funduszu odbudowy, jeśli wypłata środków będzie powiązana z kwestią praworządności.

Już niedługo okaże się, czy rację mają zachodni politycy nie wierząc, że Polska może zawetować budżet, gdyż jest jego beneficjentem. Manfred Weber, szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim i działacz bawarskiej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU) powiedział wprost, że „Groźba obu państw, że zawetują budżet, jeśli wspomniana klauzula pozostanie w mocy, jest w znacznej mierze humbugiem” oraz „faktyczne skorzystanie przez Polskę i Węgry z prawa weta jest wątpliwe, gdyż nie mogą one zrezygnować z funduszy unijnych”.

Projekt powiązania wypłat z budżetu UE z przestrzeganiem zasady rządów prawa powstał w maju 2018 roku. Komisja Europejska przedstawiła wtedy pierwszy taki pomysł. PiS miał dwa lata by wyjaśnić Polakom jakie zagrożenia niesie mechanizm praworządności. Nie zrobiono w tym kierunku nic, mając nadzieję, iż problem sam się rozwiąże i dlatego nie należy o nim mówić. A prace nad nim w ciszy gabinetów trwały.

Pamiętam jak politycy PiS 21 lipca 2020 cieszyli się jak dzieci, że w końcowym dokumencie po budżetowym szczycie UE nie było mechanizmu „pieniądze za praworządność”, który mógłby uderzyć w Polskę. Premier Morawiecki wówczas mówił „W porozumieniu nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy praworządnością a środkami budżetowymi”.

Dzisiaj się dziwi i wierzy w cuda, iż nie zostanie on wprowadzony, że jest jeszcze szansa na jego anulowanie. Zamiast ogłoszenia, że postawi weto odnoszę wrażenie, iż zastanawia się jak przekazać Polakom ewentualny jego brak.

Unikanie zajęcia twardego stanowiska przez premiera M. Morawieckiego, oraz wypowiedź wicepremiera Jarosława Gowina który w „Kwadransie politycznym” (12.11.2020) na pytanie prowadzącej redaktor Doroty Łosiewicz czy Polska powinna budżet Unii Europejskiej zawetować odpowiedział – „te blisko 780 mld zł to jest niezbędny zastrzyk dla polskiej gospodarki żebyśmy mogli wejść na ścieżkę odbudowy i rozwoju po pandemii. Dla mnie o czym wiemy dzisiaj nie jest tak bardzo groźne, dlatego, że ta zasada praworządności ma być powiązana, ma dotyczyć tylko jedynie uczciwego wykorzystywania funduszy unijnych, a z tym Polska nie ma najmniejszego kłopotu. Należymy do grona państw które najskuteczniej i najuczciwiej te środki wykorzystuje” powoduje, że nie postawiłabym diamentów przeciw orzechom, że premier Morawiecki zawetuje unijny budżet.

Foto: TVP info