Po podpisaniu przez premier Beatę Szydło Deklaracji Rzymskiej czyli dokumentu, który wyznacza zadania na przyszłość oraz potwierdza wspólne zaangażowanie na rzecz współpracy w ramach UE, pani premier ogłosiła sukces polskiej dyplomacji, ponieważ zawiera on polskie postulaty które znalazły się w Deklaracji Rzymskiej:
jedności Europy,
wspólnego, niepodzielonego rynku,
polityki obronnej UE realizowanej w ścisłym powiązaniu z polityką NATO,
odpowiedniej pozycji parlamentów narodowych w procesie legislacyjnym.
Deklaracja Rzymska zawiera bardzo ogólnikowe zapisy, które w przyszłości umożliwią różną ich interpretację. Jak można odczytać zadeklarowane dokumencie m.in. zdanie: „Będziemy działać wspólnie, w zależności od potrzeb w różnym tempie i z różnym nasileniem, podążając jednocześnie w tym samym kierunku”

Uważam, że bez względu na wyniki wyborów w Austrii, Francji i Niemczech uczestnicy szczytu w Wersalu (06.03.2017), (przywódcy Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii) opowiedzieli się za ideą Europy różnych prędkości. Nie ma dla nich najmniejszego znaczenia, że różne tempo integracji jest sprzeczne z dotychczasowymi zasadami solidarności europejskiej. Na przestrzeni lat przywódcy Unii niejednokrotnie pokazali, że nie szanują zasad które w danym momencie kolidują z ich polityką. Tym bardziej, że Angela Merkel uważa iż Europa różnych prędkości jest koniecznością, w przeciwnym razie dojdzie do zastoju.

Angela mówiąc o przyszłości UE stwierdziła „Musimy odważyć się na to, by niektóre kraje szły do przodu, jeżeli nie wszyscy będą chcieli brać udział”, a prezydent Francji Francois Hollande dodał – „Jedność nie oznacza jednolitości”, (…) „opowiadam się za tym, by zaistniały nowe formy współpracy, za nowymi projektami, co określamy jako zróżnicowaną współpracę”.

Oni nie zrezygnowali, czekają tylko na zakończenie wyborów. Już nie raz pokazali, że w zależności od potrzeb nie mają problemów z naginaniem, interpretowaniem i łamaniem zapisów. Tak było gdy:

Pod koniec lutego 2017 r ministrowie ds. środowiska państw UE przyjęli wspólne stanowisko ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU – ETS). Polska w grupie dziewięciu krajów UE sprzeciwiła się jej, ale nie udało się zablokować prac. Mimo, że reformy stoją w sprzeczności z porozumieniem dotyczącym liczby uprawnień do emisji zawartym przez Radę Europejską w 2014 r. wprowadzone zostały zmiany zasad handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Polski sektor energetyczny dostanie mniej darmowych przydziałów, niż udało się wynegocjować w 2014 r. Reforma może kosztować polską energetykę nawet 90 mld zł.

W ostatnich latach w obro­nie przed tańszymi usłu­godawcami transportowymi z Polski zaczęły dzia­łać Niemcy, które pod szczytnymi hasłami ochrony interesów pracowniczych uznały, że płaca minimalna w ich sektorze transportowym powinna też obowiązywać kierowców z zagranicznych firm w czasie, gdy przejeżdżają przez ich kraj. Ochoczo dołączyły do nich Francja, Austria, Włochy, a następnie Belgia, Dania, Luksemburg, Szwecja i Norwegia. Podpisały one porozumienie nazwane Soju­szem Drogowym którego nieoficjalnym celem jest wypchnięcie polskich firm z rynku transportowego.

Bez konsultacji KE w ubiegłym roku zaproponowała zmiany w dyrektywie z 1996 r. w sprawie delegowania pracowników. Wprowadza ona zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Oznacza to, że pracownik wysłany przez pracodawcę tymczasowo do pracy w innym kraju UE miałby zarabiać tyle, co pracownik lokalny za tę samą pracę. Ma mu przysługiwać nie tylko płaca minimalna, jak jest obecnie, ale też inne obowiązkowe składniki wynagrodzenia, jak premie czy dodatki urlopowe. Gdy okres delegowania przekroczy dwa lata, to – zgodnie z propozycją KE – pracownik delegowany byłby objęty prawem pracy państwa goszczącego. Wprowadzone rozwiązania, dyskryminują firmy z naszego regionu. Podważając zasady stre­fy Schengen, proponuje rozgraniczenia terytorialne w stosowaniu prawa pracy, a wymuszając stoso­wanie stawek minimalnych ­gwałci zasady wspólnego rynku obowiązujące w Unii Europejskiej. Nie chodzi jej o rzeczywistą współpracę, tylko o forsowanie interesów kosztem pozostałych, równoprawnych krajów członkowskich.

Komisja Europejska i niemiecki urząd regulacji energetyki (Bundesnetzagentur) – wyrażając zgodę by Gazprom zwiększył możliwości przesyłowe gazociągu OPAL z 50 do 80 proc. (z 17,5 mld do 28 mld m3), naruszyły przepisy Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej oraz Dyrektywę 2009/73/WE ws. wspólnych zasad rynku wewnętrznego podważając powszechne stosowanie reguły TPA w Unii Europejskiej (reguła równego dostępu strony trzeciej do przesyłu). Stworzyły także realne zagrożenie dla stabilności dostaw gazu do Europy Środkowo-Wschodniej.

Oddanie gazociągu we władztwo Gazpromu oznacza napływ dodatkowych ilości rosyjskiego surowca na rynek niemiecki który będzie wypychał surowiec z innych źródeł, utrudniał mu dostęp i zwiększy uzależnienie od gazu rosyjskiego. A jeszcze niedawno politycy Unii Europejskiej mówili o potrzebie zwiększenia dywersyfikacji źródeł europejskiego zaopatrzenia w gaz. Szefowie polskich firm gazowych w rynku niemieckim widzieli jedną z możliwości ekspansji. Jednak za przyzwoleniem KE i niemieckich urzędników Rosjanie zyskają uprzywilejowaną pozycję. Będą mogli rzucić ogromne ilości surowca sprzedawanego po niskich cenach. Decyzja ta może zniweczyć nasze plany uniezależnienia się od dostaw rosyjskiego surowca.

Z błogosławieństwem władz w Berlinie niemiecki biznes szykuje się do budowy Nord Stream – 2, czyli trzeciej i czwartej nitki Gazociągu Północnego. Idea nie jest nowa, bo prace nad jego realizacją rozpoczęły się tuż po oddaniu do użytku pierwszych dwóch nitek w 2011 r.

Jego budowa będzie mieć olbrzymie implikacje dla Polski, Europy Środkowej oraz porządku prawnego Unii Europejskiej, bo jedno z kluczowych założeń Unii Energetycznej, to ścisłe przestrzeganie prawa energetycznego. Jest ona niezgodna z głównym kierunkiem polityki energetycznej Wspólnoty ponieważ zwiększa uzależnienie jej niektórych obszarów od surowca dostarczanego przez Gazprom bądź naraża je na przyszły szantaż energetyczny. Inwestycja ta nie jest sposobem na dywersyfikację dostaw i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego UE Ale kto by się tym przejmował. Dla Niemców liczą się przede wszystkim ich własne korzyści. Budowa Nord Stream – 2 sprawi, że łącznie ok. 80% dostaw rosyjskiego gazu do Europy płynie przez Niemcy dzięki czemu poprawią swoją pozycję tranzytową oraz staną się jeszcze silniejszym rynkiem handlu gazem.

Aby był możliwy przesył rosyjskiego gazu konieczne będzie zwolnienie (częściowe lub całkowite) z reżimu trzeciego pakietu energetycznego UE, który mówi o tym, że właściciel gazociągu nie może być jednocześnie dostawcą dedykowanego dla niego surowca. KE uczyniła już dla Gazpromu wyjątek w tym zakresie (chodzi o OPAL tj. lądową odnogę Nord Streamu). Już słyszałam wypowiedzi, o kolejnym ominięciu prawa by tylko umożliwić realizację tego kontraktu.

Obejście prawa miało miejsce podczas wyboru D. Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej. Nie było wyborów choć traktat przewiduje w tej sprawie głosowanie większościowe. Nie odbyła się żadna dyskusja. Głos zabrała tylko premier Beata Szydło. Nie było głosowania nad Tuskiem. Nie było pytania kto jest za, kto się wstrzymał i tak dalej. Premier Malty Joseph Muscat zapytał tylko, czy ktoś oprócz niej jest przeciwny odnowieniu mandatu dotychczasowego przewodniczącego.

Kolejne obejście prawa miało miejsce gdy premier Beaty Szydło odmówiła złożenia podpisu pod wnioskami ze szczytu na którym nastąpiła reelekcja D. Tuska. Zamiast wniosków przyjęto konkluzje przewodniczącego Rady z poparciem 27 państw bez Polski.

Dlatego nie przykładałabym wielkiego znaczenia do zapisów w Deklaracji Rzymskiej. Decyzja odnośnie Unii różnych prędkości już zapadła.