Strajk Nauczycieli, pucz w sejmie, szantaż dziećmi …. dla naszego narodu to niestety nic nowego.

W 1791 Święta Wielkanocne przypadały niemal w ten sam dzień co w obecnie – 24 kwietnia. Obradujący w Warszawie posłowie, z których co poniektórzy planowali kolejny raz zgłosić weto, rozjechali się na „ferie”. Rzeczypospolitej groził upadek, wynikający z tragicznej swawoli bogatej kosmopolitycznej arystokracji. W tych warunkach powstał niezwykły plan wykorzystujący słabości bogaczy.

Postanowiono zwołać Sejm już na 3 maja, mając nadzieję, że najbardziej leniwi nie dojadą opici suto winem. Tak się stało, i gdy błyskawicznie wprowadzono pod obrady Konstytucję, zwaną potem „3 Maja” nie było komu postawić weta. Jak bardzo potrzebna to była ustawa wiemy z historii. Zbyt późno zatrzymała ona niszczenie państwa, rozpoczęte fatalną decyzją półtora wieku wcześniej, kiedy to kalwin Radziwiłł nie dopuści do powołania orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – ciała wspierającego pozycję króla. Blokada ta, i osłabienie roli kanclerza Ossolińskiego bezpośrednio doprowadziły do wybuchu Powstania Chmielnickiego, osłabienia kasy, zniszczenia wojska, następnie umożliwiły Potop z potworną grabieżą i dalsze niszczenie państwa i działanie obcej agenturze.

Teraz Konstytucja miała nadzieję uratować Rzeczypospolitą przed zagładą, czekała tylko na podpis króla. Torpedowane 150 lat reformy wreszcie mogły się rozpocząć. Zdążyli jednak przyjechać oportuniści, cwaniacy, ludzie różnych międzynarodowych układów, bogacze wynajmujący drobnych szlachciców do stawiania oporu i próbowali zablokować tę decyzję.

Najbardziej barwną i radykalną postacią był Jan Suchorzewski. Dawniej wielki patriota, obrońca stanu szlacheckiego, radykalista i tradycjonalista – odpowiednik dzisiejszych krzykliwych nacjonalistów. Ostatnie dwa lata grywał namiętnie w karty z ambasadorem Moskwy. Stracił ponoć dużo funduszy. Nie był przez niego urabiany promoskiewsko. Wręcz przeciwnie, jego postawa były coraz bardziej radykalna, wierzył że tylko zachowanie tradycji jest siłą narodu.

Gdy posłowie udali się do króla z prośbą o podpis pod Konstytucją zaczął głośno protestować, w końcu wyrzucony z sali wrócił ciągnąc swojego synka. Przytknął mu szablę do szyi mówiąc, że go zabije jeśli król podpisze ustawę. W geście rejtanowskiego rozdzierania szat próbował zablokować sejm, krzycząc o wolności, szacunku, łamaniu praw.

Na szczęście, syn został mu wyrwany z rąk, a on sam wysłany  – jak się wyraził ksiądz Prymas – „do czubków”. Zgolono mu szlachecką fryzurę na znak wstydu. Nie zatrzymało go to jednak. Suchorzewski wstąpił niedługo potem do Konfederacji Targowickiej. Skazany na śmierć i infamię nie miał czego szukać w kraju a wyrok wykonano na nim „symbolicznie”.

Historia tego człowieka, który był święcie przekonany o słuszności swojego patriotycznego radykalizmu, w rzeczywistości w podszeptach ambasadora Moskwy pokazuje świetnie postawy obecne i dzisiaj. Widzimy szantaż dziećmi utrudniający dokonywanie reform, widzimy hasła nacjonalizmu skierowane przeciwko postawom narodowym, widzimy ultra-tradycjonalizm katolicki atakujący papieża i Sobór Watykański II.

Suchorzewski był „bardziej święty niż sam papież”, bardziej konserwatywny niż ci, którzy ratowali kraj przed „nowoczesnym” rozgrabieniem. Atakował nie sprzeciwem, lecz manipulacją. Nie miał żadnych zahamowań – nie zawahał się nawet zagrozić życiem własnego dziecka.