Prezentuję Czytelnikom kolejny fragment tym razem początek drugiej części mojego najnowszego opowiadania pt. „Wyzwalacz”. Jednocześnie informuję, że jest już audiobook I części tego opowiadania na stronie radia KChT Radio Ludzi Rozsądnych (tutaj). Proszę pamiętać, że do zarazy jest jeszcze dwa lata. Opowiadanie dzieje się w 2018 roku.

Początek drugiej części Wyzwalacza.

„W niedzielę 12 lipca wysiadłem na dworcu głównym w Berlinie. Prawie biegiem przedostałem się na peron S-Bahn. Był kwadrans po dziesiątej i Lin czekała pewnie w KFC przy stacji Alexander Platz. Przynajmniej miałem nadzieję, że czeka. Pojechała we wtorek pociągiem porannym. Nie miałem z nią kontaktu od tego czasu, co było zgodne z naszymi ustaleniami. W pociągu drzemałem, ale nie był te pełny sen. Usiłowałem nie myśleć o Chince, ale nie mogłem. Zdałem sobie sprawę, że niepokoję się o nią i brak mi jej. Nie chciałem używać terminu „tęsknota”, ale miałem wszystkie objawy tego stanu. Najdziwniejsze dla mnie było to, że w ogóle nie brałem pod uwagę podstawienia Chinki przez jej wywiad, przez Rosjan, albo przez obie instytucje we wspólnej operacji. Powinienem założyć taką ewentualność, ale coś we mnie wciąż odrzucało myśl, iż może to być prawda. „Chyba rzeczywiście rzuciła na mnie czar?” – skonkludowałem swoje rozważania i znów denerwowałem się czy dotarła do Berlina, czy jest bezpieczna i czy przyjdzie na spotkanie.
Z rzuceniem na mnie czaru było tak. Wszystko przez materac, który jednak okazał się popsuty. Nadmuchałem go, położyłem się, zasnąłem, a po godzinie obudziłem, bo podłoga uwierała mnie strasznie. Z materaca zeszło powietrze. Nadmuchałem go ponownie, chciałem zasnąć, powietrze zeszło, znowu nadmuchałem i klnąc w myślach, usiłowałem zasnąć. Bawiłem się tak do piątej rano. Podczas kolejnej walki z tym cholernym śmieciem, Lin wyszła z sypialni, złapała mnie wpół i powiedziała, ciągnąc mnie do drugiego pokoju.
– Przestań już się wygłupiać i chodź spać. Chyba się nie boisz?
– Mam…- zacząłem.
– Sześćdziesiąt lat, ja trzydzieści trzy, więc mogłabym być twoja córką – przerwała mi. – Już to słyszałam i skomentowałam, więc nie ma co powtarzać.
– No właśnie! – nic więcej nie przyszło mi do głowy – Poza tym ja patrzę na ładne kobiety, ale nie pamiętam, dlaczego. Taki wiek! – na te słowa obróciliśmy się do siebie, a Lin objęła mnie mocniej.
– Masz rację! Czuję! – pocałowała mnie i pociągnęła na łóżko – No chodź! Taki Jagger jest dużo starszy od ciebie, a daje radę z dziewczynami. Powiem ci później co oznaczają chińskie znaki w mojej notatce. Obiecuję!
Co miałem zrobić? Uległem. Nie obawiałem się kobiet. Nie unikałem ich, wręcz odwrotnie. Nie obawiałem się też typowo męskiej kompromitacji. Nie wyglądałem na swój wiek, byłem sprawny, chociaż już nie tak napalony jak młodzi faceci. Oczywiście, że obecność młodej dziewczyny podnieciła mnie i Lin o tym wiedziała. Nie miałem też żadnych kompleksów w sprawach seksu i zmęczyło mnie dmuchanie materaca oraz twarda podłoga. Przestały mnie też obchodzić wszystkie uwarunkowania operacyjne. Ostatecznie byłem już emerytem.
– Miałaś wyjaśnić mi znaczenie tych chińskich znaków – przypomniałem jej, gdy leżeliśmy po wszystkim obok siebie.
– Oj, śpijmy lepiej, bo oboje jesteśmy niewyspani – pocałowała mnie w szyję.
– Obiecałaś, trucicielko! – upierałem się.
– E, tam! To starożytne zaklęcie! Kiedyś dziewczyny szły do wiedźmy i prosiły o zaklęcie, którym rzucały urok na konkretnego faceta. Wpisywały je w list do niego. Zaklęcie powodowało, że będzie im posłuszny, dobry dla nich i …- przerwała.
– Co i?
– Ech! Nic takiego! – usiadła na mnie. – To tylko legenda. Wyobraź sobie lepiej mnie z większymi piersiami. jak oszczędzę, to sobie zrobię większe!
– Przecież masz całkiem niezłe, a wielkość nie oznacza, że będą ładne – powiedziałem i powtórzyłem – Co i?
– Nic ważnego i strasznego! – pocałowała mnie, a ja zrozumiałem co oznacza „i”, lecz ku memu zdziwieniu wcale mnie to nie przestraszyło.”

A poniżej jeszcze jeden wyrwany z kontekstu fragmencik „Wyzwalacza”.

„- Są sytuacje, w których wolałbym być homoseksualistą – skomentowałem pół godziny później.
– Tak ci źle było? – zrobiła groźną minę, ale odebrała właściwie żart – Zresztą, możesz sobie wyobrazić, że jesteś, bo ja mam krótkie włosy i takie piersi, że od pasa w górę można mnie wziąć za chłopca.
– Co ci odbiło z tymi piersiami? Całkiem normalne. Nie duże, nie małe. W sam raz. Wy w tych Chinach za dużo amerykańskich filmów piratujecie! Dość już na razie. Do roboty, moja droga. Znasz niemiecki? – zdziwiłem się, widząc stosik książek, leżący na biurku.
– Nie – odpowiedziała, ubierając się – To podręczniki botaniki i publikacje o roślinach trujących. Jest też podręcznik toksykologii. Nazwy są po łacinie, terminologia prawie taka jak angielska, a do reszty mam słownik. Nie mam komputera, bo wystarczyłoby Google. A ty znasz?
– Już nie – odpowiedziałem. – To znaczy praktycznie nie mówię po niemiecku, chociaż wiele rozumiem. Angielski mi przeszkadza. I co tam wyczytałaś?
– Popatrz! – wzięła jedną z książek, usiadła koło mnie i zaczęła pokazywać mi obrazki – To jest, na przykład Ledum palustre. Zawiera olejki eteryczne, działające na system nerwowy, a także ledum i palustrum. Uszkodzić może nerki. To coś w rodzaju rododendrona. A tu masz Aethusa cynapium. Zawiera koniinę i cynapinę. Może doprowadzić do paraliżu. To z kolei Ricinus communis – pokazała mi jakieś zielsko z czerwonymi puchatymi kwiatami. – Nasiona są silnie trujące. Dawka powyżej 0,2 grama zabije każdego. Pamiętasz „bułgarski parasol”? – nie czekała na odpowiedź i pokazała mi następny obrazek – Abrus precatorius. Zawiera abrynę, która jest wyjątkowo trująca w kontakcie z oczami i otwartymi ranami. Kilka mikrogramów i można umrzeć. Abryna blokuje syntezę białek. Teraz Aconitum. Mocno trująca. Najlepszy byłby Aconitum firmum. Dwa do pięciu miligramów paraliżuje mięśnie oddechowe i zatrzymuje serce. Jest też Ageratina altissima. Ma w sobie tremetol, prowadzący do gwałtownych wymiotów, delirium i śmierci. Bywa czasem w mleku, jeśli krowy najedzą się jej. Matka Lincolna otruła się w ten sposób. Na tym obrazku masz Nerium oleander. Wydziela mleczko, które zabija w kilka godzin. Cała jest zresztą trująca. Znana od starożytności. Glikozydy uwalniają się nawet w dymie palonej rośliny. Następna – wskazała kolejną stronę. – Datura stramonum. Na dorosłego starczy od 10 do 15 nasion. Ma w sobie L-hioscyjaminę i L-skopolaminę. Wywołuje halucynację, napady szału, gorączkę do 41 stopni i sen narkotyczny, w którym potrafi sparaliżować mięśnie oddechowe, co zabija człowieka. Zobacz też banalną Atropa belladonna. Ma w sobie atropinę i hioscyjaminę. Poraża międzymózgowie i rdzeń przedłużony, a w śpiączce paraliżuje układ oddechowy. Co masz taką minę? – wpatrywałem się w nią z szeroko otwartymi ustami i oczami.
– Wszystko fajnie, Lukrecjo – odezwałem się w końcu. – To jednak zielsko i nie damy rady napaść kogokolwiek z tego zebrania tak, by się przekręcił…
– Nikt nikogo nie będzie pasł! – przerwała mi i podała kartkę ze swoimi zapiskami -Tu masz obliczenia i pytania. Wiem! Nic z tego nie zrozumiesz. Chcę ci tylko pokazać, że nie leniłam się w Berlinie. Mogłabym wyekstraktować i zsyntezować odpowiedni preparat w warunkach poza laboratoryjnych. Potrzebuję tylko trochę sprzętu, nieskomplikowanego, miejsce, bo w hotelu nie będziemy ryzykować. I nie jestem żadna Lukrecja – dotarło do niej. To są też rośliny lecznicze. Trzeba tylko wiedzieć jak je przyrządzić.
– A skąd weźmiemy te kwiatki?
– Wszystkie są dostępne w tym regionie świata – odpowiedziała. – W Berlinie jest kompleks oranżerii o nazwie „Ogrody Świata”. Jest tam sklep. Może uda się ukraść jakieś pędy z wystawionych roślin? Warto by też zobaczyć dostępne rezerwaty przyrody i parki.
– No to mamy robotę – wstałem z łóżka. – Musimy ustalić plan działania. Idę do siebie, wezmę prysznic, przebiorę się i idziemy na obiad. Pogadamy wtedy spokojnie.
– Tu się możesz wykąpać. Pomogę ci – podeszła do mnie.
– Ciuchy mam u siebie – stwierdziłem.
– To pójdę do ciebie. W którym pokoju mieszkasz?
– Daleko od ciebie! – roześmiałem się, widząc, że posmutniała – Naprzeciwko. 1414. Poczekaj pięć minut i przychodź. „

Wcześniejsze fragmenty opowiadania, które nie są kolejne przeczytacie tutaj. Pragnę jednocześnie podkreślić, że Piotr Michał Wójcik zrobił mi grafikę do „Wyzwalacza”. Jego okładki ma Holub. Ta będzie trzecia i jest już w audiobookach. Całość opowiadania odsłuchasz na stronie radia KChT Radio Ludzi Rozsądnych (tutaj).