Pamiętam, że jeszcze jako uczeń liceum zastanawiałem się, skąd w Polsce tylu rusofilów? Pomijając tzw. pragmatyków, którzy mrugając okiem do wtajemniczonych oficjalnie wygłaszali nawet największe brednie przecież istniała spora grupa traktująca wstępniaki Trybuny Ludu na poważnie.

To, co kiedyś nasi przodkowie nazywali wprost zdradą dzisiaj nazywane jest… patriotyzmem przez ludzi, których antenatów ideologicznych lud Warszawy wieszał na latarniach w 1794 roku! Bo przecież ich filorosyjskość, zatracenie instynktu narodowego na rzecz ślepej wiary kremlowskiemu satrapie świadczy albo o całkowitym zidioceniu, albo też, co gorsze, o świadomym zaprzedaniu się w imię doraźnych bądź tylko spodziewanych korzyści.

Aż korci, by wrzucić takiemu/takiej prosto w twarz słowa (nieco tylko dostosowane do sytuacji), jakie ongiś wykrzyknął imć Zagłoba w twarz zdrajcy Radziwiłła:

– Pytajcie się go, jakie korupcje wziął od Moskala? Ile mu wyliczono? Co mu jeszcze obiecano? Mości panowie, oto Judasz Iskariota! Bodajeś konał w rozpaczy! bodaj ród twój wygasł! bodaj diabeł duszę z ciebie wywlókł… zdrajco! zdrajco! po trzykroć zdrajco!

Tymczasem jakby nigdy nic renegaci nie tylko cieszą się pewną popularnością, to jeszcze sami podkreślają swoją antypolskość.

Oto Konrad Rękas, w przeszłości skazywany prawomocnie za drobne czyny kryminalne, dzisiaj natomiast ceniony publicysta wyłącznie polskojęzycznych portali, pisze o sytuacji na naszej granicy z Białorusią (chociaż właściwsze byłoby pisanie o granicy z Rosją, gdyż za Łukaszenki Republika na nowo stała się prowincją moskiewskiego imperium).

Tego, że Łukaszenka, ongiś prezydent suwerennego kraju, na nowo stał się czymś w rodzaju dyrektora kołchozu, trzymanego na stanowisku tylko dzięki rosyjskiej armii, Rękas nie wspomina. Za to próbuje bat’kę przedstawiać jako groźnego wodza:

Nie ulega wątpliwości, że Polska na całej tej sytuacji mogła ugrać sporo, tak politycznie, jak i nawet finansowo. Tymczasem jak dotąd ponosi jedynie koszta przedłużających się przepychanek i coraz wyraźniejsze międzynarodowe straty wizerunkowe, wykorzystywane bezwzględnie przez Mińsk. Czemu zresztą trudno się dziwić pamiętając, że to przecież z Polski szły pieniądze, szkolenie i pomoc dla nieudanej próby zeszłorocznego przewrotu politycznego na Białorusi. A prezydent Łukaszenko zawsze spłaca swoje długi. Tym łatwiej, że strona polska robi mu jeszcze propagandowe prezenty, jak w przypadku nieszczęsnego dezertera, który przecież w normalnych warunkach nigdy nie powinien był znaleźć się na pierwszej linii i to z bronią w ręku.

Tak więc polskojęzyczny Rosjanin Rękas wprost mówi nam, że uchodźcy zasiłkowi na naszej granicy pojawili się jako retorsja Łukaszenki za polską pomoc coraz liczniejszej białoruskiej opozycji. B. dyrektor kołchozu, nazywany „prezydentem”, szuka pomsty za to, że Europa nie uznaje go za wybranego demokratycznie prezydenta.

Na dodatek Polska jest głupia, mogła bowiem ciągnąć kasiorę jako kolejny pośrednik na drodze do islamizacji Niemiec.

Polskojęzyczny pisze wprost:

Oczywiście też, ze względu na ewidentnie tranzytowy charakter tej fali imigracyjnej – należało zaraz po jej pojawieniu się należało rzecz całą załatwić na roboczo. W ramach negocjacji z udziałem Białorusi, skąd przybywają i Niemiec, dokąd dążą. Znowu jednak, zadecydowały względy wewnątrzpolityczne, jak i zapewne zachęty anglo-amerykańskie, ukierunkowane przede wszystkim na utrudnienie sytuacji nowego rządu Niemiec i dalsze pogorszenie nie tylko relacji polsko-białoruskich, ale i polsko-niemieckich.

Stara śpiewka, zapoczątkowana co najmniej przez Brauna – źli Anglosasi konfliktują nas ze Wschodem, tj. Putinem i Łukaszenką, oraz z Niemcami, których wszak największym marzeniem jest przyjęcie kolejnej fali emigrantów. Jako że inżynierów, architektów i lekarzy napuścili już wystarczająco dużo ostatnim razem, teraz oczekują specjalistów innych specjalności. Łukaszenka ich przywiózł, a my na złość Niemcom nie zamierzamy przepuścić.

Ale przecież tak dalej się nie da. Rękas prorokuje:

Wiosną może natomiast dojść do dalszej eskalacji, gdy poza bezpośrednimi transferami ludzkimi między Mińskiem a Berlinem – na granicę polsko-białoruską powrócą już nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy kandydatów na imigrantów, a towarzyszyć im będą kolejne potoki idące z Ukrainy. I bez rozwiązania systemowego, politycznego – dalsza przemoc i prężenie muskułów przez polski rząd przy udziale wojska nie będą już mogły być kontynuowane. Bo Polski po prostu nie będzie już na to stać.

Jakoś tak dziwnie się składa, że Białoruś oficjalnie graniczy z państwami, z których to napływ uchodźców zasiłkowych nie grozi, co najwyraźniej umknęło uwadze Rękasa. By znaleźli się na naszej granicy należy ich wcześniej przywieźć. A to kosztuje, niestety.

Kto zaryzykuje swój, a często nawet całej rodziny, kilkuletni dochód, by utknąć w lasach na północy? Pamiętajmy, że mało kto potrafi 6 dni wytrzymać pod wodą, zimną na dodatek. ;)

Do tego jeszcze nie wiadomo, co tak naprawdę czeka po drugiej stronie granicy – Emil Cz. swoimi opowieściami o strzelaniu do uchodźców mógł przestraszyć całkiem sporą grupę. Paradoksalnie więc mógł zrobić dla dobra Polski o wiele więcej, niż ktokolwiek w Polsce czy nawet w całej UE.

Traktować go w kategoriach zdrajcy zatem nie sposób. ;)

Poza tym to nie tak, że ludzi prosto z samolotów ładuje się do autobusów i pędzi na zasieki po polskiej stronie. Naprzód trzeba ich skoszarować w jakichś w miarę przyzwoitych warunkach.

Nawet zakładając, że wszyscy płacą solidnie za swój pobyt, to jednak może się okazać, że zbyt duże nagromadzenie roszczeniowo nastawionych ludzi zgromadzonych tylko w jednym miejscu może okazać się czymś w rodzaju bomby.

W zeszłym roku siły specjalne b. dyrektora kołchozu ledwie poradziły sobie ze społecznym niezadowoleniem.

Jeśli teraz zacznie się protest islamistów, których część przynajmniej nie zawaha się przed wysadzeniem czegoś w powietrze czy też tylko zastrzeleniem czy nawet poderżnięciem gardła jakiemuś człowiekowi to co wtedy? Łukaszenka każe rozstrzeliwać kolejne partie uchodźców zaraz po przylocie do Mińska?

Gniewne popiskiwanie rosyjskiego publicysty piszącego po polsku, Rękasa, niedwuznacznie wskazuje na taki obrót wydarzeń.

Im więcej ludzi nie przechodzi na polską stronę granicy tym większy ferment powstaje na Białorusi.

Niech zatem Łukaszenka dwoi się i troi, samoloty z kolejnymi szukającymi bezproblemowego życia za zasiłek niech lądują w Mińsku nawet co dwie minuty.

Każdy taki przylot zbliża upadek b. dyrektora kołchozu, nazywanego przez moskiewskich propagandzistów „prezydentem”.

Jeśli my bowiem mamy problem na granicy, on ma go w samym centrum państwa. I z każdym zawróconym z granicy staje się on poważniejszy.

Pojękiwania rosyjskich publicystów piszących po polsku powinny nas tylko utwierdzać w tym, co robimy.

Gorzej będzie dopiero wtedy, jak zaczną nas chwalić.

23/24.12.2021

PS A gdyby tak ogłosić, że zasiłki przysługują tylko obywatelom Unii? I to takim, którzy przepracowali co najmniej 2 lata?

Inni natomiast będą w obozach przejściowych, gdzie prócz 10 euro kieszonkowego raz w miesiącu nie mieliby możliwości otrzymania innych środków. 3 razy dziennie posiłek, poranna gimnastyka, obowiązkowe zajęcia z miejscowego języka. Jak nie pasi, to wypad w ciągu 24 godzin.

PPS Linku do antypolskiego tekstu Rękasa nie podaję. Kto chce, niech wrzuci w google’a.

fot. youtube