Na konwencji wyborczej w Warszawie powiedział Pan, że ruch Kukiz’15 nie będzie składał obietnic wyborczych. Da się zrobić kampanię wyborczą bez obietnic?
– Bardzo łatwo mogliśmy przelicytować obietnice partii politycznych. Mogliśmy np. obiecać 1000 zł na dziecko i jeszcze worek kartofli na głowę. Ale my nie obiecujemy, bo my nie kłamiemy. Nie obiecujemy, bo szanujemy obywateli. Żadna partia po 1989 roku nie spełniła swoich obietnic. Sytuacja, w której politycy obiecują, że łaskawie dadzą coś obywatelom, jest kompletnym nieporozumieniem. To obywatele mogą coś ewentualnie dać politykom i od nich wymagać, bo to obywatele są ich pracodawcami.

We wszystkich poprzednich wyborach ludzie jednak na te obietnice się nabierali…
– I jeżeli również tym razem tak będzie, jeżeli ten system żerującej na państwie i obywatelach partiokracji będzie trwał przez kolejne 4 lata, to oni doprowadzą nasz kraj do takiego stanu, że przed następnymi wyborami ten worek kartofli na rodzinę będzie naprawdę wypasioną obietnicą.

Co w takim razie Ruch Kukiza ma zamiast obietnic?
– Strategię działania, której celem jest naprawa naszego państwa w każdym aspekcie i przywrócenie go obywatelom. Do tego potrzebna jest nowa konstytucja, zmiana ordynacji wyborczej, zniesienie progów referendalnych, gruntowna reforma wymiaru sprawiedliwości oraz podatków, przede wszystkim odpodatkowanie pracy.

To wszystko brzmi dość abstrakcyjnie i dla wielu ludzi pewnie mało konkretnie. 500 zł na dziecko bardziej przemawia do wyobraźni…
– Ale właśnie na tym polega różnica między partyjnymi programami, a naszą strategią. My zamiast propagandowych haseł mamy plan realizacji konkretnych celów, punkt po punkcie. Jednym z tych celów jest odpodatkowanie pracy. Dzisiaj państwo zabiera 70 proc. naszych wynagrodzeń. Tę chorą sytuację można bardzo łatwo zmienić m.in. poprzez likwidację podatku PIT. Jeśli państwo przestanie grabić pracowników i będą oni w stanie normalnie żyć ze swojej pracy, jałmużna obiecywana dzisiaj przez partie polityczne nie będzie im do niczego potrzebna.

Żeby zlikwidować PIT, trzeba zmienić cały system podatkowy…
– Jaki system? W Polsce nie ma żadnego systemu podatkowego. Są tylko dziesiątki tysięcy przepisów, z których każdy może mieć na dodatek kilka interpretacji. Tylko jedna ustawa o PIT była zmieniana 150 razy. Z tego bałaganu korzystają zagraniczne korporacje i banki, które mają kasę na wysokiej klasy specjalistów od prawa podatkowego i są w stanie, omijając przepisy, wyprowadzać z polski pieniądze. W ten sposób w ostatnich latach wydrenowano z naszego kraju 50 mld dolarów. Mamy gotowy projekt ustawy deregulacyjnej, która z jednej strony pozwoli wyrzucić na śmietnik te tysiące stron bezsensownych, szkodliwych przepisów, a z drugiej spowoduje, że nowo stanowione prawo będzie przyjazne dla obywateli i uchwalane pod ich kontrolą.

Chaos prawny służy nie tylko korporacjom i bankom. Na konwencji w Warszawie mówił Pan, że politycy tworzą przepisy „pod siebie”. Co miał Pan na myśli?
– W obecnym systemie partyjniacy tworzą coraz to nowe przepisy, aby móc załatwiać swoje biznesy, czesać kasę, a potem unikać jakiejkolwiek odpowiedzialności. Te sitwy na różnych szczeblach osiągnęły nieprawdopodobne rozmiary. Kolejne afery nie robią już na nikim wrażenia, a partyjniacy czują się zupełnie bezkarni. Dzisiaj normalny człowiek bez partyjnych koneksji nie ma szans nawet na posadę kasjerki w supermarkecie. Obecny system służy wszystkim, tylko nie obywatelom.

W Warszawie mówił Pan również o potrzebie wzmocnienia pozycji prezydenta. Wprowadzenie systemu prezydenckiego będzie elementem projektu nowej Konstytucji?
– Podział kompetencji między prezydentem i rządem jest obecnie fatalny. Prezydent jest albo wyłącznie wykonawcą poleceń swojej partii jak Bronisław Komorowski, albo jest skazany na ciągłe spory kompetencyjne z rządem, jak było w przypadku świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdy rządy przejęła Platforma. Jeżeli prezydent jest wybierany w wyborach powszechnych, powinien mieć kontrolę nad władzą wykonawczą. Powinien ściślej współpracować z rządem i mieć do tego uprawnienia. Nowy system powinien być wypadkową pomiędzy systemem prezydenckim na wzór USA a półprezydenckim, czyli takim, jaki panuje we Francji.

Żeby przeprowadzić wszystkie te zmiany, o których pan mówi, trzeba mieć większość w parlamencie. Z kim Kukiz’15 wejdzie w koalicję po wyborach?
– My nie idziemy po władzę dla władzy i rządowych stanowisk. Rozumie to każda osoba startująca w wyborach z naszych list. Jakiekolwiek koalicje możemy tworzyć w konkretnych sprawach, przy konkretnych ustawach, konkretnych projektach proobywatelskich zmian. Ruch Kukiza będzie robił wszystko, aby ten następny Sejm stał się konstytuantą, aby pracował nad nową proobywatelską Konstytucją, która rozwali partiokratyczno-urzędniczą arystokrację. Dopóki nie napiszemy nowej Konstytucji i nowego prawa, będziemy szli w przepaść, będziemy się wyludniać, a nasz naród będzie jedynie tanią siłą roboczą.

Z Pawłem Kukizem rozmawiał Łukasz Karczmarzyk