Wczoraj Lech Poznań przegrał z Jagiellonią Białystok 0:2 przed własną publicznością. Wyniku meczu nie śledziłem na żywo chcąc się skupić na innym pojedynku, który również bardzo mnie interesował. Mieszkam za granicą prawie od urodzenia. Nie miałem więc i tak możliwości wyboru między Kolejorzem a RFC Liège walczącym o awans do belgijskiej pierwszej ligi amatorskiej – czyli na trzeci szczebel rozgrywek.
Co robię na meczach IV-ligowca, skoro w Liège gra zespół regularnie grający w pucharach europejskich?
1. Kibole Standardu Liège są przedstawicielami Antify. Dla niewtajemniczonych, Antifa oznacza Akcja Antyfaszystowska. Choć w teorii nazwa brzmi bardzo elegancko, w praktyce chodzi jedynie o grupy lewackich chuliganów mających jako główną motywację wygrywanie bójek z ugrupowaniami bardziej prawicowymi. Czczą takich morderców jak Che Guevarę, a jeżeli chodzi o historie zbrodni komunistycznych, są oni totalnymi ignorantami. Ich definicja faszyzmu to wszystko co nie jest lewackie.
2. Mam bardzo dobrą pamięć. Niecałe 10 lat temu Axel Witsel – ówczesny zawodnik Standardu Liège – zniszczył karierę Marcinowi Wasilewskiemu łamiąc mu nogę brutalnym faulem. Nieszczęśliwe wypadki się zdarzają. Za to nie mam zbyt wiele pretensji ani do klubu, ani do gracza. Nie zapomnę jednak wieśniackie zachowanie ze strony władz klubu i kibiców. Normalnie w takiej sytuacji wypada przeprosić gracza, odwiedzić go w szpitalu, jeżeli sobie tego życzy a na końcu milczeć. W stosunku do Marcina Wasilewskiego nie zabrakło jednak pretensji za jego styl gry – co ze względu na okoliczności było nie na miejscu.
3. Po prostu wolę RFC Liège. Nie jestem kibicem sukcesu. Tu w Belgii mam jeszcze inny ulubiony klub. Regularnie jeżdżę specjalnie do stolicy na mecze Polonii Brukseli, która w tym roku została wicemistrzem grupy A III ligi okręgowej Brabancji Walońskiej – III liga okręgowa jest ósmym szczeblem belgijskich rozgrywek klubowych. Nie przepadam do tego zbytnio za drużynami z Ligi Mistrzów, a jak już za jakąś trzymam kciuki to za ambitnych kopciuszków w stylu Qarabağ Ağdam – mistrza Azerbejdżanu, którego obserwuję od dziesięciu lat.
Ta ostatnia wymieniona drużyna powinna służyć jako przykład Lechowi Poznań. Hasło NSNP – Nigdy Się Nie Poddawaj – zresztą doskonale kiedyś pasowało do Kolejorza. Mimo ogromnych trudności finansowych oraz spadku do II ligi – dziś z nazwy pierwsza – pod koniec zeszłego wieku, zespół potrafił się podnieść i wrócić do Ekstraklasy. Kulminacją tego sukcesu było wygranie Pucharu Polski w 2004 roku. W okresie, w którym Kolejorz zajmował ostatnie miejsce w II lidze na mecze zaczęło przychodzić po 20 tyś. kibiców. Jak kiedyś przyjechali chłopaki z Tłoków Gorzyc, nogi im się ugięły pod presją, bo nigdy w życiu nie grali przed taką publicznością.
Lech Poznań przez długi czas nie mógł znaleźć inwestora. Jednym z problemów było trudne do oszacowania zadłużenie klubu. W tym samym okresie Amica zbudowała we Wronkach dosyć solidny zespół jak na polską ligę. Ze względu na niską frekwencję mimo regularnej gry w pucharach europejskich, właściciel klubu Jacek Rutkowski postanowił zlikwidować pierwszą drużynę z małego miasteczka i zainwestować w Lecha Poznań. Skończyło się fuzją. Między kibicami nie zabrakło gorących debat na temat powstania „nowego Lecha”. „Stary Lech” zajął szóste miejsce w tabeli Ekstraklasy w sezonie 2005/2006 a Amica czwarte. Koncern z Wronek wykupił prawa niematerialne Lecha Poznań – między innymi prawo do barw i do odwoływania się do tradycji klubu – za około 7 milionów złotych, „stary Lech” spłacił część swojego zadłużenia i został zlikwidowany. Pierwotnie kwota miała wynosić znacznie więcej: 20 lub nawet 30 milionów złotych. „Nowy Lech” powstał z graczy dotychczasowego WKP Lecha Poznań oraz Amiki Wronki. Licencję oraz w miarę uporządkowane księgi wniósł z kolei tylko ten drugi zespół.
W ten sposób Kolejorz rozpoczął nowy rozdział w swojej historii. Stabilność finansowa zagwarantowała stały byt. Klub zaczął regularniej sięgać po wyższe miejsca w lidze i został mistrzem Polski w 2010 i w 2015 roku. Lech Poznań do tego wyszedł dwa razy z grupy w Lidze Europy: jesienią 2008 oraz zaraz po zdobyciu mistrzostwa Polski 2010 roku. Podczas gdy wielu kibiców podniecało się ewentualną grą w Lidze Mistrzów, miałem przeczucie, że pod względem sportowym Lech będzie stać na poziomie Amiki Wronki. Nie do końca się to sprawdziło, lecz jednak w moich przewidzeniach było ziarno prawdy. Sformułowanie KKS nawiązuje do historycznej nazwy Kolejowy Klub Sportowy. Widząc jednak brak ambicji oraz ograniczenia panów z Wronek, prawidłowe rozwinięcie tego skrótu powinno brzmieć „post-Kolejowy Klub Sknerusów”. Nigdy nie wybaczę nowym włodarzom Kolejorza dwóch rzeczy:
1. Targowanie się o marne 200 tyś. euro przy zakupie Artjomsa Rudņevsa zaraz po mistrzowskim sezonie 2009-2010 oraz sprzedaniu Roberta Lewandowskiego do Borussi Dortmund za 7 milionów euro. Sknerusy z Wronek wolały się kłócić o tak śmieszną sumę pieniężną jak na zespół grający o awans do Ligi Mistrzów niż do niej awansować. Artjoms Rudnev zasilił klub dopiero po odpadnięciu z eliminacji ze słabiutką Spartą Pragą, która potem uległa MŠK Žilinie. Zero punktów oraz między innymi porażka 0:7 z Olympique Marsylia przed własną publicznością jasno wskazują, że skoro słowaccy chłopcy do bicia wyeliminowali ówczesnego mistrza Czech, był on również w zasięgu Kolejorza z prawdziwym napastnikiem w ataku. Łotysz później strzelił cztery bramki w fazie grupowej Ligi Europy przeciwko słynnemu Juventusowi, którego niespodziewanie prześcignął w tabeli. W tamtym sezonie Lecha Poznań było stać na awans do Ligi Mistrzów – co by się wiązało ze znaczne większym zastrzykiem gotówki niż te śmieszne 200 tyś. euro. Skąpy jednak traci podwójnie.
2. Po to co roku Lech walczy o awans do pucharów europejskich, aby w nich grać. Po zdobyciu mistrzostwa Polski w 2015 roku na drodze do Ligi Mistrzów stanął FC Basel. W przeciwieństwie do sknerusów z Wronek, włodarze drużyny ze Szwajcarii sięgają po dobrych zmienników po wyprzedaży swoich najlepszych graczy. Ambitny Maccabi Tel Awiw wyeliminował rywali Lecha w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej, lecz FC Basel jest mimo wszystko stałym bywalcem faz grupowych europejskich pucharów. Podobnie jak w 2010 roku, Kolejorz zakwalifikował się do Ligi Europy mając dziwnym zbiegiem okoliczności szansę na rewanż z zespołem z Bazylei. W rozgrywkach krajowych zespół odnosił jednak sporo porażek więc wronieccy postanowili odpuścić Ligę Europy, aby skupić się na naszej polskiej lidze ogórkowej. Kolejorz mógł powalczyć o awans do 1/16 finałów – tym bardziej, że niespodziewanie wygrał na wyjeździe z włoską ACF Fiorentiną mimo zajmowanego ostatniego miejsca w tabeli polskiej Ekstraklasy – lecz trener później wystawiał skład rezerwowy. Ostatecznie Lech Poznań i tak niczego spektakularnego w lidze nie osiągnął.
W międzyczasie nie zabrakło porażek z niżej notowanymi zespołami, w tym z amatorami z Islandii oraz z Žalgirisem Wilno. Z tym ostatnim zespołem Lech wygrał mecz rewanżowy strzelając o jedną bramkę za mało, aby awansować. Co ciekawe, obie bramki wbił pod sam koniec, gdy wściekli kibice za brak ambicji zaczęli wyzywać zespół zamiast go dopingować – i to również po każdej strzelonej bramce krzycząc „Za późno!”. Kelnerom z Ungmennafélagið Stjarnan bili z kolei brawa po przegonieniu nieprzychylnymi okrzykami Lechitów. W skrócie „stary Lech” nie miał pieniędzy, lecz miał serce do gry a „nowy” mimo stabilizacji pod względem finansowym nie zawsze walczy do końca.
W obecnym sezonie zapowiadało się, że Kolejorz powalczy o mistrzostwo Polski. Skończył on na pierwszym miejscu tabeli w sezonie zasadniczym. Niestety w rundzie finałowej zespół zaczął rozdawać punkty jeszcze chętniej niż niektóre puste modelki swoje ciało arabskim krezusom. W zeszłym tygodniu pojawił się promyk nadziei. Jagiellonia Białystok zremisowała bezbramkowo z Legią Warszawa. Lech miał więc swój los w swoich własnych rękach pomimo kilku wpadek. Pokonanie Jagiellonii Białystok, Wisły Kraków oraz Legii Warszawa w ostatnim meczu przed własną publicznością gwarantowałoby Kolejorzowi tytuł. Niestety to zespół z Białegostoku powalczy o mistrzostwo a Lech Poznań może nawet zostać wyprzedzony w tabeli przez Górnika Zabrze, Wisłę Kraków lub/i Wisłę Płock i skończyć na piątym miejscu nie kwalifikując się do pucharów europejskich.
Co do Jagiellonii Białystok, jest to drużyna bez większych pieniędzy, ale z sercem do gry – podobnie jak „stary Lech” oraz „nowy” w momentach przebłysków. Piętą Achillesa zespołu z Podlasia jest jednak końcówka sezonu. W tym roku może jednak być inaczej. W Poznaniu mało kto lubi Legię. Lech w ostatnim meczu może więc w pewien sposób zagrać dla Jagiellonii. Jest to jednak marne pocieszenie, lecz feta mistrzowska Legii w Poznaniu byłaby dla wiernych kiboli wyjątkowo bolesnym policzkiem. W ostatnim meczu sezonu Kolejorz ma więc o co grać – o honor, którego nie mają sknerusy z Wronek.
Co do tych ostatnich, czas dorosnąć. Jak już wspominałem, sknery traci podwójnie. Bez większych inwestycji nie będzie większych sukcesów – chyba że jednorazowych jak dotychczas. Klubowi raczej pieniędzy brakować nie powinno widząc za ile sprzedaje swoich najlepszych graczy. Pytanie jednak czy aktualnym włodarzom Kolejorza rzeczywiście zależy na sukcesach sportowych? Może wolą się skupić tylko na sprzęcie AGD i innych swoich biznesach? Szkoda, że Lechem Poznań nie interesuje się poważny inwestor. Prędzej uwierzę politykom z totalnej opozycji, że zależy im na dobru Polski i Polaków a nie na swoich przywilejach lub w socjalizm w wersji Partii Razem niż kolejnym obietnicom Jacka Rutkowskiego czy jego ludzi co do chęci walki o najwyższe cele. Jeżeli Kolejorz z taką grą zdobędzie któregoś dnia znowu mistrzostwo, będzie to głównie zasługą niskiego poziomu naszej ligi. Jej przedstawiciele dostają baty w pucharach europejskich od Litwinów, Estończyków, Islandczyków, Naddniestrzan grającym jako przedstawiciele ligi mołdawskiej czy Kazachów. To o czymś świadczy. Przy następnych eliminacjach w pucharach europejskich Lech Poznań nie będzie już rozstawiony i we wcześniejszych rundach – co oznacza, że szybko może trafić na silne drużyny. Ewentualne hasła typu „Walczymy o awans” czy wspominanie o Lidze Mistrzów przez aktualnych włodarzy klubu nie będzie niczym inny niż kpiną z własnych kibiców. Niech nam powiedzą prosto w twarz „Chcemy ładne tabelki finansowe i trochę pokombinować a wyniki są dla nas drugorzędne”. Może nie byłoby to zbyt profesjonalne pod względem marketingowym, ale szczerość bywa doceniana.
Źródło zdjęcia Lecha Poznań: http://stadiony.net/
Link do wszystkich moich publikacji na serwisie Pressmania: http://pressmania.pl/author/pawel-helinski/
Link do mojego fan page’u na Facebooku: https://www.facebook.com/helinski/
Link do mojej strony na Twitterze: https://twitter.com/Pawel_Helinski
Adres e-mail do bezpośredniej korespondencji: kontakt@helinski.info
Zostaw komentarz