Opozycja wykorzystuje najmniejszy pretekst, by mało istotną sprawę rzutującą negatywnie na pracę rządu B. Szydło podnieść do rangi najważniejszego wydarzenia. Tak było, gdy doszło do wypadku kolumny rządowej przewożącej panią premier. Wypadek ten był grzany tygodniami. Nie przejmując się prawdą opozycja i popierające ją media potrafią posunąć się do ordynarnego kłamstwa, by tylko uderzyć w rząd. Tak było w przypadku wmawiania społeczeństwu, że min. Macierewicz niszczy zdolności obronne polskiej armii, a PiS chce wyprowadzić Polskę z UE. Permanentne stygmatyzowanie prawicy, jako nieudaczników i popaprańców ma na celu doprowadzenie do obalenia rządu oraz sprawienia, by nigdy więcej nie wygrała ona wyborów i nie przejęła władzy.

Zastanawiająca jest niemoc informacyjna prawicowych dziennikarzy i środków przekazu. Dlaczego non stop nie przypomina się, że za czasów rządów opozycji również dochodziło do wypadków z udziałem m.in. prezydenta Bronisława Komorowskiego, (w którym ucierpiała kobieta z dzieckiem), szefa MSZ Radosława Sikorskiego, Janusza Piechocińskiego, i że były one skrupulatnie zamiatane pod dywan?

Po każdym oskarżeniu przez opozycję PiS-u o wyprowadzeniu Polski z Unii Europejskiej prawicowi dziennikarze i politycy powinni natychmiast domagać się, by pokazała konkretne działania, jakie rządzący podjęli w tym kierunku.

Dlaczego na nieustanne zarzuty, że min. Macierewicz niszczy zdolności obronne polskiej armii, nie przypomina się, że to dzięki jego staraniom szczyt NATO w Warszawie był ogromnym sukcesem Polski? To na nim zostały podjęte decyzje polityczne i wojskowe, dzięki którym mamy realną obecność NATO na terenie Polski, wzmacniającą naszą obronę. Dlaczego nie przypomina się jak opozycja na trzy dni przed spotkaniem huraganowo zaatakowała ministra Antoniego Macierewicza próbując go odwołać?

Gdy miesiącami trwał nieustanny atak na B. Misiewicza i kojarzenia wszystkich nieprawidłowości z „Misiewiczami”, aż się prosiło mówić o wielomiliardowej aferze reprywatyzacyjnej i roztoczonym parasolu ochronnym przez PO nad H. Gronkiewicz-Waltz oraz o tysiącach „Gronkiewiczach i Tuskach”, którzy są symbolem PO. Zamiast tego prawica opuściła rękawice i oddała pole opozycji.

Dlaczego nieustannie nie przypomina się jak to:

Polska za czasów Tuska „zdała egzamin” po katastrofie Smoleńskiej,

Kopacz przekopywała ziemię z największą starannością na 1 m w głąb, jak ją przesiewała i jak każdy znaleziony szczątek był poddawany badaniom genetycznym.

po ekshumacji okazuje się ,że dokonano zamiany ciał w trumnach i jak je zbezczeszczono.

Gdy opozycja grzeje tematy tygodniami, wychodząc z założenia, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą, a obrzucanie prawicy błotem spowoduje, że zawsze się coś do niej przyklei, prawica po kilku dniach, rzadko, kiedy tygodniach odpuszcza pokazywanie kłamstw i manipulacji, bo uważa, że już dosyć jest tych informacji.

Dlaczego nie przypomina się obietnic składanych podczas exposé przez Tuska oraz kłamstw i obłudy polityków PO, którzy tak dbali o standardy demokratyczne w Polsce, iż miliony podpisów zebranych przez Polaków w sprawie różnych referendum szły od razu na przemiał?

Ilu Polaków wie, że dzięki koalicji PO-PSL od 1 lipca 2015 roku weszły w życie zmiany procedury karnej, według której rola sędziego ograniczała się nie do ustalenia prawdy, a siedzenia i słuchania prokuratora oraz obrońcy, oceniając, który z nich wypadł bardziej przekonująco i na tej podstawie wydania wyroku. Nowy system preferował przed sądami ludzi zamożnych, których stać było na wynajęcie najlepszych adwokatów oraz opłacenie prywatnych opi­nii prawnych i ekspertyz biegłych będących dowodami w postępowaniu. Wprowadzone zmiany skutkowały tym, że bogaci mogli łatwo uniknąć kary, a przeciętni ludzie mogli zostać skazani, nawet, gdy byli niewinni.

Mimo, że przepisy te zostały cofnięte, dlaczego się do tego nie wraca i nie przypomina jak PO dbała o zwykłego obywatela?

Jestem zaszokowana nieumiejętnością propagandowego wykorzystywania „darów z nieba”, które same pchają się w ręce prawicy. Do takich zaliczam wypowiedz Grzegorza Schetyny, który:

w czasie konwencji wyborczej w październiku 2016 r., za­powiedział, że „jak przejmiemy władzę to zlikwidujemy CBA i zlikwidujemy IPN”,

będąc gościem „Kropki nad i” w TVN24 stwierdził, że „program 500+ program powinien być nakierowany na tych, którzy mają pracę lub jej poszukują”,

w wy­głoszonym w Sejmie przemówieniu kandydata na premiera technicznego obiecał „przekazanie kompetencji wojewodów marszał­kom województw” (…) „oddanie podatków lokalnym społecznościom”, co w konsekwencji doprowadziłoby do uniezależniania się po­szczególnych części Polski, prowadząc ją w stronę federacji regionów i likwidacji struktur państwa.

Zamiast grzania non stop tych tematów przez wszystkie prawicowe media i dziennikarzy, poruszyli je jedynie: Michał Rachoń, w króciutkim felietonie „Program likwidacyjny kandydata na premiera”, („GP”, nr 15, 12.04.2017), oraz Piotr Skwieciński, w artykule „Profilaktyczny demontaż Rzeczypospolitej”, („w Sieci”, nr. 16, 18.04.2017). To zdumiewająco mało jak na kaliber wypowiedzianych zdań.

Gdy patrzę się na niemoc prawicy w walce propagandowej z liberalno-lewicową, to ogarnia mnie przerażenie, bo widzę jej dziecinną wręcz bezradność. Jeżeli się w tym zakresie nic nie zmieni, to czarno widzę przyszłość PiS-u.