„Srałem w polu, bo nie było kibli”. Tymi oto słowami raczył podzielić się z nami marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.I tak sobie myślę: chwała Bogu, że w polu. Mógł przecież przyszły marszałek, wzorem swoich ideowych bolszewickich pobratymców, nasrać komuś do fortepianu.
Ale skoro już weszliśmy w obszar języka i kultury, to przypomnijmy sobie, że współczesna sztuka również nie boi się dosadności.
W netflixowej „Lalce” Wokulski zwraca się do Izabeli Łęckiej słowami: „Ty głupia pizdo”. Klasyka polskiej literatury w nowoczesnym wydaniu. Bolesław Prus pewnie przewraca się w grobie, choć być może zastanawia się, czy przypadkiem nie powinien był napisać tego sam.
A przecież była jeszcze Krystyna Janda, która swego czasu mówiła, że czuje się „jakby ktoś na nią srał”.
No to już chyba wszystko jasne.
Sranie awansowało społecznie.
Z pola trafiło do języka polityki. Z języka polityki do teatru i filmu. A z filmu wróciło do naszej codzienności.
Kiedyś mówiło się o kulturze języka. Dzisiaj najwyraźniej mamy kulturę fekaliów.
I tylko pozostaje pytanie: skoro marszałek już powiedział, gdzie srał, Wokulski powiedział Izabeli, kim według niego jest, a Janda opowiedziała, jak się czuła, to może najwyższy czas wrócić do normalnej rozmowy?
Bo jeszcze trochę i „Lalka” będzie miała więcej wspólnego z kiblem niż z Prusem, a Sejm z teatrem absurdu niż z parlamentem.
A patrząc na to wszystko z boku, można odnieść wrażenie, że niektórzy politycy mają już coraz więcej wspólnego z kiblem niż z polityką.
Zostaw komentarz