Zaczynam się interesować, który Bóg lepiej gra w piłkę nożną? Nasz Pan Bóg czy może Allach?
Widzę, jak przed meczem modlą się piłkarze, trenerzy, a w czasie meczu kibice. Ja aż do Pana Boga nie śmiem, bo tak sobie mysle, że ma inne sprawy we wszechświecie, ale do kibiców, których dusze są w czyśćcu cierpiące i którzy bardzo starają się dobrymi uczynkami skrócić czas kary – i owszem – zwracam się nie raz, nie dwa. Ale, jak widać żadna dusza, nawet bardzo się starająca o czyśćcową amnestie, nie była w stanie pomóc Polakom. Za słabi i żadne dobre moce zza światów nic nie pomoga. to jest tylko jedenastka niezłych, a nawet dobrych zawodników. Ale nie drużyna. A piłka nożna to gra drużynowa.
O ile stwierdziłam, że Bogowie albo nie lubią grać w piłkę nożną, albo mają jakieś ważniejsze od Mundialu sprawy, o tyle Matka Boska podobno ulitowała się nad Chorwacją i choć nie zgłębiła zasad meczu piłki nożnej, to w rzutach karnych wyraźnie sprzyjała Chorwatom. I nic dziwnego. Przed przyjazdem do Kataru trener i cała drużyna Chorwacji przeszli 150 kilometrów do Medjugorie i tam prosili o te karne i zeby Brazylijczyk strzelił w słupek.
Oczywiscie żartuje licząc na poczucie humoru Pana Boga (i Allacha), ale są tacy, wielu), którzy traktują tego rodzaju wywody ze śmiertelna powaga. Przytaczaja dane, świadczace o tym, ze Chorwacja juz kiedys wygrała i wcale nie była przed tamta wygrana na pielgrzymce, ale bo ze klekanie na murawie (co robi Lewandowski) i odmawianie aktów strzelistych to az smieszne w dzisiejszych czasach. Mnie nie śmieszy.
Wielu sportowców robi znak krzyża świętego przed rozpoczęciem biegu, skoku czy meczu i jest to nie tyle wciaganie Pana Boga do sportu i zawodów, ale taki sam znak, jaki kiedys nasze babcie wykonywały nad wyjetym z pieca bochenku chleba lub na czole zasypiajacego dziecka, udajac sie w podróz lub rozpoczynajac posiłek. Dla mnie to miłe i wzruszajace.
Tak, jak miłe i wzruszajace jest przewiadczenie, ze pranie robi sie w piatek, bo Matka Boska w piatek prała pieluszki małego Jezusa, a Pan Bóg zapalał w sobote slońce, aby szybciej wyschły. I przekonałam się, że w dziewięciu na dziesięc sobót istotnie „zapala się” slońce. Choćby na kilka minut. Miło jest „pod tym znakiem” żyć, pracować, a nawet bawić się.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz