Trzecia wojna światowa. Wg Einsteina nie wiadomo, jak będzie wyglądać. Za to w czwartej w użyciu będą tylko łuki i maczugi.

 

tapeciarnia-pl203649_czolgi_leopard_c2

Dzisiaj jednak, po doświadczeniach ukraińskich, wiemy już, jaka będzie. To „wojna hybrydowa”. Wojna prowadzona nie na granicach, jak ta z 1914, czy tez z 1939, ale z wrogiem, który przeniknął w głąb kraju.

Tymczasem Europa nie jest przygotowana na odparcie wroga, który wniknął do wewnątrz. Bo co z tego, że Francja jest mocarstwem atomowym (ok. 290 głowic gotowych do natychmiastowego użycia), skoro wojna toczyć się będzie na ulicach Paryża, Lyonu czy Cherbourga?

Odpalą głowicę na wieży Eiffla? A może na Grand Arche w dzielnicy La Défense?

Historia wojen uczy, że broń, budząca trwogę  w jednej, zazwyczaj nie jest już wykorzystywana w następnej.

Ot, choćby gazy bojowe. Niemcy  po 1939 roku dysponowały nimi w ilości 20-krotnie większej, niż wszystkie pozostałe kraje świata razem.

Jednak plan Hitlera uczynienia z dolnej Odry martwej rzeki (oraz okolic) tak, by stalinowska Armia Czerwona musiała się zatrzymać, pozostał jedynie planem, niezrealizowanym w dużej mierze dzięki uporowi Alberta Speera.

Inna, jeszcze większa pomyłka, to były pancerniki. Co prawda okręty liniowe uniemożliwiły Napoleonowi zdobycie Anglii (Trafalgar), ale ponad sto lat później okazały się już tylko kosztownymi zabawkami. Największa bitwa morska czasów nowożytnych (Jutlandia 1916) skończyła się… zgubieniem przeciwnika.

Upadek tzw. Układu Warszawskiego oznaczał koniec dotychczasowego rozumienia wojny. Jednocześnie stanowił impuls do likwidacji sił zbrojnych państw Unii Europejskiej.

Popatrzmy na do niedawna największą armię europejską (oczywiście poza Rosją). Niemiecka Bundeswehra w czasach „zimnej wojny” liczyła ok. pół miliona żołnierzy. Dzisiaj powinna liczyć ok. 185 tysięcy, ale to raczej teoretyczna granica. Naprawdę liczy mniej.

Podobnie liczna była Nationale Volskarmee (Narodowa Armia Ludowa) Niemieckiej Republiki Demokratycznej, kraju ośmiokrotnie mniej liczebnego niż dzisiejsze zjednoczone Niemcy.

Liczebność czołgów jest również znacząca.

Porównanie obecnych sił (2013) pokazuje, że państwa Unii Europejskiej posiadają niewiele więcej czołgów, niż dysponował reżim Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 roku!

Z wyliczeń, przedstawionych na stronie https://blog.wolnemedia.net/ile-czolgow-znajduje-sie-w-europie/  wynika, że w Portugalii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Danii, Austrii, Norwegii, Danii, Szwecji, Finlandii, Polsce, Grecji i Niemczech stacjonuje ok. 2229 czołgów. Jaruzelski 13 grudnia 1981 roku wyprowadził na ulice miast 1750 czołgów. Poza tym część stała w rezerwie.

Przerażające jest, że kraj dwakroć liczebniejszy niż Polska, Niemcy, dysponuje tylko 225 czołgami. Polska (2013) miała ich do dyspozycji 324.

Oczywiście ktoś powie, ze w pojedynku czołgi niemieckie okażą się lepsze.

Pełna zgoda.

Ale takie porównanie wynika jedynie z projekcji II wojny światowej.

Bitwy na granicach z przeciwnikiem zorganizowanym w kompanie, pułki, korpusy, armie.

Ale III wojna światowa (wg wielu wszczęta już 3-5 lat temu) nie jest wojną graniczną. Czołgi nie będą występować przeciw czołgom, kompanie przeciw kompanii, pułki przeciw pułkom itd.

Wojna hybrydowa wybucha nagle wewnątrz państwa. Z pozoru jest to bardziej powstanie, niż regularne bitwy.

czolg-sredni-t-34-model-1942-z-1-brygady-pancernej-im-bohaterow-westerplatte133duzyNawet najbardziej uposażony w elektronikę czołg jest zredukowany do roli tamy zagradzającej ruch na skrzyżowaniu. A w tej roli tak samo sprawdza się najnowszy Abrams i liczący ponad 70 lat sowiecki tank T-34.

 T-34 i jego pochodne są jednak 30-50 razy tańsze od Abramsa.

Ale są tak samo użyteczne.

Nowa wojna cofa nas bowiem o jakieś 50 lat. Znowu ważna jest liczebność armii a mniej jakość uzbrojenia.

Osłabienie armii to jednak nie jedyna oznaka świadomego osłabienia Europy.

To przede wszystkim „układ z Schengen” i jego reperkusje.

c.d.n.

 

 

28.09 2016